Co znajdziesz w artykule?

Bariery w komunikacji

1. Jedną z podstawowych barier jest przyjmowanie przez lekarzy pewnych zagadnień za oczywiste i pomijanie ich. W wyniku edukacji nabyli wiedzę o mechanizmach i zjawiskach zachodzących w ciele człowieka. Praktyka lekarska wymaga powtarzania tych samych informacji po wielokroć, każdemu nowemu pacjentowi. W konsekwencji specjalistyczna wiedza uznana zostaje za wiedzę powszechną, której większa część społeczeństwa nie posiada. Dla diabetologa „proszę przejść na dietę” oznacza bardzo konkretny zestaw dań i produktów, których udział pacjent powinien zwiększyć lub ograniczyć. Dla pacjentów może zaś oznaczać to w zasadzie dowolną dietę – także taką w przebiegu cukrzycy niewskazaną. Jako że istotą pracy lekarza jest dbałość o zdrowie pacjenta, często czynione jest założenie, że dla pacjenta również jest to świadomie i konsekwentnie wprowadzony w życie priorytet. W tym obrazie chory zaraz po wyjściu ze szpitala wpada w opasłe tomiszcza napisane przez autorytety. Strony internetowe nie są wiarygodnym źródłem informacji, a właśnie rzetelną wiedzę na temat danego schorzenia mam tu na myśli. Tymczasem ludzie często nie mają choćby podstawowej wiedzy o przyczynach choroby, np. obwiniają siebie (rodzinę, świat albo też sami są obwiniani), jeśli zapadną na cukrzycę typu 1. Łatwy dostęp do wiedzy i co za tym idzie, łatwość jej rozpowszechniania, powoduje spadek jakości informacji. To, co można znaleźć w internecie, często jest wypadkową wierzeń, przesądów, przekonań; oparte jest na skojarzeniach i niepoparte badaniami naukowymi.

2. Używany przez lekarzy żargon medyczny. Język ten jest z natury językiem ścisłym i konkretnym. Pozwala fachowcom sprawnie rozmawiać o sprawach zawiłych, zawierających niezliczoną ilość niuansów. Jednak dla ludzi z nim nieobytych jest językiem tajemniczym, groźnym (w końcu opisuje choroby) i najczęściej – obcym. I nie pomoże mówienie głośno i powoli, skoro dla pacjenta „wzmożona diureza” brzmi jak wyrok długiej i bolesnej śmierci. Choć współpracując z lekarzami różnych specjalności muszę przyznać, że właśnie diabetolodzy dość często mówią ludzkim głosem.

Innym aspektem tego zjawiska są silne przekonania na temat tzw. skryptu, czyli ról, jakie ludzie odgrywają w kontakcie ze sobą. Wszyscy mamy założenia, przekonania i wyobrażenia, jak w danej sytuacji „należy” się zachować. W tym przypadku lekarz stoi na stanowisku autorytetu, eksperta. Wobec tego pacjent często czuje w stosunku do lekarza pewien rodzaj podległości, wchodzi w tę relację jako a priori asymetryczną. Jeśli ten dystans dodatkowo pogłębiany jest postawą samego specjalisty, to pacjent, już będący w stresie spowodowanym diagnozą, może skupić się na wykonaniu skryptu „dobrego pacjenta” – cichego, zgadzającego się na wszystkie zalecenia, niesprawiającego kłopotu pytaniami itp., co zamyka go kompletnie na treści, jakie lekarz chciałby mu przekazać. Żeby chory miał śmiałość zadawać pytania, jeśli czegoś nie rozumie lub nie wie – relacja musi być jak najbardziej równorzędna.

Spis treści

DpD: Tylko jedna trzecia pacjentów przestrzega zaleceń lekarzy. Pozostali robią to częściowo lub nie robią wcale. Chorzy nie mierzą glikemii, nie przyjmują tabletek, a insulinę potrafią dodać wprost do posiłku.

Joanna Michałowska: Konsekwencje nieprzestrzegania zaleceń rzeczywiście są bardzo poważne; zarówno indywidualnie dla pacjentów i ich rodzin, jak i dla systemu opieki zdrowotnej. Jeśli już używać słowa „wina” – za którym z powodu zawodowych skłonności nie przepadam – to leży ona, jak