W tym sezonie grzewczym moją uwagę zwrócili politycy mieszający się do szczepień przeciwko grypie, szczególnie tych dla seniorów. W Warszawie zrobiło się zamieszanie, bo krążyła plotka, że tej jesieni w ogóle szczepionki nie będą dla starszych osób bezpłatne. Dlaczego? Bo przed wyborami
samorządowymi ktoś komuś chciał włożyć kij w szprychy. No, ale w końcu dość anemicznie rozpropagowano komunikat, że wszystko zostało po staremu. Sami kandydaci do szczepień odnoszą się z pewną nieśmiałością, przekonani, że dla starszego elektoratu nie one są najważniejsze.
I tak za kilka miesięcy znowu zostanie ogłoszona klęska. Jak co roku – szczepi się kilka procent Polaków.
Szczepienia przeciwko grypie całkowicie wyparł spór z antyszczepionkowcami broniącymi dzieci. A to ktoś wrzuci hasło, żeby nie przyjmować do przedszkoli dzieci niezaszczepionych tym, co obowiązkowe, a to ktoś grzmi, że koncerny farmaceutyczne powinny płacić odszkodowania za powikłania po szczepieniach. Skąd ktoś zagrzmi i tam wszyscy się rzucają. Trwa debata bez ładu i składu – pełna oskarżeń i wzbudzania niepokoju.
Politycy lekarze szczepią się publicznie, słusznie wychodząc z założenia, że taki obrazek ociepli ich wizerunek. Co innego antyszczepionkowcy – mają program, determinację i wielką chęć „nauczania”. I ta spójność oraz żarliwość działania przynoszą rezultaty – ludzie identyfikują się z tymi, którzy mówią jednym głosem.
A działania proszczepionkowców są jak wyrób czekoladopodobny – grypopodobne.
Następny artykuł: