Urzędnik wysokiego szczebla w Ministerstwie Zdrowia zapowiedział, że w ustawie o prawach pacjenta pojawi się zapis o tym, że pacjent ma prawo do leczenia bólu. W dużym państwie Europy Środkowej, które w dodatku ma ambicje, na początku XXI wieku urzędnicy musieli zapisać coś tak oczywistego: że

chory ma prawo do pomocy w razie bólu. Inaczej nikt by tego nie wiedział. Inaczej lekarz nadal miałby prawo do wypowiedzi typu „to musi boleć”, „ boli, bo jest rana” itd.

Wypowiedzi to jeszcze pół biedy, ale są one rodzajem uzasadnienia, że w tym temacie nie będziemy nic robić. No i pacjent szuka pomocy we własnym zakresie, bo przecież boli! Oczywiście, że jest to granda, która trwa i trwa.

W gabinetach stomatologicznych do niedawna prośba pacjenta o znieczulenie podczas leczenia zęba (tzw. wiercenia) wywoływała zdziwienie.

Niby dlaczego?

Osobiście boję się samego usadzania na fotelu, a co dopiero zabiegu. I wcale nie uważam, że jestem wyjątkiem. Nikt mnie nie przekona, że to nie boli. Dlaczego, do cholery, mam cierpieć? Po to wymyślono znieczulenia. Już nawet kąśliwe uwagi pań z NFZ dotyczące nadużywania znieczuleń należą do rzadkości. Nie hamujmy się i proponujmy pacjentom znieczulający zastrzyk. Skąd wiecie, że pacjent przed wami nie ma tak delikatnego organizmu jak na przykład ja i po prostu nie zemdleje?

Poważnie mówiąc, znoszenie bólu powinno być częścią leczenia każdego schorzenia, w przebiegu którego się pojawia albo występuje samoistnie. Nieprzekonani będą mieli to na piśmie…