Co znajdziesz w artykule?
  • Pod koniec maja Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zawodzie psychologa oraz samorządzie zawodowym psychologów. Czy podobne uregulowanie czeka zawód psychoterapeuty? Jak wynika z przeprowadzonych konsultacji społecznych, aż 72% respondentów opowiada się za ustawową regulacją w tym zakresie. Projekt poselski będzie niedługo czytany w komisji sejmowej. W czym taka ustawa mogłaby pomóc terapeutom i pacjentom? – o tym w wywiadzie z Agnieszką Fedorczyk mówi dr n. med. Łukasz Müldner-Nieckowski, konsultant krajowy w dziedzinie psychoterapii
    dr n. med. Łukasz Müldner-Nieckowski

    dr n. med. Łukasz Müldner-Nieckowski

Agnieszka Fedorczyk: Panie doktorze, jak postrzega pan problem zawodu psychoterapeuty przy obecnym stanie prawnym?

Dr n. med. Łukasz Müldner-Nieckowski: Psychoterapia jest stosowana w leczeniu zaburzeń psychicznych, a także wykorzystywana szerzej – głównie na rynku prywatnym. Ale nie tylko, bo również w obszarze edukacji i pomocy społecznej. Stanowi sposób pracy szerokiej grupy osób (które powinny robić to profesjonalnie) z ludźmi pragnącymi coś w sobie zmienić. Z osobami, które pracując nad

sobą, chcą osiągnąć cele ważne dla siebie w obszarze funkcjonowania psychicznego. I żeby się tym zajmować – tzn. leczyć za pomocą metod, które są znane w różnych nurtach psychoterapii, czy też pomagać ludziom w zmianach wewnętrznych, takich, jakich potrzebują – trzeba mieć dobre przygotowanie. Dlatego że bardzo łatwo jest nie pomóc potrzebującemu w żadnym stopniu, a nawet mu zaszkodzić. Zwłaszcza gdy ktoś robi to bez uzyskania wiedzy gromadzonej przez terapeutów w ciągu dziesięcioleci. Wiedzy klinicznej i naukowej, mówiącej o tym, jak pracować, żeby pacjenta leczyć.

A.F.: Co ma pan na myśli, mówiąc, że praca psychoterapeuty wymaga bardzo dobrego przygotowania?

Ł.M.-N.: Choć wykształcenie psychologiczne lub medyczne dają dobre podstawy teoretyczne, nie są wystarczające do prowadzenia psychoterapii. Konieczne jest kilkuletnie, specjalistyczne szkolenie zawodowe, w tym praktyka prowadzona pod superwizją, a także terapia własna. Potrzebna jest dodatkowa wiedza, zdobywana od osób doświadczonych w dziedzinie, o której mówimy. Ponadto, patrząc już z punktu widzenia społeczności psychoterapeutów, trzeba opanować wiedzę, która została dotychczas zgromadzona, i poszerzać ją o nowe odkrycia, bo psychoterapia cały czas się rozwija, powstają nowe nurty terapeutyczne, a praktyka podlega weryfikacji. W tym rozwoju pomaga m.in. neuronauka, która coraz precyzyjniej wyjaśnia, dlaczego w mózgu zachodzą pewne zjawiska. I choć działanie mózgu nie tłumaczy wszystkich zjawisk psychicznych, ze względu na ich złożoność i emergentną naturę, wyniki badań nad psychoterapią są jednymi z kluczowych źródeł wiedzy, ponieważ pozwalają na weryfikację skuteczności określonych metod lub postaw, a także przydatności hipotez teoretycznych.

Ta profesja wymaga rozumienia badań naukowych i sposobu funkcjonowania psychiki. Nie chodzi tylko o to, jak działa człowiek, ale też o to, jak działa człowiek w procesie zmiany. Żeby rozumieć mechanizmy procesu zmiany, warto ją przeżyć także samemu, dlatego psychoterapeuta powinien przejść własny proces psychoterapii. Doświadczyć oddziaływań psychoterapeutycznych i zmiany (jako ich efektu) na sobie. Psychoterapeuta rozpoznaje zjawiska związane ze zmianą także z innej strony, kiedy przygląda się im wspólnie z drugą osobą, a konkretnie z superwizorem – psychoterapeutą z większym doświadczeniem, który jest też przeszkolony w uczeniu psychoterapii. Taki specjalista towarzyszy osobie, która wchodzi w ten zawód (ale już zaczyna pracować z pacjentami), obserwując wspólnie, jakie efekty dają różne interwencje stosowane przez nią podczas psychoterapii. Co się dzieje w relacji między terapeutą a pacjentem. To musi zobaczyć osoba z zewnątrz. Doświadczenie omawianego procesu zarówno od swojej strony, jak i poznawanie, co się dzieje z pacjentem, czy, kiedy i jakie następują u niego zmiany, jest niezbędne. A to wymaga czasu, ponieważ one nie zachodzą podczas jednej sesji, tylko zajmują często miesiące, a nawet lata pracy.

Dlatego szkolenie do zawodu psychoterapeuty to nie tylko zdobywanie bogatej wiedzy w zakresie teorii i ćwiczeń w psychoterapii, ale też praca pod wspomnianą superwizją w kontekście realnego oddziaływania na inne osoby. To wymaga lat edukacji.

A.F.: Jak długiej edukacji?

Ł.M.-N.: W środowisku już dawno powstał konsensus, że kształcenie powinno obejmować minimum 4 lata szkolenia, a w rzeczywistości, do uzyskania certyfikatu, często mija 5-7 lat od rozpoczęcia szkolenia, a czasami nawet 10.

A.F.: Dlaczego tak długo?

Ł.M.-N.: Ponieważ dana osoba stopniowo zdobywa kolejne etapy niezbędnych umiejętności – aż staje się na tyle kompetentna, że pracuje samodzielnie. Co nie znaczy, że może przestać się uczyć lub poddawać superwizji. Wiemy, ale też wynika to ze statystyk uzyskanych w badaniach prowadzonych na temat psychoterapii, że osoby mające certyfikat psychoterapeuty korzystają z superwizji nawet częściej (więcej niż raz w miesiącu) niż te, które dopiero się szkolą. Robią tak dlatego, że w tym zawodzie jest to niezbędne. Dla skuteczności oraz utrzymania własnego zdrowia psychicznego.

A.F.: Czego wymaga się od dobrego psychoterapeuty oprócz szkolenia i certyfikatu?

Ł.M.-N.: Istnieje szeroki zestaw narzędzi i kompetencji wewnętrznych, czyli związanych z cechami danej osoby, które są potrzebne, żeby psychoterapeuta był skuteczny i bezpieczny dla swojego pacjenta. Ponadto pragnę mocno zaznaczyć, że istnieją różne metody psychoterapii i jedne z nich są silnie ugruntowane w teorii i doświadczeniu klinicznym, wypracowane, badane naukowo w sposób poważny, a inne bazują na intuicji oraz pomysłach ich autorów, ale niekoniecznie działają lub niekoniecznie działają dobrze.

Obecnie mamy niestety taką sytuację, że brakuje prawnie usankcjonowanej instytucji, organu, który mógłby stwierdzać, czy sposób pracy, jaki stosuje dana osoba, jest metodą rzetelną. Jeżeli pacjent chciałby sprawdzić, czy terapeuta, który został mu polecony (najczęściej przez znajomego albo na forum internetowym), jest specjalistą pracującym zweryfikowanymi metodami, to nie ma na to prawnego sposobu. Niemożliwe jest też upewnienie się, czy dana osoba twierdząca, że pracuje określonymi metodami, mówi prawdę. Porównując to z lekarzami: ktoś może mieć dyplom lekarski, ale stosować metody, które nie są zgodne ze sztuką medyczną. Jednak lekarz, który tak postępuje (stosuje metody nieugruntowane naukowo lub takie, które można uznać za błąd w sztuce przez zaniechanie albo użycie metody potencjalnie szkodliwej) – wie, że w przypadku zgłoszenia tego faktu przez pacjenta do izby lekarskiej może stracić prawo wykonywania zawodu. I oczywiście może też mieć wytoczoną sprawę karną za szkodzenie zdrowiu.

A.F.: A w psychoterapii? Jak to wygląda prawnie?

Ł.M.-N.: Jeśli ktoś szkodzi zdrowiu pacjenta, może mieć sprawę karną lub cywilną (w sytuacji szkodzenia dobru materialnemu). Rzecz w tym, że takie sprawy toczą się w sądach ogólnych, które mogą dysponować ograniczonymi kompetencjami do rozpatrywania spraw dotyczących sposobu oddziaływania jednego człowieka na innego w kontekście prowadzenia psychoterapii – a więc powołują biegłych i wszystko trwa latami. To jest problem, bo ten, kto szkodzi, przeciwko komu toczy się sprawa w sądzie, dalej pracuje jako terapeuta.

Obecny stan prawny nie chroni również terapeuty, który może zostać niesłusznie pozwany. Właściwie każdy terapeuta ma niezadowolonych pacjentów. Są statystyki (co prawda sprzed lat), które mówią o tym, że do 30% terapii jest nieudanych – statystycznie wiadomo, że tak będzie, nie każdy uzyska oczekiwany efekt, nawet w wypadku dobrze dobranej metody. Część terapii nie udaje się, ponieważ efekt nie zależy wyłącznie od wykształcenia i rzetelności terapeuty czy stosowanej przez niego metody, ale również od sytuacji, motywacji i zaangażowania pacjenta w ten proces.

Jeśli terapeuta ma rzetelne wykształcenie, to na odpowiednio wczesnym etapie terapii jest w stanie się zorientować, czy dana osoba korzysta ze stosowanej przez niego metody w takim stopniu, że warto ją kontynuować. Albo widzi, że pacjent powinien leczyć się inaczej, u innego specjalisty, albo że dana metoda nie działa – i wtedy należy w sposób zgodny z założeniami procesu psychoterapeutycznego zakończyć terapię i rozważyć dalsze postępowanie.

Szkodliwe są sytuacje, gdy terapeuta ze względu na brak wspomnianego wcześniej wieloletniego wykształcenia pracuje z pacjentem, nie patrząc na to, czy terapia przynosi efekty, czy nie. Wówczas zamienia się to w rodzaj komercyjnej usługi, która szkodzi przez zaniechanie. Być może gdyby pacjent skorzystał z innego rodzaju usługi terapeutycznej, efekt byłby inny.

Jest jeszcze jeden problem. Osoby bez rzetelnego wykształcenia psychoterapeutycznego mogą nie potrafić rozpoznać istotnych zaburzeń psychicznych u pacjenta. Taką umiejętność nabywa się w toku nauki określonych metod psychoterapii, podczas staży, superwizji, pracy z ludźmi, którzy mają zaburzenia psychiczne. Psychoterapeuta powinien umieć rozpoznawać zaburzenia psychiczne – po to by dostosować do nich metodę terapii, a w razie potrzeby pokierować pacjenta do psychiatry, zmienić sposób pracy, przekazać go do innego psychoterapeuty albo do szpitala.

A.F.: Jakie znaczenie ma dla przyszłego zawodu terapeuty wykształcenie bazowe?

Ł.M.-N.: Myślę, że żadne wykształcenie bazowe nie daje wystarczających podstaw do pracy psychoterapeutycznej. Oczywiście łatwiej nauczyć się psychoterapii, będąc psychologiem klinicznym lub psychiatrą – większość psychoterapeutów to właśnie psycholodzy albo lekarze psychiatrzy, a w znacznej mniejszości osoby z innym wykształceniem, np. pedagodzy, socjolodzy, teolodzy. Jeśli te osoby przejdą ścieżkę szkolenia i otrzymają certyfikat psychoterapeuty, mogą uzyskać te same kompetencje w zakresie psychoterapii, chociaż w ich wypadku szkolenie musi być oczywiście bardziej wymagające. W projekcie ustawy o zawodzie psychoterapeuty zaplanowano zawężenie zawodów dopuszczonych do rekrutacji (dotychczas było to dowolne wykształcenie magisterskie). W praktyce każda kandydatura miałaby być oceniana indywidualnie przez komisję rekrutacyjną akredytowanej szkoły psychoterapii, która sprawdzi nie tylko wykształcenie, lecz także predyspozycje, doświadczenie zawodowe i ewentualną konieczność uzupełnienia wiedzy podstawowej.

A.F.: Kto jest lepszym psychoterapeutą: psycholog, psychiatra, pedagog, teolog?

Ł.M.-N.: Były próby badania tego czynnika, które porównywały kompetencje terapeutów z różnym wykształceniem bazowym i, co ciekawe, nie stwierdzano różnic, które mogłyby budzić niepokój. Wydaje się, że wykształcenie jest mniej ważne niż cechy osobowości danej osoby oraz to, w jaki sposób realizuje ona szkolenie w psychoterapii. Niewątpliwie kluczową kwestią jest jednak uzupełnienie elementów wiedzy i praktyki, których dana osoba jeszcze nie ma. Psychiatra uczy się w trakcie kształcenia psychoterapeutycznego psychologii, psycholog podstaw wiedzy medycznej, socjolog czy filozof obu tych dziedzin, a to tylko wybrane elementy wiedzy ogólnej potrzebnej psychoterapeucie. Psychoterapia jest dziedziną interdyscyplinarną.

A.F.: Proszę o przykład, kiedy terapia jest dobra, przebadana, ale u danej osoby nie działa.

Ł.M.-N.: Określona metoda psychoterapii może wymagać od pacjenta pewnych kompetencji. Przykładowo: mamy pacjenta pracującego nad swoją osobowością albo traumatycznymi doświadczeniami ze swojego życia, które obecnie powodują, że ten człowiek źle funkcjonuje w relacjach. W toku terapii okazuje się, że jest on jednocześnie uzależniony od określonych substancji lub zachowań w taki sposób, że to uzależnienie dominuje i uniemożliwia zastanawianie się nad trudnymi uczuciami, odkrywaniem tego, co w sobie przechowuje. Im silniej emocjonalne i im trudniejsze sprawy ujawniają się podczas psychoterapii, tym bardziej ten pacjent może mieć np. tendencję do używania substancji, od których jest uzależniony. Może być tak, że potrzebuje najpierw pracy nad opanowaniem mechanizmów uzależnienia i zmianą w tym zakresie, a dopiero potem będzie mógł pracować nad innymi problemami.

To jest przykład sytuacji, w której trzymanie się jednej metody może okazać się nieskuteczne, ponieważ uzależnienie będzie się nasilało, a oczekiwane przez pacjenta zmiany, np. w kwestii przeżyć relacyjnych, nie nastąpią. Terapeuta obeznany w fizjopatologii będzie potrafił stwierdzić, czy w danym momencie pacjent powinien zacząć od terapii uzależnień, a dopiero potem wrócić do pracy nad osobowością. Czy też da się obie terapie połączyć, a terapeuta ma do tego odpowiednie kompetencje i będzie umiał pracować jednocześnie i nad uzależnieniem, i nad osobowością.

Takie rozeznanie w sytuacji pacjenta również wymaga współpracy z superwizorem. Można mieć bardzo dobre przygotowanie teoretyczne i doświadczenie praktyczne, ale często potrzeba jeszcze trzeciej osoby. Tutaj w grę wchodzą istotne niuanse, o których często pacjenci ani nawet lekarze nie wiedzą, dotyczące np. tajemnicy zawodowej.

A.F.: Do czego potrzebny jest superwizor?

Ł.M.-N.: Superwizor nie jest przypadkową osobą, z którą rozmawia się o wszystkim. Jest to ktoś, kto musi wiedzieć, kiedy zachować poufność, jak zainterweniować, kiedy i co powiedzieć terapeucie, ukierunkować go na to, co ważne. Superwizor nie jest odpowiedzialny za procesy psychoterapii, jednak odpowiada za wsparcie terapeuty w tym, żeby pracował najlepiej, jak jest to możliwe.

Superwizor to kolejny, pochodny względem zawodu psychoterapeuty, zawód, który również nie jest uregulowany ustawowo.

A.F.: Czyli na dobrą sprawę dzisiaj każdy może powiedzieć, że jest superwizorem?

Ł.M.-N.: Właśnie tak. Przy czym rzadko kiedy terapeuci korzystają z usług superwizora, który nie ma certyfikatu albo nie jest na odpowiednim etapie doświadczenia zawodowego, dającym mu uprawnienia do prowadzenia superwizji. Brakuje jednak między innymi regulacji, które chociażby na poziomie społecznym pozwalałyby bezpiecznie jednej osobie (terapeucie) opowiadać drugiej (superwizorowi) o sprawach pacjenta – nawet jeśli jest to częściowo anonimowe.

A.F.: Na ile udaje się utrzymać anonimowość w takich rozmowach?

Ł.M.-N.: Im bardziej szczegółowe są informacje z życia danej osoby, tym mniej stają się anonimowe. Powierzanie tajemnicy drugiemu człowiekowi również wymaga prawnych uwarunkowań. Jeśli chodzi o psychoterapię, kwestia tajemnicy teoretycznie podlega ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Natomiast gabinety niewpisane do rejestru jednostek świadczących działalność leczniczą nie podlegają tej ustawie, w której regulacje dotyczące psychoterapii są szczątkowe, bo np. nie zawiera odniesień do kodeksu etyki. Pacjent jest więc bardzo słabo chroniony. Tutaj ma miejsce jedynie umowa społeczna dotycząca dochowania tajemnicy. Przy czym mało jest zawodów, w przypadku których w tak poważnych sytuacjach posługujemy się wyłącznie ustaleniami nieusankcjonowanymi prawnie. Owszem, istnieją kodeksy etyki stowarzyszeń terapeutycznych – rzecz w tym, że psychoterapeuta może nie należeć do żadnego z nich.

A.F.: Co to oznacza?

Ł.M.-N.: Że nie ma go skąd usunąć. Nie mówiąc już o odebraniu praw, których może nawet nie mieć.

A.F.: Co w tym zakresie mogłaby zmienić ustawa?

Ł.M.-N.: W projekcie mowa o tym, że jeśli ktoś jest psychoterapeutą, czyli ma prawo do pracy z pacjentami w formie psychoterapii, to musi posiadać certyfikat psychoterapeuty albo być w trakcie szkolenia, które prowadzi do jego uzyskania, albo mieć specjalizację z psychoterapii, bo to również jest ścieżka wiodąca do uzyskania prawa wykonywania zawodu. I wtedy, jeżeli ta osoba postępuje nieetycznie, może zostać pozbawiona tego prawa. Posługiwanie się tytułem psychoterapeuty nie będzie zatem możliwe bez prawa wykonywania zawodu. Wedle ustawy certyfikowany psychoterapeuta musi być ujęty w rejestrze zawodowym, a jeśli nie jest do niego wpisany – nie może wykonywać zawodu.

Taka ustawa byłaby korzystna także dla potencjalnych pacjentów z uwagi na to, że mogliby szukać kompetentnego terapeuty wśród osób zarejestrowanych, a nie tylko na zasadzie poczty pantoflowej.

A.F.: Jakich kompetencji wymaga bycie terapeutą?

Ł.M.-N.: Zostało to opisane w dobry sposób przez Amerykań-skie Towarzystwo Psychologiczne w odniesieniu do oddziaływań psychologicznych. Chodzi o to, na ile rzetelna będzie praca psychoterapeuty – w zależności od tego, co bierze pod uwagę i co wie. Są różne metody pracy i wiele podejść, które tłumaczą, w jaki sposób można rozumieć mechanizmy funkcjonowania psychologicznego – zdrowego i takiego, które warunkuje powstawanie objawów psychopatologicznych. Chcąc pomóc pacjentowi, musimy próbować zrozumieć, jak działa jego psychika. I znać metody, które mogą powodować taki rodzaj zmian w funkcjonowaniu psychicznym, by osoba ta funkcjonowała lepiej – była bardziej skuteczna, sprawcza, świadoma źródeł swoich decyzji, bardziej zadowolona z tego, co robi, lepiej radziła sobie w relacjach itd.

Zazwyczaj ludzie przychodzą do terapeuty z konkretnymi zaburzeniami, które ewidentnie powodują cierpienie, albo z takimi, które potencjalnie mogą powodować cierpienie właśnie w związku z brakiem satysfakcji w różnych aspektach życia. Z perspektywy pacjenta dotyczy to tego, jak kieruje on swoim życiem i co się dzieje w jego psychice. To bardzo ważne, bo terapeuta w śladowym stopniu wpływa na otoczenie pacjenta. Nasze działania polegają praktycznie wyłącznie na pracy z tym, co pacjent ma w sobie. Metody prowadzące do zmiany muszą być przy tym skuteczne i bezpieczne. I kluczowe: muszą być dostosowane do danej osoby i kontekstu, w którym stosowana jest psychoterapia. Bo jeśli ma miejsce np. w zakładzie karnym, oznacza to co innego, niż gdy przebiega np. w prywatnym gabinecie.

Psychoterapeuta, stosując określone metody, powinien znać wszelkie dostępne wyniki badań dotyczących tego, jak one działają w różnych okolicznościach i wobec różnych zaburzeń psychicznych. Coś, co dla psychiatry jest chlebem powszednim – rozpoznawanie konkretnego zaburzenia wg klasyfikacji ICD-10 czy ICD-11 – dla psychoterapeuty ma znaczenie pomocnicze. Ponieważ to, co wynika silniej z przyczyn psychologicznych niż biologicznych, zwykle nie dotyczy wyłącznie jednej wybranej ścieżki funkcjonowania psychicznego, ale całej psychiki pacjenta, gdzie określony objaw występuje z jakiegoś powodu i może być zrozumiany wyłącznie w tym całościowym kontekście. Owszem, są zaburzenia, które mają charakter selektywny, np. pewne fobie lub natręctwa, ale są też np. zaburzenia osobowości, które dotyczą całej osoby. Odniesienie się do tego, że dana metoda terapeutyczna pomaga w określonym zaburzeniu, jest potrzebne i przydatne, i terapeuta musi wiedzieć, co zostało przebadane oraz potwierdzone w tym zakresie. Ale to wciąż za mało, żeby w konkretnym przypadku podejmować adekwatne decyzje kliniczne. Terapeuta musi też wiedzieć, że dana metoda w określonym zaburzeniu nie przyniesie pacjentowi żadnej korzyści. Bierze to więc pod uwagę i zastanawia się, którą metodę zastosować. Przy czym zdarza się, że dana metoda działa populacyjnie z powodzeniem u ludzi z określonym zaburzeniem, ale cechy konkretnego pacjenta (np. to, że jest w spektrum autyzmu lub wykazuje cechy osoby z ADD/ADHD, albo nawet ma specyficzną sytuację rodzinną lub socjalną) powodują, że owa metoda może być dla niego nieodpowiednia. I potrzebne jest inne podejście.

Psychoterapeuta musi być elastyczny, stabilny psychicznie, umieć patrzeć na siebie i na to, co się dzieje, z profesjonalnym dystansem, nie tracąc przy tym empatii i zaangażowania. Mieć odporność na różne sytuacje zachodzące podczas procesu terapeutycznego. Żeby tak było, zazwyczaj musi też być po własnej psychoterapii albo przynajmniej doświadczeniach treningowych, zapewniających wgląd we własne mechanizmy funkcjonowania, reakcje emocjonalne, potrzeby, automatyzmy. Jest to jeden z niezbędnych elementów szkolenia. To również trwa latami i nie da się tego zrobić „online na kursie weekendowym”.

A.F.: Ale terapię z pacjentem można prowadzić online i robią tak przecież także profesjonalni, wyedukowani terapeuci?

Ł.M.-N.: Owszem, niektóre formy psychoterapii mogą być prowadzone zdalnie i są skuteczne. Natomiast uczenie się psychoterapii wyłącznie zdalnie nie będzie moim zdaniem wystarczająco skuteczne – choć nie przedstawię wyników badań na ten temat. Przyszły psychoterapeuta musi mieć według mnie bezpośredni, regularny kontakt z nauczycielami, z innymi terapeutami. Przekonuje mnie do tego poglądu wiele badań dotyczących funkcjonowania ludzkiego mózgu, który inaczej reaguje w konfrontacji z żywą osobą, będącą w tym samym pomieszczeniu, a inaczej podczas kontaktu przez ekran. Niektóre aspekty uczenia się po prostu nie uruchomią się w kontakcie zdalnym, zwłaszcza że nie jest to typowe kształcenie akademickie, ale bardziej warsztatowe, nauka praktyki. Choć może być oczywiście z powodzeniem prowadzone na uczelni wyższej, przez odpowiedni zespół nauczycieli psychoterapii i superwizorów.

Podobnie jest ze stażem. Obserwacja i uczestniczenie w pracy doświadczonych psychoterapeutów w realnym otoczeniu klinicznym stanowi niezbędny element szkolenia. I choć liczba godzin odbytych staży jest zależna od szkoły psychoterapii, ustawa określa ich minimalną liczbę oraz kryteria, jakie musi spełniać miejsce odbywania stażu.

Musimy też brać pod uwagę realia – psychoterapia jest jedną z niewielu dziedzin pomocowych, w których osoba chcąca zostać terapeutą musi całe szkolenie opłacić z własnych środków. Mamy systemowy kłopot z tym, że od osoby, która ma być terapeutą, oczekujemy wiele, a z drugiej strony – musi ona sobie sama sfinansować całą edukację. U wykształconego terapeuty są to dziesiątki tysięcy zainwestowanych złotych, które zwracają się dopiero po latach.

Taka sytuacja może rodzić problemy polegające np. na tym, że ktoś, kto odbył, powiedzmy, weekendowy kurs online, po czym wywiesił tabliczkę na drzwiach, że jest psychoterapeutą, chce mieć uprawnienia i wynagrodzenie podobne do tego, kto kształcił się latami i inwestował w swoją edukację

A.F.: Czy edukacja w psychoterapii będzie nadal płatna?

Ł.M.-N.: Tak. Obecnie nie mamy na to wpływu. Jeśli powstanie samorząd zawodowy – zawodu zaufania publicznego, to będzie miał inną pozycję do negocjowania z instytucjami i rozpoznawania, skąd można by pozyskać środki na dofinansowanie kształcenia.

A.F.: Podsumujmy, co uporządkuje planowana ustawa.

Ł.M.-N.: Przede wszystkim osoba chcąca zostać psychoterapeutą będzie musiała podjąć szkolenie zakończone certyfikacją lub egzaminem specjalizacyjnym. Wstępne kompetencje adepta oceni komisja przyjmująca na szkolenie. Będą brane pod uwagę cechy własne danej osoby, to, co do tej pory robiła w życiu zawodowym, jaki zawód wykonywała, czy pracowała z ludźmi, jakie ma wykształcenie. Na tej podstawie komisja oceni, czy jest w stanie przygotować ją do zawodu psychoterapeuty, czy też osoba ta będzie musiała przedtem uzupełnić potrzebne kwalifikacje, zanim rozpocznie szkolenie. Na pewno konieczny będzie dyplom ukończenia studiów wyższych, magisterskich. Jakich konkretnie? To jest jeszcze dyskutowane na podstawie propozycji zawartych w projekcie ustawy.

A.F.: Jest grupa aktywnie działających terapeutów, którzy mogą nie spełniać wymogów nowej ustawy. Jak będzie przebiegała weryfikacja ich kompetencji?

Ł.M.-N.: Każdy, kto chce praktykować ten zawód, będzie musiał być przynajmniej po drugim roku szkolenia akredytowanego przez samorząd. Wiadomo, że gdy wchodzi w życie ustawa, która ściśle reguluje rynek szkoleń (jak ten, o którym mówimy), potrzebne są przepisy przejściowe. I w tym wypadku takie będą. Po to między innymi, by dać czas osobom aspirującym do zawodu na zdobycie/uzupełnienie odpowiednich, obowiązujących ustawowo elementów szkolenia.

Pragnę także podkreślić, że tym, czego nie da się nauczyć, a czego musimy wymagać i co trzeba weryfikować, jest świadomość i rzetelność etyczna. Aspekty te można ocenić, poznając danego człowieka, obserwując, jak pracuje, jak korzysta z superwizji itp.

A.F.: Dlaczego ustawa jest potrzebna psychoterapeutom?

Ł.M.-N.: Choćby dlatego, że w momencie pojawienia się zarzutów lub oskarżenia przez pacjenta o nierzetelność ktoś musi mieć kompetencje i uprawnienia – w świetle obowiązujących przepisów – do sprawdzenia, która strona ma rację. Jaka jest prawda. Chodzi także o ochronę pacjenta – jeżeli dana osoba rzeczywiście praktykuje w sposób nierzetelny i nieetyczny, będzie mogła zostać zawieszona w prawie wykonywania zawodu lub nawet być takiego prawa pozbawiona. Ustawa ochroni zatem i pacjenta, i terapeutę. Uporządkuje wymagania stawiane psychoterapeutom oraz określi sposób weryfikowania ich kompetencji. Podniesie prestiż zawodu.

Bycie psychoterapeutą wymaga nie tylko wiedzy teoretycznej, lecz także wysokich kompetencji – osobowościowych i etycznych. Prawidłowe wykonywanie tego zawodu jest kluczowe zarówno dla skutecznej pomocy pacjentom, jak i dla bezpieczeństwa całego systemu ochrony zdrowia psychicznego. Ustawa o zawodzie psychoterapeuty ma zagwarantować przejrzyste, wysokie standardy odpowiadające na potrzeby pacjentów, środowiska zawodowego oraz instytucji publicznych.

Pierwszy artykuł:

Slowo wstepne