Co znajdziesz w artykule?

Depresja jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych i znanych od niepamiętnych czasów chorób. Według statystyk prowadzonych przez WHO depresja i zaburzenia lękowe są obecnie głównymi powodami inwalidztwa w skali globalnej. Prognozy na najbliższe lata przewidują, że w 2020 roku liczba zachorowań na depresję ma przewyższyć zachorowalność na choroby ze strony układu sercowo-naczyniowego. Wiąże się to z szeregiem poważnych problemów – zarówno z diagnozowaniem, jak i leczeniem tej choroby.[5,12,14]
Wśród nich wymieniane są:
■ wzrost kosztów społecznych na skutek zaburzeń w funkcjonowaniu pacjentów,
■ dramatyczny wzrost liczby przepisywanych leków przeciwdepresyjnych,
■ wzrost ryzyka samobójstw,
■ dobry efekt terapeutyczny opisywany jest zaledwie u 40-70 proc. leczonych,
■ ocena skuteczności klinicznej możliwa jest po 6-8 tygodniach farmakoterapii.

Spis treści

Leczenie depresji prowadzone było przez wybitnych lekarzy już w starożytności. Hipokrates nazwał po raz pierwszy ciężką depresję melancholią. Depresja zajmowała umysły lekarzy od XVI wieku. W roku 1546 znany i poważany przez ówczesnych pacjentów cierpiących na tę ciężką chorobę, która nie omijała zarówno królów, jak i żebraków średniowiecznego świata, Reinhard Lorichius z Hadamaru jako jedyny środek na uśmierzenie objawów depresji wymieniał rady zawarte w małej książeczce pt.