Co znajdziesz w artykule?

Rozpoznanie choroby przenoszonej drogą płciową u dziecka postrzegane było w przeszłości jako bezpośredni dowód molestowania seksualnego. Jak pokazują dane literaturowe, taka teza z założenia jest błędna, a niejednokrotnie w swoich skutkach krzywdząca.

Czy nie złamał tajemnicy lekarskiej?

Czy teza, którą zawarł w zawiadomieniu – o dużym prawdopodobieństwie wykorzystywania seksualnego – nie była co najmniej przedwczesna?

Czy mając na uwadze to, że w rzeczywistości zarzuty się nie potwierdziły, nie grozi mu odpowiedzialność prawna?

Spis treści

Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu molestowania seksualnego 12-miesięcznego chłopca. Zawiadomienie złożył zaniepokojony lekarz dermatolog, który podczas badania stwierdził u dziecka liczne zmiany brodawkowate wokół odbytu o typie kłykcin kończystych (spowodowanych przez HPV). Podczas przesłuchania zeznał, że charakter zmian, rozległość i lokalizacja z dużym prawdopodobieństwem wskazują na transmisję drogą seksualną.

Prokurator niezwłocznie wszczął postępowanie. Kurator sądowy