Small 8 opt

Ryc. 4. Nicole Tran Ba Vang, bez tytułu [06], z cyklu „Kolekcja wiosna/lato 2001”.

Ta „stara” część wystawy to jedynie sygnał. Współpraca sztuki z medycyną to długa historia, obejmująca również niezwykle ważny zakres fotografii medycznej.


MT: Artystów inspiruje nie tylko (chore) ciało i psychika, ale też fragmenty przeniesione wprost ze szpitali, gabinetów, poddane twórczej inspiracji. Potencjał symboliczny medycyny chyba jest nieograniczony.


M.A.P.:
Na pewno jest to potencjał ogromny. W końcu medycyna wciska nos, palec i skalpel w najbardziej tajne miejsca – nie tylko naszego ciała, ale i istnienia. A artyści polują na takie miejsca. Są fenomenalnie wyczuleni na wszystko, co nas ogranicza, upokarza, skazuje na lęk, odbiera poczucie wszechmocy, wpędza w bezradność. Medycyna operuje na tych obszarach.


MT: „Lekcja anatomii doktora Tulpa” Rembrandta, która tak silnie kojarzy się ze związkiem medycyny i sztuki, też ma swoje odzwierciedlenie na wystawie?

Small 6 opt

Ryc. 5. Nikita Shalennyi, „Gdzie jest twój brat?”, 2013.


M.A.P.:
Ma, i to aż w trzech wersjach. Każda z nich – mimo że kompozycyjnie wzorują się na Rembrandcie – podejmuje zupełnie inny problem. Kantor wybebesza „pacjentowi” kieszenie i przeprowadza sekcję ubrania. To ogólna sugestia antropologiczna, że naszym obowiązkiem jest analizowanie, i to wszechstronne, człowieka. Marian Eile, w roli prekursora postfeminizmu, kładzie biednego męskiego „trupa” między drapieżnymi i znudzonymi kobietami, których ten odpad ewolucji już nie interesuje. Nawet nie chce się im zaglądnąć mu do brzucha. Najbardziej tajemniczy jest Nikita Shalennyi. Jego wytworna aranżacja fotograficzna odnosi się do wydarzeń na Majdanie i może być zrozumiana ironicznie, jako obawa przed manipulacją historyczną, która ten brudny, lodowaty i zakrwawiony dramat przerobi na poprawną scenkę.


MT: Gdyby miała pani nieograniczone możliwości wypożyczania eksponatów, to która praca rozpoczynałaby wystawę „Medycyna w sztuce”?


M.A.P.:
Rzeźba św. Bartłomieja z katedry w Mediolanie. Mężczyzna jest owinięty w zdartą z niego skórę, ale nie robi z tego dramatu, twarz ma wręcz obojętną. Wyższość ducha nad zmaltretowanym ciałem to dobre wejście w medycynę. Ale otwierająca wystawę seria obrazów Marka Gilberta, będąca przykładem bezpośredniej współpracy artysty z lekarzem, to też wejście mocne.

Do góry