Co znajdziesz w artykule?
Refundacja po polsku
W lipcu 2013 roku kliniki rozpoczęły realizację pierwszego w Polsce rządowego Programu Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013-2016. Program zakłada, że w ciągu trzech lat leczenie podejmie ok. 15 tys. par. Przekrój pacjentów, którzy zgłaszają się do programu, jest mniej więcej taki sam pod względem wieku oraz przyczyn niepłodności jak pacjentów komercyjnych. Przybyło natomiast par, które wcześniej z powodów ekonomicznych nie miały szans na leczenie in vitro. Poza tym, dzięki dyskusji wokół ministerialnego programu, wiedza o leczeniu niepłodności dotarła do szerszej liczby osób, w tym z mniejszych miejscowości i wsi. Inną grupą są pacjentki tuż przed 40 r.ż., które w pewnym momencie zrezygnowały z walki o dziecko. Ale kiedy pojawiła się możliwość uczestnictwa w programie, na nowo chcą uporządkować swoje życie.
Konstruując program, Ministerstwo Zdrowia określiło szereg standardów postępowania. Lekarze przyznają, że zmniejsza to szanse na sukces, wydłuża czas leczenia, a dla niektórych pacjentek może oznaczać definitywną utratę możliwości posiadania potomstwa. Na przykład liczbę tworzonych zarodków ograniczono maksymalnie do sześciu podczas jednej procedury in vitro u pacjentek o dobrym rokowaniu. Lekarzom nie pozostawiono też wyboru, jeśli chodzi o liczbę embrionów przenoszonych do macicy, bowiem program pozwala na użycie jednego zarodka w danym cyklu miesięcznym. W uzasadnionych medycznie przypadkach lub u kobiet po 35. r.ż., można wykonać embriotransfer dwóch zarodków. Jeżeli są wskazania medyczne do zapłodnienia większej liczby komórek w grupie młodszych pacjentek, lekarz musi uzasadnić swoją decyzję na piśmie. Pacjentom przysługują w ramach programu trzy refundowane cykle leczenia, które obejmują też przeniesienie do macicy zarodków kriokonserwowanych. Nie można rozpocząć następnego cyklu stymulacji jajeczkowania, jeżeli nie zostaną wykorzystane zarodki już utworzone i przechowywane. Tym samym program ministerialny ogranicza liczbę przenoszonych zarodków dla znacznej grupy leczonych. Jednak trzeba pamiętać, że im więcej zarodków przeniesionych do macicy, tym większa szansa na ciążę, ale też większe ryzyko ciąż mnogich i powikłań: poronień, przedwczesnych porodów, problemów z rozwojem wewnątrzmacicznym płodów. W grę wchodzi zdrowie matki i dziecka, ale też publiczne pieniądze, bo leczenie powikłań generuje koszty dla systemu opieki zdrowotnej.
Specjaliści uważają realizowany w Polsce program za ogromy sukces. Mają nadzieję, że stanie się podstawą wprowadzenia systemu refundacyjnego już nie w ramach ministerialnego programu, ale powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego.
Jak finansują inni
Niepłodność uznana jest przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) za chorobę społeczną, a częstość jej występowania w krajach rozwiniętych stale się zwiększa. Ocenia się, że 15-22 proc. par ma okresowe lub stałe problemy z płodnością. Przyjmując ten wskaźnik, można oszacować, że w Polsce mamy około 1,5-2 mln bezdzietnych związków, czyli nawet co 6. para dotknięta jest tym problemem.
Niepłodność staje się coraz większym wyzwaniem dla ochrony zdrowia. In vitro refunduje zdecydowana większość państw europejskich, np. we Francji refunduje się sześć cykli leczenia, na Węgrzech pięć cykli. W Niemczech, na Słowacji i w Słowenii ubezpieczyciel pokrywa koszty czterech cykli pacjentkom do 40. r.ż., w Chorwacji trzy cykle. Jedynym krajem, który w 100 proc. i bez żadnych ograniczeń pokrywa koszt in vitro, jest Izrael. Pełnopłatne in vitro jest jedynie w Rosji, na Ukrainie, w Rumunii, Mołdawii oraz na Litwie. Tymczasem analizy finansowej efektywności refundacji robione w Wielkiej Brytanii wykazały, że leczenie niepłodności zwraca się siedmiokrotnie.
Spis treści
Przy okazji podsumowania pierwszego roku realizacji rządowego programu leczenia niepłodności metodą in vitro prof. dr hab. med. Waldemar Kuczyński, jeden z twórców programu, wspominał początki in vitro w Polsce. Był jednym z pięciu białostockich ginekologów, których prof. Marian Szamatowicz zwołał do swojego gabinetu, by im obwieścić: „To, co robimy, jest bez sensu. Leczymy jajowody, co nie daje żadnego rezultatu. Na świecie jest nowa metoda – in vitro. Zajmijmy się nią”.
– Mnie przypadła