MTS: Od kilkunastu lat pracuje pani z osobami niepełnosprawnymi jako wolontariuszka…
Dr Kaja Wichrowska-Rymarek: W trakcie studiów wzięłam udział w projekcie „Special Smiles” organizowanym przez działające na rzecz osób z niepełnosprawnością intelektualną stowarzyszenie Olimpiady Specjalne Polska. Wyjeżdżałam regularnie kilka razy w roku w różne miejsca, gdzie odbywały się zawody sportowe, i badałam zawodników. Czułam ich otwartość i szczerość oraz serdeczność wolontariuszy. Badania
stomatologiczne realizowaliśmy w spartańskich warunkach, ale często były one dla niepełnosprawnych sportowców jedyną szansą spotkania z dentystami. To wszystko dopełniło mojej wizji bycia lekarzem oraz poczucia powołania. Wiem, brzmi to górnolotnie, ale dało mi to poczucie sensu w życiu.
MTS: Czy dało to coś pani także pod względem zawodowym?
K.W.-R.: Dzięki wolontariatowi i wyjazdom na międzynarodowe zawody, np. XIII Światowe Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych w Atenach w 2011 roku, poznałam profesjonalistów z całego świata, również stomatologów, którzy całe życie zawodowe podporządkowali pomocy osobom niepełnosprawnym.
W 2008 roku zostałam mianowana narodowym koordynatorem klinicznym projektu „Zdrowy Uśmiech” (tak teraz nazywa się w Polsce projekt „Special Smiles”). We wrześniu 2012 roku otrzymałam również funkcję europejskiego doradcy projektu „Special Smiles”. Jestem odpowiedzialna za realizowanie badań stomatologicznych w Polsce i, w kontakcie z koordynatorami projektów z innych krajów, za rozwój naszych badań. W zeszłym roku rozpoczęliśmy u zawodników przeglądy jamy ustnej, m.in. pod kątem profilaktyki chorób błony śluzowej.
Doświadczenie obcowania z osobami niepełnosprawnymi i stykania się z ich różnymi emocjami i zachowaniami wykorzystałam w mojej pracy zawodowej specjalisty protetyki stomatologicznej. Odważniej podejmuję leczenie u osób z różnym stopniem niepełnosprawności. Jako wykładowca dzielę się tą wiedzą ze studentami.
MTS: Dlaczego stomatologów, którzy tak podchodzą do niepełnosprawnych, jest w Polsce bardzo mało?
K.W.-R.: W moim odczuciu lekarze w Polsce coraz bardziej otwierają się na problemy osób niepełnosprawnych, ale niewątpliwie jeszcze dużo pracy przed nami. Ubolewam nad faktem, że w procesie nauczania lekarzy dentystów tak mało uwagi poświęca się problemom niepełnosprawności zarówno na etapie przed-, jak i podyplomowym. W toku nauczania kwestie leczenia osób niepełnosprawnych są traktowane bardziej niż pobieżnie. Osobiście staram się zachęcać moich studentów do zgłębiania tematu, zapraszam również na wyjazdy w ramach olimpiad specjalnych, żeby przejść swego rodzaju szkolenie z kontaktu z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie i nie bać się przyjmować tej grupy pacjentów. Są to jednak dodatkowe zajęcia, a nie każdy ma w sobie duszę wolontariusza.
MTS: Jakie są główne bolączki lekarzy, którzy chcieliby przyjmować niepełnosprawnych pacjentów?
K.W.-R.: Kiedy przyjmujemy osoby niepełnosprawne, często przeliczanie naszego „cennego czasu” musi zejść na drugi plan, bo takie wizyty są czasochłonne. Uważam, że kiedy tylko można, należy podejmować leczenie bez wdrażania znieczulenia ogólnego. A to wymaga czasu, który pozwoli oswoić pacjenta z gabinetem, lekarzem i procedurą. Według mnie empatia, cierpliwość i stworzenie pacjentowi komfortu w stresującej dla niego sytuacji to podstawa dobrej relacji lekarz-pacjent, zwłaszcza gdy mówimy o leczeniu osób niepełnosprawnych.
Kolejna sprawa to możliwości finansowe. Wiele placówek z refundacją NFZ, zwłaszcza tych akademickich, stwarza możliwość leczenia niepełnosprawnych, ale często dostęp do nich mają osoby z większych miast. W efekcie w mniejszych miejscowościach rzeczywistość jest taka, że całkowicie brakuje gabinetów przyjmujących osoby niepełnosprawne intelektualnie.
MTS: A jak te problemy są rozwiązywane w innych państwach?
K.W.-R.: Poznałam stomatologów z różnych krajów, m.in. prof. Luca Merksa z Belgii czy Stevena P. Perlmana z Bostonu, którzy zawodowo zajmują się wyłącznie niepełnosprawnymi. Rozmawialiśmy o systemach zdrowotnych w naszych krajach, ale wszędzie są wady i zalety, kwestia refundacji zabiegów wygląda różnie. Charakterystyczne jest to, że w Polsce mamy wiele programów profilaktycznych, ale niekoniecznie kierowanych do niepełnosprawnych.
MTS: Jaka na podstawie pani doświadczenia jest rola stomatologa na poszczególnych etapach życia pacjenta? Kiedy powinien on wkraczać?
K.W.-R.: W przypadku niepełnosprawnych mówimy na ogół o zupełnie innych wymaganiach. Spotykam osoby, które często nie mają swoich domów, mieszkają w domach pomocy społecznej, często nawet nie ma ich kto przyprowadzić do gabinetu. Czasem u nich stan zapalny jest tak duży, że wydaje się, iż nie ma szansy uratować uzębienia, cóż dopiero mówić o estetyce…
Choć rodziny osób z niepełnosprawnością mają dużo większe problemy niż tylko stomatologiczne, warto pamiętać, że właśnie profilaktyka od wczesnych etapów życia pozwala ograniczyć późniejsze problemy. Dlatego lekarz powinien uświadamiać to opiekunom i zachęcać ich do okresowych wizyt. W trakcie badań wykonywanych przy okazji zawodów olimpiad specjalnych zawodnicy często przyznają, że nigdy nie byli u stomatologa albo np. w wieku dwudziestu kilku lat byli raz czy dwa, gdy zabolał ząb. Niestety, stan ich uzębienia jest zły, a i doświadczenia po takiej wizycie nie zachęcają do ponownego kontaktu z dentystą.
MTS: Czy ktoś badał potrzeby lecznicze w tej grupie pacjentów?
K.W.-R.: Najczęstszym problemem jest próchnica i zapalenie dziąseł. Z badań prowadzonych w trakcie realizacji projektu „Special Smiles” na świecie wynika, że 47 proc. zawodników cierpi na zapalenie dziąseł, a 37 proc. ma nieleczone ubytki próchnicowe. Badania prowadzone w Polsce w latach 2007-2012 pokazały, że aż u 46,8 proc. osób stwierdzono pilne potrzeby lecznicze (zapalenie dziąseł, aktywną próchnicę lub ból). Widać zatem, że potrzeby lecznicze są ogromne, a wachlarz problemów szeroki, począwszy od zwiększenia świadomości roli codziennej i profesjonalnej profilaktyki.
MTS: Jakie trudności mogą pojawić się podczas wizyty osoby z niepełnosprawnością intelektualną?
K.W.-R.: Kiedy mówimy o lżejszej niesprawności intelektualnej, to praca z taką osobą przypomina trochę pracę z małymi dziećmi.
Zdarza się, że rodzic domaga się, aby dziecko przytrzymać na siłę i wykonać zabieg, bo inaczej się nie uda. U zdrowego dziecka, które się boi, możemy przesunąć wizytę i spróbować ponownie. Tutaj pojawia się dylemat, bo nie mamy pewności, że to pomoże. Poza tym może być też tak, że rodzic nie daje nam wyboru i nalega.
Jestem przeciwnikiem stosowania od razu znieczulenia ogólnego. Także wielu rodziców prosi, aby nie obciążać dodatkowo chorego organizmu dziecka. Uważam, że warto spróbować poradzić sobie bez farmakologii, z pomocą rodziców, asystentów i różnego rodzaju przytrzymywaczy. Na świecie są dwa podejścia: jedni mówią, żeby pacjenta nie krępować i nie ściskać, drugie – że można. Ja uważam, że dziecko może przebywać na fotelu z rodzicem i „zły” uścisk można zamienić na „dobry”.
W ciężkim stopniu niepełnosprawności może być z tym jednak kłopot. Wiem, że na Zachodzie stomatolodzy pracujący z niepełnosprawnymi przy okazji planowanych zabiegów operacyjnych umawiają się z lekarzami ogólnymi i korzystając z przenośnego sprzętu, gdy pacjent jest pod narkozą, przeprowadzają leczenie stomatologiczne. Nie widziałam jednak, aby w Polsce ktoś w ten sposób pracował.
MTS: Pacjent na widok dentysty może zareagować płaczem, krzykiem, szarpać się z lekarzem. Jak sobie radzić w sytuacji niespodziewanej reakcji pacjenta?
K.W.-R.: Pamiętam, jak w trakcie badań jednej z uczestniczek olimpiad specjalnych przekazaliśmy informację, że trzeba będzie usunąć ząb. Niespodziewanie wpadła w histeryczny płacz. Dłuższą chwilę zajęło opanowanie sytuacji, wyjaśnienie przyczyn decyzji, rozmowa z nią i z trenerem. Zazwyczaj jednak pacjenci, nawet bardzo przywiązani do swojego uzębienia, potrafią przyjąć nawet złe informacje bez paniki. Spokój i opanowanie wolontariuszy pozwoliło na dokończenie badania pacjentki.
Niepełnosprawni intelektualnie nie zawsze rozumieją powagę naszych działań stomatologicznych. Czasem warto przejść z nimi na stopę koleżeńską, bo w takiej relacji będą się czuli swobodniej. Często naszą dumę musimy schować przy nich do kieszeni fartucha, swoją drogą lepiej kolorowego niż białego.
MTS: Jak zachęcić pacjenta do współpracy?
K.W.-R.: Cierpliwość, czas i empatia są najważniejsze. Z mojego doświadczenia wynika dodatkowo, że trzeba być także otwartym na to, że osoba, która do nas przychodzi, może być przerażona. Musimy zrozumieć, że ze zdwojoną siłą odbierze każdą z naszych emocji. Istotne jest też to, jak odbiorą nas rodzice pacjenta, czy wszyscy zaufają i powierzą zdrowie najbliższej im osoby w nasze ręce. To trudna praca i – podobnie jak praca z małymi dziećmi – czasem kończy się sukcesem, a czasem porażką i z planowanej wizyty wychodzi tylko kolejna wizyta adaptacyjna. Z każdą rodziną należy indywidualnie omówić możliwości leczenia. Jestem przeciwniczką stawiania rodziców przed jednym wyborem: leczenie w znieczuleniu ogólnym lub żadne.
MTS: Czy od strony technicznej do prowadzenia gabinetu przyjaznego niepełnosprawnym trzeba się jakoś przygotować?
K.W.-R.: Są odpowiednie sprzęty, zaczynając od nakładek na unity, specjalnych pasów mocujących, niekiedy potrzebne jest przeorganizowanie stanowiska pracy. Widziałam także gabinety najlepszych stomatologów dla osób niepełnosprawnych na świecie, np. trzy unity stojące obok siebie, wyposażone w różnego typu mocowania, przystosowane do tego, aby możliwe było umieszczenie pośrodku wózka inwalidzkiego i korzystanie z wyposażenia wszystkich unitów.
Przede wszystkim jednak nie można odmawiać i nie można bać się takiego spotkania. Każdy lekarz może przyjąć osobę niepełnosprawną, ale na pewno są ci z większymi i mniejszymi predyspozycjami.
MTS: Co może pani doradzić lekarzom dentystom, którzy się boją pacjentów niepełnosprawnych i nie czują się przygotowani do ich przyjmowania?
K.W.-R.: Zaprosiłabym do udziału w wydarzeniach takich jak projekt „Zdrowy Uśmiech”, by poznali naszych zawodników i przełamali swoje obawy. Przecież każdy pacjent jest dla nas wyzwaniem. Czemu nie odważyć się również na takie wyzwanie? Szczególnie dla stomatologów dziecięcych może to być interesujące. Owszem, przyjmując osoby niepełnosprawne, możemy spalić dużo energii, ale może także coś nowego odkryjemy?
Następny artykuł: