Pisałem kilka razy, że na naszą administrację można liczyć. Sześciuset urzędników na Miodowej nawet nie pomyśli o wakacjach i urlopach. Oni pracują nieustannie i mają pomysły. Ostatni to dentobusy. Miały być gabinety stomatologiczne w każdej szkole – będą dentobusy w każdym województwie. Będą

jeździć i leczyć próchnicę. Wprawdzie nie wiadomo, kto będzie to robił, czy to będą jakieś specjalne kontrakty i jak będą opłacane oraz ilu lekarzy zdecyduje się na ten eksperyment. Wiadomo, że chodzi o pieniądze. Na gabinety ich nie ma, niech więc na razie będą autobusy. W szkołach gabinety owszem będą, ale potem, za jakieś pięć lat, i to tylko tam, gdzie zostaną spełnione warunki lokalowe, sanitarne oraz wszystkie inne.

Czarno to widzę. Nie wiadomo, kiedy dentobusy zaczną jeździć, nie wiadomo też, jak miałaby wyglądać praca mobilnych stomatologów i ile to wszystko miałoby kosztować. Ministerstwo nie potrafi odpowiedzieć na te pytania. Nie wiemy też, jaki standard miałby obowiązywać w autobusach. Jaki sprzęt, jakie wyposażenie. Gdyby chodziło o drastyczne zminimalizowanie kosztów, to mogę podpowiedzieć, że w kilku muzeach w uczelniach medycznych stoją historyczne urządzenia stomatologiczne. Taka wiertarka nożna byłaby w autobusie jak znalazł. I to bez prądu...