Co znajdziesz w artykule?
Praca lekarza w dobie nowych technologii wymaga pogodzenia kompetencji medycznych i cyfrowych. Elastyczne podejście do wykonywanego zawodu oraz nieszablonowe myślenie w procesie diagnostycznym i leczniczym mogą okazać się kluczowym atutem lekarzy przyszłości
Spis treści
Lepsze narzędzia i technologie, nowsze leki, dostępniejsze terapie, a do tego niezbędne wsparcie robotów, czatów i aplikacji. Lekarze, kiedy przybywają na ratunek pacjentowi, mają do dyspozycji coraz potężniejszy arsenał narzędzi. Medycyna nie zwalnia tempa w postępie. Wczorajsze odkrycia ustępują dzisiejszym terapiom. Już nie wystarczy diagnozowanie chorób przy użyciu stetoskopu – są specjalistyczne aplikacje mobilne, takie jak np. eMPendium (baza leków z opisami, cenami i ich dostępem na
rynku) bądź UpToDate (interaktywna ściągawka ze zbiorem artykułów medycznych, badań naukowych i wytycznych dla klinicystów), bez których trudno sobie wyobrażać pracę dzisiejszego lekarza.
Ten zawód będzie jeszcze ewoluował, co do tego nie ma wątpliwości. Niewiadomą pozostaje, w którą stronę pójdą zmiany i jak bardzo wzrosną oczekiwania pacjentów co do lekarskiej profesji. Uczelnie medyczne, które kształcą przyszłych specjalistów, mają świadomość, że lekarz musi rozwinąć wiele kompetencji: medycznych, cyfrowych, interpersonalnych.
– Stoimy przed nie lada wyzwaniem, ale też ogromną odpowiedzialnością uformowania młodego lekarza, który z jednej strony będzie humanistą, z drugiej – innowatorem, świetnie operującym nowymi technologiami, a dodatkowo wyrozumiałym i komunikatywnym partnerem dla pacjenta – wylicza przymioty lekarza doskonałego dr n. med. Marta Sobczyńska, dziekan Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego w Warszawie.
Jak wychować pokolenie medyków, którzy, nabywając kompetencje cyfrowe, nie przepadną w wirtualnym świecie kosztem dobrego kontaktu z pacjentem? W jaki sposób dostosować współczesną edukację podczas permanentnej rewolucji technologicznej? Co w tym kierunku robią państwowe i niepubliczne uczelnie medyczne?

Studiować wirtualnie
Rewolucja cyfrowa nabrała rozpędu w czasie pandemii. Wprowadzane lockdowny nasiliły izolację społeczną, co dotknęło nie tylko polską gospodarkę, ale też edukację, w tym szkolnictwo wyższe. Pandemia minęła, zdalna edukacja wróciła do trybu stacjonarnego, jednak cyfrowe formy nauczania są nadal praktykowane, ponieważ trzeba iść z duchem czasu. A uczelnie medyczne nie chcą pozostawać w ogonie postępu.
– Niewątpliwie COVID-19 spowodował, że zaczęliśmy używać platform komunikacyjnych do prowadzenia zajęć – potwierdza prof. dr hab. n. med. Ewa Kwiatkowska, dziekan Wydziału Medycyny Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, gdzie w pracy ze studentami używana jest platforma e-learningowa Moodle.
Platforma oferuje ponad 3 tys. kursów z przedmiotów medycznych. Studenci mają dostęp do prezentacji, plików audio i wideo oraz innych zasobów edukacyjnych udostępnianych przez wykładowców. Mogą korzystać z nagranych wykładów i rozwiązywać testy online bez konieczności wizyty na uczelni. Każdy użytkownik Moodle posiada dostęp do indywidualnego konta i za jego pośrednictwem śledzi na bieżąco wyniki i postępy w nauce.
– Student zadaje pytania, a sztuczna inteligencja udziela odpowiedzi na podstawie wiedzy źródłowej z podręczników. Ta technologia przydaje się do trenowania sytuacji nagłych podczas wywiadu lekarskiego z pacjentem – dodaje prof. Kwiatkowska.
Wyjść poza bańkę kliniczną
Na uczelniach prywatnych też rozwija się umiejętności interpersonalne u studentów medycyny. Uniwersytet Andrzeja Frycza-Modrzewskiego w Krakowie już od pierwszego semestru wprowadził przedmiot Jak być lekarzem. Prowadzący omawiają ze słuchaczami specyfikę zawodu, opowiadają o roli empatii, tolerancji i światopoglądu w pracy lekarza.
Edukacja na krakowskiej uczelni jest dość nowatorska. Wprowadzono modułowy program nauczania. – Poczynając od pierwszych lat studiów, nie wykładamy osobno klasycznych przedmiotów: anatomii, fizjologii, histologii bądź elementów radiologii prawidłowej, tylko łączymy je w moduły. Przykładowo podczas pierwszego semestru studenci przerabiają materiał dotyczący budowy układu kostno-mięśniowego, a w drugim zaczynają od nauki funkcjonowania układu krążeniowo-oddechowego. Kiedy skończą poznawać działanie układu krążeniowo-oddechowego, kolejny przedmiot do zaliczenia to zajęcia z układu nerwowego. Kładziemy nacisk na połączenie wiedzy na temat struktur anatomicznych z tym, jak te struktury wyglądają i jak wpływają potem na fizjologię bądź na funkcjonowanie całego organizmu ludzkiego – objaśnia dr n. med. Janusz Ligęza, dziekan Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Andrzeja Frycza-Modrzewskiego w Krakowie.
W wyścigu po wiedzę teoria nie może wyprzedzać praktyki. Przyszli lekarze muszą zwłaszcza umieć leczyć. Wszystkiego nie dowiedzą się z podręczników. Student powinien zobaczyć pacjenta przed ukończeniem studiów, zrobieniem stażu podyplomowego i rozpoczęciem specjalizacji. – Współpracujemy z większością instytutów na terenie Warszawy i okolic. Nasi studenci mają okazję zobaczyć na własne oczy, jak wyglądają wysokospecjalistyczne procedury, np. w Szpitalu Zachodnim w Grodzisku Mazowieckim przyglądają się pracy na tamtejszym szpitalnym oddziale ratunkowym (SOR)– oznajmia dr Sobczyńska z Uczelni Łazarskiego.
Łazarski zapewnia swoim studentom kontakt ze studentami ze wszystkich stołecznych uczelni medycznych oraz dodatkowe zajęcia w innych ośrodkach, np. w Wojskowym Instytucie Medycznym – Państwowym Instytucie Badawczym przy ul. Szaserów w Warszawie. – Dobrze jest wyjść z bańki klinicznej i zobaczyć cały system ochrony zdrowia: od publicznego dużego instytutu przez szpital miejski, powiatowy, po prywatne ośrodki. Przyjrzeć się, jak wygląda prywatne leczenie pacjentów i refundowane przez NFZ – dodaje dr Sobczyńska.
Doskonalić praktykę
Rozwijanie kompetencji miękkich, czyli komunikacji lekarza z pacjentem opartej na empatii, ma uświadomić przyszłym medykom, że nowe technologie nie zastąpią relacji interpersonalnych w gabinecie lekarskim. Tak jak aplikacja medyczna ani żaden chatbot nie wezmą odpowiedzialności za decyzje dotyczące zdrowia lub życia pacjenta.
– Zawód lekarza, pielęgniarki albo diagnosty laboratoryjnego jest dość szczególny z uwagi na potrzebę posiadania umiejętność radzenia sobie ze stresem. W codziennej praktyce poddawani jesteśmy różnego rodzaju presji. Dlatego naukę przy wsparciu nowych technologii trzeba wykorzystywać w bardzo umiejętny sposób, proporcjonalnie do rzeczywistych potrzeb kształcenia. Zajęcia na uczelni z wykorzystaniem technik immersyjnych (np. przeprowadzanie operacji w warunkach wizualizacji trójwymiarowej) to rodzaj symulacji, gdzie wszelkie błędy uchodzą. Studenci muszą jednak mieć świadomość, że w praktyce lekarskiej każda pomyłka rodzi konsekwencje; realne, nie wirtualne – podkreśla dr hab. n. med. Robert Zymliński, dziekan Wydziału Lekarskiego i kierownik Kliniki Intensywnej Terapii Kardiologicznej w Instytucie Chorób Serca Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.
Dr hab. Zymliński wspomina czasy, kiedy sam studiował. To była analogowa epoka, analogowa nauka. – Przesiadywaliśmy w bibliotekach, a nawet tam nie było dostępu do wystarczającej ilości książek. Zdobycie wiedzy stanowiło duże wyzwanie. Teraz mamy internet, nowoczesną bibliotekę, a w niej dużo pomocy naukowych i wiele miejsca do spokojnej, wręcz wyizolowanej pracy – porównuje dr hab. Zymliński.
Kiedyś nie było zawansowanych centrów symulacji medycznej – w tej chwili dostępnych w strukturach każdej dużej uczelni. Dzięki nim studenci mogą doskonalić umiejętności praktyczne w warunkach odzwierciedlających realia gabinetów lekarskich, sal szpitalnych, oddziałów porodowych albo intensywnej terapii. – Centrum symulacji medycznej to niezwykle wartościowa metoda nauki, dająca możliwość wykonania znacznie większej liczby powtórzeń pewnych procedur, których nie da się powielić podczas zajęć klinicznych – uważa prof. dr hab. n. med. Filip Gołkowski, prorektor ds. rozwoju Uniwersytetu Andrzeja Frycza-Modrzewskiego.
Na krakowskiej uczelni kształcenie lekarzy przyszłości nie jest akurat podporządkowane cyfrowemu nauczaniu. – Wyznajemy zasadę minimalizacji zajęć, które są prowadzone bez bezpośredniego kontaktu z nauczycielem akademickim. Platformy cyfrowe używamy raczej do omawiania spraw organizacyjnych albo jako dodatkowe narzędzie dla studentów, np. do korzystania z atlasów anatomicznych. Zasady klasycznego nauczania medycyny muszą, moim zdaniem, pozostać – twierdzi prof. Gołkowski.
Uczelnia doskonale rozumie potrzebę edukowania z prądem postępu. W tym celu organizuje konkursy dla studentów, którzy wykonują zadania na symulatorach robotycznych. Wprowadzenie przyszłych lekarzy w taką metodykę jest istotne z punktu widzenia aktualnych wymogów zawodowych, ponieważ przeprowadzanie zabiegów specjalistycznych w wykorzystaniem robotyki staje się normą.

Współpracować, nie rywalizować
Na co jeszcze zwracają uwagę uczelnie? Chcą, aby przyszli lekarze byli gotowi do pracy zespołowej. To ważne, biorąc pod uwagę fakt, że wśród studentów często zajęcia grupowe wzbudzają potrzebę współzawodnictwa, a nie współpracy. Tymczasem funkcjonowanie w zawodzie lekarza to umiejętność poruszania się w interdyscyplinarnych zespołach i dobry kontakt z pielęgniarką oraz ratownikiem medycznym, którzy przekazują pacjenta lekarzowi.
– Przeprowadziliśmy zajęcia pilotażowe na naszej uczelni: studentów ostatniego roku kierunku lekarskiego umieściliśmy na zajęciach wspólnie ze studentami drugiego roku studiów drugiego stopnia z pielęgniarstwa. Pierwsze zajęcia przebiegły dość sztywno, wystąpiło dużo obaw, jak ta współpraca będzie wyglądała. Ostatecznie adepci medycyny ocenili pilotaż bardzo pozytywnie. Oni potrzebują takich zajęć – przekonuje dr hab. n. med. Sylwia Terpiłowska, prodziekan ds. kształcenia Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jana Kochanowskiego – Collegium Medicum w Kielcach.
Umiejętność współpracy w zespole to jedno. Kolejna sprawa dotyczy odnajdywania się medyków w środowisku wielokulturowym. Żyjemy w czasach wzmożonej migracji. Tylko z powodu wojny w Ukrainie do Polski przyjechało wielu uchodźców, a rynek pracy zasilają także inni cudzoziemcy. Tutaj studiują, mieszkają, podejmują aktywności zarobkowe. – Coraz więcej osób przybywa z zagranicy, czy to studentów, czy pracowników. W różnych kręgach kulturowych opieka medyczna wygląda inaczej niż u nas, więc polscy lekarze i pielęgniarki muszą mieć w tej materii rozeznanie – dodaje dr hab. Terpiłowska.
W obliczu zmian i otwarcia na nowe ważne jest pielęgnowanie relacji międzypokoleniowych, w tym kontakt studentów z mentorami, od których mogą czerpać wiedzę i doświadczenie. Nie należy przeceniać roli nowych technologii ani pozycjonować ich na równi z autorytetami medycznymi. Uczelnia Łazarskiego inwestuje w kultywowanie idei uczeń–mistrz. – Studenci sami w tej sprawie do mnie przychodzą. Chcą wykorzystać szasnę czerpania wiedzy od uznanych lekarzy, aby rozwijać się w swojej dziedzinie. Słyszę od studentów: „Pani doktor, proszę nam pomóc znaleźć mentora, za którym możemy podążać”. Pokolenie Z oczekuje takiego mentoringu – podsumowuje dr Sobczyńska.
Zdjęcie: Addictive Stock/iStock/Getty Images Plus/Getty Images
Następny artykuł: