Co znajdziesz w artykule?
Współcześnie zachowania ludzi coraz częściej są kształtowane przez sieci społecznościowe oraz fora internetowe.[1] Tradycyjne źródła wzorców zachowań, takie jak rodzina, najbliższa grupa społeczna, wspólnota wyznaniowa, ustępują miejsca modnym, choć niekoniecznie zgodnym z najbliższym kręgiem kulturowym. W postawach wychowawczych rodziców, a przede wszystkim osób próbujących je kształtować, można dostrzec pewną polaryzację poglądów dotyczących postępowania z dziećmi także w kwestii snu. Rodzicielstwu bliskości przeciwstawiany jest tzw. zimny chów. Na amerykańskim rynku wydawniczym ukazują się poradniki, pisane często przez lekarzy, które promują sprzeczne zalecenia.[2,3] Rodzic, zgłębiając niezliczone strony internetowe przedstawiające te skrajne podejścia, często czuje się zagubiony i nie potrafi odnaleźć złotego środka. Z kolei lekarz na postawione przez pacjenta pytanie, co jest właściwe, odpowiada, opierając się na własnych przekonaniach, które nie zawsze mają podstawy naukowe. Jedną z kontrowersyjnych kwestii w ostatnich latach staje się co-sleeping oraz współdzielenie łóżka, które stają się ponownie modne. W niniejszym artykule chciałabym się zmierzyć z pytaniem, czy co-sleeping jest wartościowym wyborem, czy niewłaściwym nawykiem, który należałoby odradzać pacjentom, zwłaszcza w kontekście gabinetu psychiatry.
Spis treści
Co-sleeping, określany po polsku jako współspanie, oznacza spanie w bezpośredniej bliskości drugiej osoby, umożliwiające wyczuwanie jej obecności za pomocą zmysłów. Wyróżniono dwie formy współspania:
- współdzielenie łóżka (ang. bed-sharing), określane również jako łóżko rodzinne),
- współdzielenie sypialni (ang. room-sharing).
Praktyki te były powszechne w krajach kręgu kultury europejskiej (Europa, Ameryka Północna, Australia) do końca XIX wieku. Do dziś pozostają standardem w wielu częściach