Ostry dyżur
Czy robot stanie na każdej sali operacyjnej?
Iwona Dudzik
W ostatnich tygodniach szpitale donoszą o swoich sukcesach w chirurgii robotycznej. W Warszawie, Gdańsku, Zabrzu i Bydgoszczy z pomocą robota wykonano spektakularne operacje serca, biodra bądź skomplikowane zabiegi onkologiczne u dzieci. Jednak według ekspertów najwyższa pora zastanowić się, jak dalej ma się rozwijać ta dziedzina
Chirurgia robotyczna to ogromny postęp, nie tylko w onkologii, ale także w ginekologii, urologii, chirurgii klatki piersiowej, chirurgii ogólnej i rekonstrukcyjnej – mówi dr n. med. Jacek Doniec, specjalista ginekologii onkologicznej, dyrektor Centrum Chirurgii Robotycznej Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie. – Ale rozwój odbywa się chaotycznie. Nie mamy centralnego rejestru, brak systemu akredytacji, a definicja zabiegu robotycznego wciąż nie istnieje. Posiadanie robota stało się prestiżem, choć nie zawsze operacja z użyciem tej nowoczesnej technologii jest dla pacjenta lepszym rozwiązaniem – dodaje.
Robotyka – fakty i liczby
W Polsce liczba certyfikowanych operatorów przekroczyła 300. Mają oni do dyspozycji ponad 80 systemów robotycznych. W każdym miesiącu przybywa kilka nowych urządzeń – decyzja zależy tylko od szpitala. – Obecnie 40 szpitali stara się o sfinansowanie inwestycji w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Panuje przysłowiowa wolna amerykanka, nie prowadzi się analiz ekonomicznych – mówi dr Doniec.
Jeden robot przypada na ok. 600 tys. mieszkańców – to sześciokrotnie mniej niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie wskaźnik wynosi ok. 100 tys. Także w porównaniu ze średnią europejską pozostajemy w tyle: różne źródła podają od 46 tys. do 246 tys. osób na robota.
Choć robotów wciąż jest mniej niż w innych krajach, liczba szpitali wykonujących zabiegi robotyczne rośnie imponująco. Według niedawno opublikowanego przez Modern Healthcare Institute (firma analityczno-wydawnicza z siedzibą w Warszawie) raportu „Chirurgia Robotowa 2025” ośrodki z największą liczbą operacji w 2024 r. to Centrum Onkologii im. prof. F. Łukaszczyka w Bydgoszczy (838 zabiegów), Śląskie Centrum Urologii UROVITA w Chorzowie (782) i Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie (704).
– Jednak większość szpitali wykonuje mniej niż 150 operacji rocznie – tłumaczy dr Doniec. – W wielu mniejszych szpitalach robot pozostaje niewykorzystany i nie jest używany w pełnym zakresie, ponieważ brakuje wyszkolonych operatorów lub odpowiednio kwalifikujących się pacjentów – a to warunek zapewnienia jakości leczenia i właściwego wykorzystania sprzętu. W takich przypadkach potencjalne korzyści nie uzasadniają poniesionych kosztów zakupu i eksploatacji (ok. 2-3 mln USD za robota) – dodaje.