Co znajdziesz w artykule?

Można by ich nazwać pacjentami po przejściach. Leczą się od miesięcy, czasem lat. Wędrują od specjalisty do specjalisty. Gdzieś na początku tej drogi postawiono im diagnozę, potem ją zweryfikowano, wreszcie wrócono do pierwotnej. Różnie bywa. A samopoczucie pacjenta przez ten czas przypomina sinusoidę: lepiej, gorzej. Wreszcie jest tylko gorzej. I wtedy pacjent trafia na autorytet w swojej dziedzinie, który stawia nową diagnozę. Namówiliśmy takich specjalistów, by opowiedzieli, w jaki sposób doszli do prawidłowego rozpoznania. Powstały historie nie tylko medyczne, ale też pełne emocji, jak zwykle, gdy cierpienie miesza się z nadzieją.

Dane uzyskane z powierzchownego i źle zebranego wywiadu zazwyczaj prowadzą do błędnych wniosków. Z drugiej strony nawet dobrze zebrany wywiad, poparty licznymi badaniami dodatkowymi, nie zawsze od razu umożliwia postawienie właściwego rozpoznania. Szczególnie jeśli żadne z badań nie wykazuje odchyleń od stanu prawidłowego. Gdy pacjent zgłasza dolegliwości i objawy wywodzące się z różnych układów, których nie da się obiektywnie potwierdzić, często przykleja mu się łatkę hipochondryka. A to, tak jak w tym przypadku, znacznie opóźnia postawienie diagnozy. Zmęczenie, niedowierzanie i inercja terapeutyczna naraziły pacjentkę na dodatkowe cierpienie. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ brak nieprawidłowości w badaniach diagnostycznych może również stanowić istotne źródło informacji, decydujące o rozpoznaniu.

Spis treści

Portret pacjentki, która się do mnie zgłosiła

40-letnia kobieta zgłosiła się do mnie z powodu trwających od dwóch lat bólów kręgosłupa oraz uogólnionych dolegliwości mięśniowo-stawowych.

W wywiadzie: liczne objawy ze strony różnych układów i narządów. Pacjentka m.in. od około roku skarżyła się na nietypowe objawy ze strony dolnych dróg moczowych: częste parcie na mocz, ból podczas mikcji i uczucie skurczów pęcherza moczowego.

W ciągu dwóch lat była wielokrotnie konsultowana przez szereg