Co znajdziesz w artykule?
Minister zdrowia zmienił zasady leczenia pacjenta w ramach pakietu onkologicznego.
Lekarz nie ma już obowiązku wypełniania wielu stron onkologicznej dokumentacji medycznej. Zmniejszono zakres danych, które szpitale onkologiczne sprawozdają do NFZ. Lekarze zmiany popierają, ale alarmują, że bez dofinansowania onkologii i tak nie ma szans na osiągnięcie dobrych wyników.
Zmodyfikowano zakres informacji zapisywanych w karcie diagnostyki i leczenia onkologicznego (DiLO). Lekarze nie będą musieli wypełniać w niej już rubryk poświęconych danym dotyczącym objawów, badań diagnostycznych oraz oceny jakości diagnostyki onkologicznej. W efekcie karta DiLO skróciła się z dziewięciu do dwóch stron. Będzie też wypełniana wyłącznie w formie elektronicznej.
Każdy lekarz, nie tylko rodzinny, będzie mógł wypełnić kartę DiLO, gdy podejrzewa chorobę nowotworową.
Na razie na znaczące dofinansowanie świadczeń onkologicznych nie ma szans. – Odczuwalny wzrost rozpocznie się, zgodnie z założeniami, od 2018 roku – mówił podczas lutowej konferencji minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.
– Dobrze, że zniesiono ograniczenia przy wystawianiu kart DiLO. Dotychczas jako specjalista nie mogłem wystawić pacjentowi karty, chociaż widziałem, że ma raka. Musiałem mu szeptać na ucho, aby poszedł do lekarza rodzinnego po kartę i wrócił z nią do mnie, bo tylko w ten sposób mogłem rozpocząć diagnostykę w ramach pakietu – mówi prof. dr hab. med. Jacek Jassem, kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii GUMed. Twierdzi też, że obciążenie lekarzy POZ wystawianiem kart DiLO nie przyniosło