MTS: Któregoś dnia stomatolog budzi się i czuje, że w żaden sposób nie da rady pójść do gabinetu i pracować z pacjentami. To się zdarza?


Dr hab. Alicja Gałązka:
Oczywiście, zdarza się coraz częściej. Zwykle wcześniej są jakieś symptomy nadchodzącego wypalenia, ale lekarz ich nie dostrzega albo im zaprzecza. Aż pewnego dnia po bezsennej nocy leży bez ruchu, patrzy w sufit, nie ma siły wstać ani się ubrać. Jest mu wszystko jedno.


MTS: Kiedy zaczyna się palić czerwona lampka świadcząca o tym, że

jesteśmy na prostej drodze do wypalenia?


A.G.:
Gdy pojawia się uczucie emocjonalnego wyczerpania. Lekarz przestaje zauważać swoje osiągnięcia, zaczyna wątpić we własne kompetencje. Nie może znieczulić, bo trzęsą mu się ręce. Albo nagle nie potrafi wybrać odpowiedniego materiału do zabiegu. Cierpi na bezsenność lub jest nadmiernie senny. Odczuwa depersonalizację – pacjenci są dla niego obiektami, nie wchodzi w relacje z nimi. Unika emocji i zaangażowania, bo ucieka przed nadmiernym obciążeniem psychicznym. Staje się drażliwy – szybko się denerwuje. Nie może sobie poradzić z emocjami, więc wyładowuje się na najbliższych. Nie potrafi się skoncentrować. Ma obniżoną odporność, często się przeziębia lub zapada na inne choroby somatyczne. Inne objawy to: drżenie mięśni, pocenie się, zaburzenia rytmu serca, spadek libido i nastroju, luki w pamięci, poczucie wyobcowania, hipochondria, a także sięganie po alkohol dla odreagowania.


MTS: Jeśli już znajdziemy się na ścieżce prowadzącej do wypalenia, łatwo z niej zawrócić?


A.G.:
Na wczesnym etapie można jeszcze próbować przystanąć i zapytać siebie: dlaczego czuję się tak wyczerpany? Czy praca daje mi jeszcze przyjemność? Czy w moim życiu jest równowaga między pracą i życiem osobistym?

Można się starać przyjąć postawę tzw. zdystansowanej troski, czyli połączyć zaangażowanie i troskę o pacjenta z pewnym dystansem emocjonalnym. Zaakceptować emocje. Nie pracować ponad siły, ale zrobić coś dla siebie, np. pójść na jakieś warsztaty lub – jeśli sytuacja jest poważna – na psychoterapię. Zaprzeczanie kłopotom tylko je pogłębia. Ale niestety stomatolodzy nie lubią się przyznawać do problemu. Boją się etykiety osoby z problemami psychicznymi. Poza tym w stanie wypalenia funkcje poznawcze są osłabione. Dlatego uważam, że bez pomocy psychoterapeuty lub psychiatry trudno sobie poradzić.


MTS: Czy wśród stomatologów można wyróżnić grupy, których częściej dotyka problem wypalenia?


A.G.:
Bardziej narażone są osoby, które pracują samotnie, w swoich gabinetach, i nie mają możliwości przegadania swoich dylematów z innym lekarzem, nie mają wsparcia w chwili pojawienia się pacjenta z innymi problemami zdrowotnymi, często ukrywanymi przed lekarzem stomatologiem.

Kolejną zagrożoną wypaleniem grupą są osoby mało asertywne, a przy tym empatyczne. Nie potrafią odmówić trudnemu, roszczeniowemu pacjentowi, zdystansować się, więc się spalają. Ponieważ kobiety są bardziej emocjonalne, to ich częściej dotyka ten problem.


MTS: Zatem empatia może prowadzić do wypalenia?


A.G.:
Absolutnie nie. Empatia jest pożądaną cechą, bo dzięki niej lekarz ma lepszy kontakt z pacjentem. Potrafi nie tylko go zdiagnozować, ale także rozpoznać jego potrzeby psychiczne.

Chodzi tylko o to, aby będąc empatycznym, nie zagubił asertywności. Bo sfrustrowany, wypalony lekarz nie będzie dobrym lekarzem.


MTS: Szybciej wypalają się stomatolodzy, którzy wybrali zawód z powołania czy z rozsądku?

A.G.: Jeśli praca nie sprawia lekarzowi przyjemności, nie ma on wewnętrznej motywacji, a to sprzyja wypaleniu.


MTS: Dlaczego akurat stomatologów ten problem dotyczy częściej niż innych lekarzy? Czynniki sprzyjające temu syndromowi, takie jak brak docenienia, poniżanie, niesprawiedliwe traktowanie czy złe wynagrodzenie, dotyczą ich przecież w niewielkim stopniu.


A.G.:
Ale pojawiają się inne czynniki ryzyka, takie jak: zła organizacja pracy, branie na siebie zbyt wielu obowiązków, walka z konkurencją o pacjenta, konieczność odbywania szkoleń, utrzymywania się na topie i wspomniane już osamotnienie oraz brak wsparcia innych specjalistów w przypadku nagłej sytuacji. To dla stomatologów duży stres i nie należy go bagatelizować. Z wielu badań wynika, że wskaźnik samobójstw wśród lekarzy dentystów jest wyższy niż w przypadku innych lekarzy. Także problem depresji przewlekłej występuje częściej w środowisku stomatologów.


MTS: Jednak wielu stomatologów potrafi pracować bardzo ciężko i odczuwać satysfakcję. Swoimi sukcesami zawodowymi i prywatnymi chwalą się na zdjęciach w mediach społecznościowych. Dlaczego nie wszystkim się to udaje i niektórych dopada wypalenie? Czy to cecha związana z osobowością?


A.G.:
Po pierwsze, ważne jest, czy pracuję ciężko, bo chcę, czy dlatego, że muszę. W pierwszym przypadku praca, nawet ciężka, jest własnym wyborem, a nawet nagrodą. Zupełnie inne nastawienie do tej samej pracy będzie miała osoba, która pracuje dużo, bo „musi”, np. zarobić na kolejny wydatek. Będzie miała poczucie, że jest ofiarą.

Znaczenie ma także indywidualna odporność psychiczna, taka hardość mentalna. Osoba, która dobrze radzi sobie z emocjami i nawet w sytuacjach niewygodnych umie nimi zarządzać, będzie miała większą odporność. Może ona pracować długo, jeśli lubi, i nie będzie miała problemu z wypaleniem zawodowym, ale będzie po prostu zmęczona.

Ale gdy ktoś pracuje po nocach, bo kompensuje sobie w ten sposób brak życia osobistego, to prędzej czy później syndrom wypalenia zawodowego może go dopaść. Bo tak naprawdę chciałby mieć więcej czasu dla siebie, ale odczuwa lęk przed samotnością.

Więc choć stomatolodzy świetnie sobie radzą finansowo, mają piękne kliniki, samochody i superwakacje, nie zawsze daje im to szczęście. Nie zawsze też potrafią wypoczywać, cieszyć się. Niektórzy cały czas się stresują i myślą o pracy.

Sukces to indywidualna sprawa, bo każdy ma zupełnie inne priorytety i inną odporność.


MTS: Lekarze, którzy poświęcili się pracy dającej im wiele satysfakcji, mogą wpaść w pułapkę własnej ambicji lub zewnętrznej presji, kiedy pojawią się komplikacje zdrowotne i rodzinne. To także może być przyczyną wypalenia?


A.G.:
Czynnikiem, który obniża stres, jest wewnętrzne przekonanie, że sami mamy wpływ na swoje życie i na otoczenie. W psychologii nazywamy to poczuciem kontroli własnej. Jeżeli coś nam się udaje, to wiemy, że zawdzięczamy to własnej ambicji i pracy, a jeśli ponosimy porażkę – uważamy, że coś zrobiliśmy nie tak.

Ale uwaga, możemy ulegać iluzji, że wszystko od nas zależy, a w rzeczywistości być uzależnionym od akceptacji innych i robić wszystko po to, aby inni nas lubili i akceptowali. Wtedy mamy do czynienia z zewnętrznym poczuciem kontroli. Przykład? Powiedzmy, że w naszym interesie jest, aby wcześniej zamykać gabinet. Okazuje się, że nie jesteśmy w stanie podjąć takiej decyzji, bo ciągle chcemy być niezawodnym numerem jeden. Badania wskazują, że wypalenie zawodowe w mniejszym stopniu dotyka stomatologów, którzy mają pasje niezwiązane z wykonywanym zawodem, pozytywne relacje w rodzinie i grupę znajomych, niż osoby, które żyją wyłącznie pracą.


MTS: Jak z wypaleniem radzą sobie osoby w różnym wieku?


A.G.:
Pokolenie, które założyło gabinety jeszcze przed transformacją ustrojową, zachłysnęło się możliwościami, jakie wtedy się otworzyły, i z rozpędu trudno jest im wyhamować i pracować mniej. Także 30- i 40-latkowie nastawieni są na zarabianie i potrafią dużo pracować. Natomiast stomatolodzy, którzy niedawno skończyli studia, niekoniecznie. Z jednej strony mają więcej możliwości, a z drugiej – zdecydowanie gorzej radzą sobie ze stresem wskutek braku autentycznych relacji interpersonalnych.

Syndrom wypalenia dopada ich bardzo szybko, często już po trzech latach pracy. W przypadku tych najmłodszych wiąże się to często z niespełnieniem wyobrażeń, jakie mieli o swojej pracy. Nagle okazuje się, że pracują w specjalistycznym gabinecie, do którego przychodzą pacjenci o bardzo wysokich oczekiwaniach, trudni i roszczeniowi: dyrektorzy z korporacji, prawnicy. Wymagają rzeczy niemożliwych, wywierają presję. Rozczarowują także publiczne przychodnie, gdzie pacjentów jest bardzo dużo, a czasu i pieniędzy mało. Część przyczyn, które doprowadzają do syndromu wypalenia, ma jednak źródło we własnej emocjonalności, w problemach ze sobą, z czego stomatolodzy nie zdają sobie zazwyczaj sprawy. Bardzo często dopiero w trakcie psychoterapii uświadamiają sobie, że różne zdarzenia z życia, toksyczne relacje, nawet te bardzo wczesne, mają wpływ na to, jak funkcjonują w życiu zawodowym i jak radzą sobie ze stresem.


MTS: Można wymienić charakterystyczne przykłady?


A.G.:
Czasem stomatolodzy kontynuują zawód rodziców. Jeśli trafili na stomatologię tylko dlatego, że tak chcieli rodzice, to całe życie zawodowe spełniają ich oczekiwania, a nie swoje. Szybciej wyczerpują się emocjonalnie.

Inny przykład to stomatolodzy wywodzący się z rodzin, które nie miały medycznych tradycji, a zdobycie zawodu dentysty było próbą wyrwania się z macierzystego środowiska, czasem opresyjnego, i udowodnienia swojej wartości. Takie osoby stawiają sobie często wysoko poprzeczkę i wiecznie rywalizują – z samym sobą, z otoczeniem. Nie pozwalają sobie na słabość. Często dotyczy to kobiet, które nie odpuszczają sobie na żadnym polu i w końcu nie wytrzymują obciążenia. U mężczyzn z kolei ambicja przejawia się w rywalizacji i braku wglądu w siebie.


MTS: Czy z wypaleniem lepiej radzą sobie stomatolodzy będący w związku z drugim stomatologiem?


A.G.:
Bycie w związku jest korzystne, bo zapewnia równowagę między pracą zawodową a życiem osobistym. Robiliśmy badania i okazało się, że w małżeństwach lekarzy współmałżonkowie są dla siebie bardziej wyrozumiali. Mogą porozmawiać o wątpliwościach, taki kontakt intelektualny pomaga. Ale z drugiej strony, jeżeli całe życie kręci się wokół pracy, to nie sprzyja radzeniu sobie ze stresem. Więc to indywidualna sprawa.

Znam małżeństwo stomatologów wspólnie pracujących, w którym jedną osobę dotknęło wypalenie, wręcz depresja, i długo to ukrywała, obawiając się odrzucenia. Bała się iść do pracy, więc udawała, że zostaje w domu, bo źle się czuje. Druga osoba nie dostrzegała problemu albo go bagatelizowała. Rodzina jest najważniejsza, ale warto porozmawiać z kimś spoza jej kręgu i odreagować skumulowane napięcia. Na pewno warto otaczać się pozytywnymi ludźmi spoza pracy, aby oczyścić umysł. Wiele mówi się ostatnio o neuropsychologii interpersonalnej, która zwraca uwagę na narastający problem osamotnienia w społeczeństwach zachodnich. Coraz więcej ludzi deklaruje, że są bardzo samotni, nie mają nikogo, z kim mogliby zwyczajnie porozmawiać. Nie mamy realnych, namacalnych związków, zastąpiły je kontakty wirtualne.


MTS: Jakie znaczenie dla zagrożenia wypaleniem ma to, czy pracujemy we własnym gabinecie, czy w większym, sieciowym?


A.G.:
Dentyści przeważnie deklarują, że więcej satysfakcji daje własny gabinet, nawet jeśli jest mały, ponieważ umożliwia samodzielne decydowanie. Ale ceną za to jest głód kontaktu z innymi lekarzami. To właśnie dlatego widzimy, że stomatolodzy stanowią najliczniejszą grupę na szkoleniach psychologicznych czy terapeutycznych. Natomiast jeśli chodzi o pracę w gabinetach sieciowych, to jest grupa osób, które z kolei bardzo dobrze funkcjonują, kiedy wszystko jest odgórnie zorganizowane.


MTS: Osobom wypalonym trenerzy doradzają całkowitą zmianę branży, ponieważ sama zmiana miejsca pracy pomaga jedynie na chwilę. Ale dla dentystów, którzy na zdobycie zawodu poświęcili wiele lat życia, nie jest to dobra rada. Czy istnieją inne skuteczne sposoby na wypalenie?


A.G.:
Znam takich lekarzy, którzy zmienili zawód, ale w przypadku zdecydowanej większości stomatologów to nie wchodzi w grę. Myślimy wtedy o zwolnieniu tempa i o przerwie. Ale nie na typowy urlop, tylko po to, aby zyskać wgląd w siebie i przeprogramować sposób funkcjonowania. Szukamy czegoś, co będzie nas motywowało i angażowało.

W jaki sposób? Przykładem może być pięciodniowy wyjazd, na którym byłam z grupą kilku lekarek, głównie dentystek, z problemem wypalenia. Okazało się, że przyczyny utraty energii i frustracji u każdej były inne.

Na spotkaniach rozmawiałyśmy o pasjach i marzeniach, które te kobiety miały od zawsze, ale ich nie realizowały. Po przyjeździe niektóre zaczęły chodzić na zajęcia z arteterapii, inne zapisały się do grupy tanecznej. To dobry początek. Znalezienie czegoś, co daje czystą przyjemność, ma przełożenie na to, jak funkcjonujemy w pracy.

Można też zacząć od zmiany planu tygodnia – wprowadzenia czasu tylko dla siebie.

Możliwości jest wiele, wszystko zależy od danej osoby i skali problemu.