Co znajdziesz w artykule?
Z polskich sondaży wynika, że schorzenia przenoszone drogą płciową uważamy za najbardziej wstydliwe i poniżające. Badania wyłoniły 10 takich jednostek traktowanych jak swoiste piętno stygmatyzujące chorego. Niewiedza o nich powoduje alarmujący przyrost nowych zakażeń
Spis treści


Jedną z najczęściej cytowanych list w 2014 r. zawierających najbardziej wstydliwe przypadłości jest praca trojga badaczy – prof. Teresy Rzepy, psycholog z Uniwersytetu SWPS, oraz prof. Ryszarda Żaby i dr Oliwii Jakubowicz, dermatologów z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. W ich „rejestrze wstydu” wytypowanym przez ponad pół tysiąca Polaków znalazły się m.in.: kiła (syfilis), AIDS, grzybica pochwy/prącia, opryszczka narządów płciowych, rzeżączka, choroby odbytu, wszawica łonowa, choroby skóry

twarzy (trądzik), grzybica paznokci, łuszczyca. Wyniki nie mogły być dla lekarzy i psycholog zaskoczeniem, ponieważ potwierdzili w badaniach to, co wiedzieli ze swojej praktyki od pacjentów: choroby przenoszone drogą płciową powszechnie uznaje się za najbardziej zawstydzające, niosące niesławę i siejące zgorszenie. Taka opinia wynika po części z moralnej oceny „grzesznego żywota chorego na syfilis”, a po części z niedostatecznej wiedzy, która przez dziesiątki lat utrwaliła się w naszym społeczeństwie nieuwzględniającym zmian kulturowych i postępów w leczeniu.

Fałszywa strefa wstydu

A jak na kiłę, uznawaną za chorobę wstydliwą, reagują chorzy? Oni nie rozmawiają o niej podczas wizyty u lekarza rodzinnego i nie opowiadają na urodzinowych przyjęciach u cioci. Nad tą wstydliwą dla społeczeństwa kwestią pochylili się specjaliści w badaniu zatytułowanym „Świadomość stygmatu własnej choroby i wizerunek samego siebie”. Przeprowadził je ten sam zespół w latach 2009-2011, który jest podpisany pod 10 najbardziej wstydliwymi schorzeniami wytypowanymi przez Polaków. Tym razem anonimowe ankiety otrzymali pacjenci leczeni na kiłę w warunkach szpitalnych oraz osoby zdrowe, które opisywały hipotetyczną reakcję, gdyby z nią się zetknęły. Upraszczając dociekliwe pytania sformułowane dla obu grup, chciano dowiedzieć się m.in., jak Polak widzi sam siebie w sytuacji, gdy dopada go syfilis, choroba przynosząca szok i niesławę. Celem sondażu było wytypowanie różnic w ocenie tych, którzy nie zmierzyli się z chorobą przenoszoną drogą płciową oraz chorych doświadczających pełnego odium przypisywanego schorzeniu powszechnie uznawanemu za jedno z najbardziej upokarzających, poniżających i wstydliwych.

W badaniu wzięło udział 42 pacjentów przebywających na szpitalnych oddziałach oraz 62 zdrowe osoby spoza lecznicy. Oceny stopnia wstydliwości kiły, która otwiera listę 10 najbardziej wstydliwych według Polaków, w zasadzie były podobne wśród zdrowych i chorych. Jedni i drudzy zgodnie przyznali, że to najbardziej zawstydzająca przypadłość, jaka człowiekowi może się przytrafić. Niemający kłopotów ze zdrowiem wskazywali także na inne podobnego typu nieszczęścia, do których nie każdy się przyznaje − alkoholizm i narkomanię. Oni, czyli w pełni zdrowi, nie traktowali kiły jako choroby poważnej i zagrażającej życiu, uważając, że takie miano należy się chorobom kardiologicznym i m.in. nowotworom oraz udarom mózgu.

Wyraźne różnice pomiędzy badanymi grupami pojawiły się w odpowiedziach na pytanie o reakcję, gdy słyszy się z ust lekarza, że rozpoznanie wskazuje na kiłę. Zdrowi mówili o lęku i przerażeniu jako przypuszczalnej reakcji na wieść o takim zakażeniu, natomiast chorzy na syfilis wykazywali postawę pomniejszającą swój stan (przecież można ją wyleczyć!), a niektórzy podejrzewali nawet pomyłkę lekarzy, nie dowierzając, że wykryto u nich Treponema pallidum. Co trzeci chory oceniający swoje obecne życie uznał je jako najsmutniejszy okres.

Badacze przyznali, że sondaż jednoznacznie wskazał na hańbiące piętno towarzyszące tym chorobom i jednocześnie wykazał brak dostatecznej wiedzy o chorobach przenoszonych drogą płciową. Bez wątpienia uznanie należy się zakażonym krętkiem bladym przebywającym na szpitalnym leczeniu, którzy pokonali wstyd oraz grożący im ostracyzm ze strony rodziny i znajomych. Oni, poddani już terapii, optymistycznie oceniają swoją sytuację po opuszczeniu łóżka szpitalnego.

Prof. Rzepa, komentując wyniki badań, uznała, że „doznawany wstyd może funkcjonować jako mechanizm obronny przed napiętnowaniem i ostracyzmem, a tym samym hamować przed ujawnieniem prawdy nawet w relacjach z najbliższymi osobami”. To jest cenna uwaga dla ochrony zdrowia, ponieważ wskazuje na jedną z głównych przyczyn szerzenia się zakażeń, które obecnie sygnalizują lekarze nie tylko w naszym kraju. Warto więc, aby pamiętali o tym medycy rodzinni i czasami zadawali „niewygodne” pytania o seks pacjentom odwiedzającym gabinety POZ z banalnym bólem gardła czy wysypką na ciele.

Polska mentalność niewolnika

Systematyczne tłumaczenie społeczeństwu, czym jest rak, a szczególnie rak piersi, pokazuje spektakularne efekty podobne do tych, które wymiotły palaczy z życia publicznego i ograniczyły ich obecność w życiu prywatnym. Kobieta już nie wstydzi się przyznawać do raka i zachęcać do badania piersi.

Brytyjscy lekarze pierwsi wpadli na pomysł, jak przybliżyć swoim krajanom sposoby na pozbycie się chorób uważanych powszechnie za wstydliwe. Tam kobiety, ich mężowie, kochankowie i synowie przychodzą/przyjeżdżają z podobnymi przypadłościami do dr. Christiana Jessena, który wraz z kilkoma specjalistami (m.in. dermatologiem i ginekologiem) bada ich bez wynagrodzenia na nośne hasło „wstydliwe choroby”.

Dokumentalny serial, który od lat jest kręcony i wyświetlany w brytyjskiej, a także w naszej telewizji, przynosi sławę i chwałę dr. Jessenowi i oswaja brytyjskie społeczeństwo ze źle pojętym wstydem, którym obarcza się niektóre schorzenia.

Tymczasem w naszej rzeczywistości:

  • zbyt trudne do zaakceptowania okazały się w niektórych szkołach nawet darmowe podpaski dla dziewczynek
  • z ostrą krytyką ruszono na automaty z prezerwatywami, które miały stanąć m.in. w uczelniach, akademikach, na dworcach, więc ich nie ma
  • nie ma darmowych broszur opisujących w skrócie, czym są choroby przenoszone drogą płciową i jak się przed nimi chronić; mogłyby się pojawić w szpitalach, gabinetach (poczekalniach), nawet w hotelach i akademikach.

A może są niepotrzebne?

Seks bez prezerwatywy jak rosyjska ruletka: może trafić (zabić?)

Może syfilis, AIDS, rzeżączka i wszystkie choroby, które każdemu mogą się przytrafić w trakcie uprawiania seksu, odeszły w siną dal? Nic podobnego i dlatego najpierw trochę statystyki dla przypomnienia, że strach przed nieprzemyślanym seksem jest nadal potrzebny. Kiła, w pełni wyleczalna, jest tutaj często podawana jako przykład schorzenia lekceważonego, a przecież nadal bardzo groźnego. W 23 krajach Europy w latach 2007-2017 kiłę wykryto u 33 tys. osób. Taką liczbę zakażonych syfilisem, którzy w tym czasie liczebnie przewyższyli zakażonych HIV, podało Europejskie Centrum do spraw Zapobiegania i Kontroli Chorób. Z tego samego źródła można się dowiedzieć, że najwięcej przybyło zakażonych w Islandii, Irlandii, Wielkiej Brytanii i m.in. w Niemczech.

W skali światowej nowych zachorowań na kiłę w populacji w wieku 15-49 lat przybywa rocznie 6,9 mln osób.

Z Państwowego Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru wynika, że w jednym tylko roku 2019 polskie powiatowe stacje sanitarno-epidemiologiczne zarejestrowały 1429 przypadków kiły, a w tej liczbie odnotowano zgłoszenia kilkunastu osób z kiłą wrodzoną. Stacje co prawda mają obowiązek rejestracji choroby, ale nie mają takiego nakazu gabinety internetowe, które zdalnie diagnozują i zapisują leki, nie zostawiając śladu w publicznych sanepidach. Czasami wystarczy kontakt SMS-owy i po strachu.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ustanowiła bardzo ambitny cel redukcji liczby zakażeń drogą płciową o 90% do 2030 r. (w stosunku do roku 2016) i zaleciła powszechne stosowanie badań przesiewowych w grupach mężczyzn utrzymujących kontakty seksualne z mężczyznami – MSM (men who have sex with men).

Na razie liczby u nas i na świecie wskazują na wzrost, a nie spadek. Według Społecznego Komitetu ds. AIDS na przykład w naszym kraju co roku notuje się 1000 nowych przypadków HIV wśród osób homoseksualnych i ok. 300 w pozostałych grupach. Nie widzę jednak billboardów o wymiarach 3 x 4 m, na których można przeczytać hasło: SEKS BEZ ZABEZPIECZENIA DZIAŁA JAK ROSYJSKA RULETKA. I napis mniejszym drukiem: Nigdy nie wiesz, kiedy trafi na ciebie.

Panująca atmosfera wyciszenia wokół chorób przenoszonych drogą płciową podpowiada, że przestaliśmy się bać. Spadek zainteresowania kiłą, AIDS oraz innymi „wstydliwymi chorobami” nie spowodował, że zniknęły one jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nadal istnieją i wymagają przypominania o stosowaniu prezerwatyw oraz o regularnych badaniach, jeżeli jest się otwartym na przypadkowy seks i seks grupowy czy wakacyjne wyjazdy na seks do Azji i Afryki. W Wielkiej Brytanii przed sezonem wakacyjnym ruszają akcje przypominające, na czym polega bezpieczny seks. Właśnie w tym kraju, w którym wykryto pierwsze przypadki lekoopornej rzeżączki u kobiet powracających z wakacji na Ibizie, dostrzeżono problem i działania już widać.

Polski nastolatek nie usłyszy w szkole na żadnej lekcji, czym grozi seks bez prezerwatywy czy uprawiany po doustnym i donosowym zażyciu substancji psychoaktywnej (tzw. chemseks) oraz po ich doiniekcyjnym stosowaniu (tzw. slamseks). Mądra, merytoryczna edukacja w szkołach spowoduje zmianę zachowań seksualnych w dorosłym życiu.

Następny artykuł:

Wstydzić należy się niewiedzy