Jest taki moment w roku, kiedy kalendarz – zwykle wypełniony po brzegi wizytami, konsultacjami, telefonami i niekończącą się listą „pilnych przypadków” – zaczyna nieśmiało oddychać. Dni robią się dłuższe, poranki pachną kawą wypitą na tarasie, a nie w samochodzie między jednym gabinetem a drugim. Nadchodzi lato, a wraz z nim okres wakacyjny. Jednak w naszej profesji pojęcie urlopu bywa dość względne. Pacjenci nie przestają łamać zębów podczas grillowania, ósemki nie uznają sezonowości, a ból

– jak wiadomo – nie sprawdza planów wakacyjnych. Mimo to warto przypomnieć sobie coś, o czym na co dzień mówimy naszym pacjentom, a znacznie rzadziej samym sobie: profilaktyka zawsze jest łatwiejsza niż leczenie.

To zdanie można odnieść nie tylko do próchnicy lub chorób przyzębia. Dotyczy również naszego własnego zdrowia – fizycznego i psychicznego. Bo o ile regularnie przypominamy pacjentom o szczoteczce, nici dentystycznej i kontrolach co sześć miesięcy, o tyle sami często odkładamy odpoczynek na bliżej nieokreślone „kiedyś” – kiedy skończy się remont gabinetu, kiedy zatrudnimy kolejną asystentkę, kiedy liczba telefonów zmaleje, kiedy..., tylko że to „kiedy” potrafi nie nadejść przez wiele sezonów, a my pozostajemy pod wpływem przewlekłego stresu.

Stres ma bowiem wyjątkową cechę – jest niezwykle cierpliwy. Nie pojawia się z hukiem i fanfarami. Wkrada się dyskretnie. Najpierw skraca sen. Potem odbiera cierpliwość. Następnie sprawia, że poranna kawa przestaje działać, a wieczorny odpoczynek zamienia się w analizowanie wszystkich decyzji podjętych w ciągu dnia. Organizm długo próbuje sobie radzić, ale w końcu zaczyna wysyłać sygnały, których trudno już nie zauważyć.

Jednym z miejsc, które bardzo szybko reagują na przewlekłe napięcie, są stawy skroniowo-żuchwowe. To zresztą dość przewrotne, że lekarze stomatolodzy doskonale rozpoznają objawy dysfunkcji u swoich pacjentów, a jednocześnie nie zawsze dostrzegają je u siebie. Zaciskanie łuków zębowych podczas pracy przy trudnym zabiegu, nocny bruksizm, poranne uczucie zmęczenia mięśni żucia, trzaski, przeskakiwanie, ograniczenie ruchomości lub napięciowe bóle głowy – wszystko to może być nie tylko konsekwencją lokalnych zaburzeń, ale również odbiciem przeciążenia psychicznego. Dlatego pacjenta należy zbadać całościowo, uwzględniając staw skroniowo-żuchwowy, i o tym możecie Państwo przeczytać w bieżącym numerze „Stomatologii po Dyplomie” w artykule „Badanie stawów skroniowo-żuchwowych i rehabilitacja zwarcia w relacji centralnej”.

Nasz układ stomatognatyczny nie funkcjonuje przecież w próżni. Jest częścią organizmu, który reaguje na emocje równie intensywnie jak na bodźce mechaniczne. Czasem największym przeciwnikiem stawu nie jest źle dopasowana odbudowa protetyczna, ale nieprzeczytany jeszcze dwusetny e-mail i telefon od pacjenta pięć minut przed planowanym końcem pracy. Stres wpływa jednak znacznie szerzej niż tylko na mięśnie głowy. Zmienia sposób, w jaki funkcjonujemy społecznie. Zmniejsza cierpliwość, obniża koncentrację, utrudnia empatyczne słuchanie i sprawia, że nawet drobne problemy zaczynają wydawać się nieproporcjonalnie duże. W gabinecie oznacza to większy wysiłek emocjonalny podczas rozmów z pacjentami. W domu – mniej energii dla bliskich. Paradoksalnie więc, im bardziej staramy się być dostępni dla wszystkich wokół, tym mniej zasobów zostaje dla nas samych. A przecież zawód lekarza stomatologa opiera się nie tylko na wiedzy, doświadczeniu i precyzji manualnej. Opiera się również na relacji. Pacjent bardzo szybko wyczuwa, czy rozmawia z osobą spokojną, uważną i skoncentrowaną, czy z kimś, kto myślami jest już przy kolejnym zabiegu albo zaległej dokumentacji. Nie chodzi oczywiście o to, by przez cały dzień promieniować entuzjazmem – to byłoby równie nierealistyczne, jak oczekiwanie, że każdy pacjent będzie idealnie współpracował podczas leczenia. Chodzi raczej o obecność i o możliwość zatrzymania się na chwilę i poświęcenie pacjentowi pełnej uwagi.

Dlatego urlop nie jest luksusem. Jest elementem profesjonalizmu lekarskiego. Brzmi to może nieco przewrotnie, ale wypoczęty lekarz stomatolog to również lepsza opieka, jaką możemy otoczyć pacjenta, bowiem taki lekarz łatwiej podejmuje trafne decyzje kliniczne, sprawniej komunikuje się z zespołem, zachowuje większą cierpliwość wobec trudnych sytuacji i po prostu lepiej funkcjonuje. Zmęczenie rzadko bywa dobrym doradcą, zwłaszcza jeśli od lat pracujemy na najwyższych obrotach. Warto więc potraktować tegoroczne lato nie jako krótką przerwę między kolejnymi miesiącami intensywnej pracy, ale jako inwestycję. Niekoniecznie spektakularną. Nie każdy musi zdobywać alpejskie szczyty, nurkować z rekinami bądź przemierzać pół świata kamperem. Czasem równie skuteczne okazują się: książka przeczytana bez pośpiechu, spacer po lesie, rowerowa wycieczka, dzień spędzony z rodziną lub zwykłe nicnierobienie – ta nieco zapomniana dziś sztuka, która jeszcze kilkanaście lat temu nie wymagała specjalnych kursów ani aplikacji mobilnych. Co ciekawe, organizm bardzo szybko przypomina sobie, jak wygląda stan równowagi. Po kilku dniach prawdziwego odpoczynku oddech staje się spokojniejszy, sen głębszy, mięśnie mniej napięte. Łuki zębowe przestają zaciskać się z determinacją godną imadła hydraulicznego. Nie zapominajmy również, że odpoczynek jest najlepszym sprzymierzeńcem kreatywności. To właśnie podczas spacerów, podróży lub zwykłego patrzenia na jezioro często przychodzą do głowy najlepsze pomysły – także te dotyczące rozwoju gabinetu, organizacji pracy bądź nowych rozwiązań terapeutycznych. Mózg, podobnie jak każdy dobrze zaprojektowany sprzęt, potrzebuje okresowych przerw serwisowych.

Lato ma jeszcze jedną zaletę: pozwala spojrzeć na codzienność z odpowiedniej perspektywy. Przypomina, że poza harmonogramem wizyt istnieje świat zachodów słońca, rozmów przy ognisku, śmiechu dzieci, zapachu lasu, szumu morza oraz ciszy górskich szlaków. I że wszystkie te doświadczenia nie są stratą czasu, lecz jego najcenniejszym wykorzystaniem.

Życzę Państwu, aby tegoroczne lato było czasem prawdziwej regeneracji. Aby przyniosło mniej napięcia, a więcej spokoju, uważności i powodów do radości – tego spokoju codziennego, prywatnego i także zawodowego, poprzez który każdego dnia pomagacie odzyskiwać uśmiech swoim pacjentom.