Z ogromnym zaskoczeniem przeczytałem treść polemiki dr. Marka Rzący do wywiadu, jakiego udzieliłem redakcji „Medical Tribune”. Pan Doktor pisze, że w wielu punktach zgadza się ze mną, ale „nie może przejść spokojnie wobec mojej wypowiedzi na temat złego rozumienia onkologii przez specjalistów

pracujących poza centrami onkologicznymi”.

Zdecydowanie pozostaję przy krytycznej opinii na temat niektórych ośrodków i lekarzy ignorujących nowoczesne metody diagnostyczne i opierających się na nieaktualnej wiedzy medycznej. Nie rozumiem natomiast, dlaczego odnosi Pan tę opinię do siebie, nazywając się „niedouczonym chirurgiem onkologiem”, który „powątpiewa, a nawet ignoruje czysto onkologiczne metody leczenia, takie jak radioterapia i chemioterapia”. Miałem na myśli lekarzy, którzy nie posiadając specjalizacji z onkologii, używają jej i każą się nazywać: laryngologami onkologami, urologami onkologami i chirurgami onkologami, a Pan, jak wiem, do nich nie należy.

Dlatego nie mogę zgodzić się z zarzutem, że dokonuję niesprawiedliwych podziałów w środowisku lekarzy, dla którego wspólnym celem powinno być zapewnienie najlepszej możliwej opieki chorym na nowotwory.

Z koleżeńskim pozdrowieniem

Następny artykuł:

Zespolenia limfatyczno-żylne