Dostęp Otwarty

Pieniądze

Zawsze zatrudnię od zaraz

Katarzyna Nowosielska

Niskie wynagrodzenia nie zachęcają nikogo, począwszy od lekarzy, skończywszy na sprzątaczkach, do zatrudniania się w podmiotach leczniczych.

Wzrost kosztów funkcjonowania szpitali wydaje się nieunikniony. Podmioty lecznicze będą musiały wygospodarować dodatkowe pieniądze na pensje. Wszystko za sprawą podwyższenia płacy minimalnej, wzrostu stawki godzinowej oraz planowanych podwyżek dla personelu medycznego.

Preludium zmian wiele placówek medycznych ma już teraz. Otóż firmy outsourcingowe renegocjują umowy. Outsourcing był dotychczas dla szpitali tańszy i dzięki niemu placówki oszczędzały. To się jednak zmieniło drastycznie, dlatego m.in. Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Krakowie był zmuszony zaprzestać korzystania z outsourcingu.

– Najpierw zrezygnowaliśmy z usługodawcy, który przeprowadzał konserwacje i remonty. Jego zadania przejęła nasza kadra – mówi Barbara Bulanowska, dyrektor krakowskiej placówki. Podkreśla, że drugą znaczącą zmianą była rezygnacja z zewnętrznej firmy sprzątającej. – Zostaliśmy do tego zmuszeni, gdyż firmy startujące w przetargach żądały o 3-4 mln zł wyższej zapłaty za dotychczas świadczone usługi. To przekraczało nasz budżet zaplanowany na sprzątanie – uzasadnia. Dlatego szpitalowi bardziej opłacało się zatrudnić ponad 300 osób, czyli nowych kierowników, koordynatorów, osoby sprzątające, i przejść całkowicie na własne sprzątanie. To jednak nie koniec. Od nowego roku planowana jest zmiana struktury systemu ochrony. Zmniejszona zostanie liczba osób dozorujących obiekty, na rzecz systemu monitoringu oraz ochrony elektronicznej.

Dyrektor Bulanowska przyznaje, że na wzrost kosztów outsourcingu usług wpłynęła nie tyle przyszłoroczna podwyżka płacy minimalnej do 2 tys. zł brutto, co ozusowanie umów-zleceń. Pracownik musi mieć zapłacone od wszystkich zleceniodawców należności do ZUS równe co najmniej składkom od minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Wzrost kosztów outsourcingu nie ominął też Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy. Placówka korzystała z zewnętrznych usług dotyczących kuchni. Szpital zrezygnował jednak z tego ułatwienia, bo dotychczas współpracująca z nim firma zażądała stawek zbyt wysokich. – W końcu sami zdecydowaliśmy się prowadzić kuchnię. Trudno mi jednak zdobyć pracowników, bo ci mówią, że za nasze pensje nie opłaca się pracować. Dostają takie pieniądze na dzieci – mówi Krystyna Barcik, dyrektor placówki. Obecnie szpital ma w outsourcingu tylko sprzątanie, które od stycznia 2017 roku co miesiąc kosztować będzie o 100 tys. zł więcej. Chętnych do pracy za minimalne stawki lub nieco wyższe brak już teraz ze względu na świadczenie 500+.

Widmo braku rąk do prostszych prac grozi także szpitalowi Copernicus w Gdańsku. – Firmy sprzątające oraz organizujące nam kuchnię czy ochronę chcą podwyżek o 30 proc. Jesteśmy w trakcie negocjacji – mówi dyrektor Dariusz Kostrzewa.

Wzrost płacy minimalnej i stawki godzinowej to niejedyne zmartwienie dyrektorów szpitali. Rząd pracuje nad ustawą o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. Przepisy mają wejść w życie już w przyszłym roku. Wprowadzą podwyżki dla pracowników medycznych zatrudnionych na umowach o pracę w podmiotach leczniczych. Z projektu wynika, że minimalne wynagrodzenie lekarzy specjalistów będzie wynosiło niecałe 5 tys. zł brutto, lekarzy z pierwszym stopniem specjalizacji niecałe 4,6 tys. zł, a bez specjalizacji ok. 4,1 tys. zł. To jednak rozwiązanie docelowe, przewidziane na 2021 rok. Do tego czasu pensje mają wzrastać stopniowo. I tak w pierwszym półroczu 2017 roku o 10 proc. kwoty będącej różnicą pomiędzy najniższym wynagrodzeniem a tym zasadniczym pracownika. Według wstępnych wyliczeń ministra zdrowia podwyżki będą kosztować ok. 6,7 mld zł.

Dyrektorzy nie mają złudzeń. Będą musieli je pokryć z budżetów szpitali. Nie spodziewają się dodatkowych pieniędzy z NFZ. W związku z tym szpital w Makowie Mazowieckim będzie musiał wyłożyć dodatkowo na pensje 400 tys. zł. – To dotyczy tylko personelu medycznego. Natomiast biorąc pod uwagę, że wzrost minimalnego wynagrodzenia za pracę obejmie niższy personel, na ich pensje trzeba będzie znaleźć dodatkowo 150 tys. zł. Co łącznie dla mojego szpitala, zatrudniającego ok. 500 osób, oznacza wzrost kosztów o 500 tys. zł rocznie – mówi Jerzy Wielgolewski, dyrektor szpitala w Makowie Mazowieckim.

Już dziś szpitale wydają 65 proc. kontraktu z NFZ na pensje. – Gdy wzrosną płace na wynagrodzenia, może być potrzeba wydania i 75 proc. pieniędzy płynących do szpitala z funduszu, a nawet 100 proc. To może oznaczać, że wiele szpitali przestanie bilansować budżet i staną się nierentowne – mówi Jakub Szulc, ekspert firmy E&Y. Zaznacza jednak, że nieznany jest sposób finansowania podwyżek, bo od przyszłego roku ma wejść w życie ustawa o sieci szpitali. A ta zakłada, że podmioty lecznicze dostaną od płatnika ryczałt na badania i zabiegi zamiast dotychczasowego rozliczania się z wykonanych procedur. – Być może w tych ryczałtach będą więc uwzględnione podwyżki – dodaje Jakub Szulc.

Z jednej strony dyrektorom szpitali sen z powiek spędza podwyższenie płacy minimalnej, z drugiej brakuje im kadry, głównie lekarzy. A tych do pracy mogą nie zachęcić nawet podwyżki. – Ciężko jest pozyskać internistów, bo zamiast czasem cięższej pracy w szpitalu wybierają posady w przychodniach rodzinnych, gdzie zarabiają 150 zł brutto za godzinę – mówi Jerzy Wielgolewski. Z powodu braku specjalistów np. Szpital Wojewódzki im. Mikołaja Kopernika w Piotrkowie Trybunalskim od 1 listopada musiał zawiesić działalność oddziału dziecięcego – nie ma dostatecznej liczby pediatrów.

Kadry dramatycznie brakuje także w woj. łódzkim. – Poszukuję neurologów, internistów i pediatrów. O specjalistów w naszym regionie jest tak trudno, że dajemy chętnym wybór formy zatrudnienia. Przyjmujemy i na etaty, i na kontrakty – mówi Małgorzata Majer, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Brzezinach. W nieco bardziej komfortowej sytuacji są szpitale kliniczne. – Jako Szpital Uniwersytecki stanowimy zaplecze dydaktyczne i szkoleniowe dla Collegium Medicum UJ, stąd możemy proponować późniejszą współpracę wyróżniającym się absolwentom medycyny i pielęgniarstwa – informuje Barbara Bulanowska. Podkreśla jednak, że szpital dotykają innego rodzaju trudności. – Zdarza się, że lekarze, którzy zdobyli u nas doświadczenie i renomę, przechodzą do placówek wykonujących wyłącznie zabiegi planowe i oferujących lepsze wynagrodzenia – dodaje.

Tak kolorowo nie jest już jednak w Szpitalu Uniwersyteckim im. Jurasza w Bydgoszczy. Placówka cały czas poszukuje neurologów, internistów, chirurgów i neurochirurgów.