Co znajdziesz w artykule?

Kierunki lekarskie wyrastają w naszym kraju jak grzyby po deszczu – jest ich już 24, z tego cztery w stolicy. Powstają na uniwersytetach, które do tej pory z medycyną nie miały nic wspólnego, w politechnikach, a także wyższych szkołach zawodowych. Czy ich ukończenie będzie przepustką do zdobycia prestiżowego zawodu dla rzeszy młodych ludzi, którzy w innym wypadku nie mieliby na to szans? A może absolwenci otrzymają etykietę lekarzy drugiej kategorii, po czym zostaną skierowani na najbardziej niewdzięczne odcinki polskiej ochrony zdrowia?

Spis treści

Początek roku z usterkami

Maciej Biernacki, 19-latek z Sochaczewa, miał wiele szczęścia, że dostał się na medycynę.

Zabrakło mu kilkunastu punktów na Warszawski Uniwersytet Medyczny (WUM) i już pogodził się z tym, że kolejną szansę będzie miał za rok. Tymczasem w sierpniu, a więc niewiele przed rozpoczęciem roku akademickiego, Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy im. Jana Długosza w Częstochowie otrzymał akredytację do otworzenia nowego kierunku lekarskiego i pospiesznie ogłosił rekrutację.