Nie wiadomo, jaki był motyw napastnika

Nie po raz pierwszy zdarzyło się, że laser, który za niewielką kwotę można kupić przez internet, posłużył do oślepienia załogi LPR. Po tym jak w Warszawie ktoś zieloną wiązką światła strzelał do załogi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i trafił prosto w znajdującego się na pokładzie lekarza, Kinga Czerwińska z biura prasowego LPR poinformowała podyplomie.pl, że podobny atak zdarzył się w ubiegłym roku. Wówczas nikomu nic się nie stało, skończyło się na zgłoszeniu sprawy. Tym razem skutki dla zdrowia lekarza są poważne i szczęściem jest, że nie doszło do katastrofy.
Jaki cel miał napastnik, który – jak wynika z relacji załogi – bardzo długo nie odpuszczał? Czy lekarze muszą się liczyć z nową formą agresji?
– Nie wiemy kto to zrobił i jaką miał motywację. Czy był to jednorazowy wybryk, czy zamierza zrobić to ponownie – informuje Kinga Czerwińska. – Komendant policji zapewnił nas, że policja działa w tej sprawie intensywnie. Załoga za każdym razem wsiadając do śmigłowca jest skupiona na ratowaniu ludzkiego życia, nie zakłada ponownego ataku – dodaje.
Tymczasem lekarz, Mariusz Mioduski, który w LPR pracował od 10 lat, na razie nie wrócił do dyżurów. Jak sam mówi, jest to dla niego dramat. Po tym jak napastnik trafił go prosto w oczy, ma uszkodzoną siatkówkę, problemy ze wzrokiem i musi chodzić w ciemnych okularach. Wypadek miał miejsce, gdy załoga wracała do bazy w Warszawie z nocnej akcji na autostradzie. Jak mówi Mariusz Mioduski, napastnik działał świadomie, w sposób ciągły oślepiał kabinę, również w momencie, kiedy śmigłowiec starał się oddalić.
Prawo lotnicze zabrania emitowania wiązki lasera w kierunku statku powietrznego. Za oślepienie załogi i sprowadzenie zagrożenia w ruchu powietrznym grozi grzywna i kara więzienia od roku do 10 lat, a w szczególnych przypadkach – nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Mimo to szaleńców i frustratów nie brakuje. Z danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego wynika, że tygodniowo zdarza się nawet kilka tego typu incydentów.