A propos...
Contra circumcisio
Danuta Pawlicka
Od dawna intrygują mnie narządy szczątkowe, o których pisał już Karol Darwin, nazywając je dowodami na ewolucję w rozwoju zwierząt. Dzisiaj naczelne zwierzę, jakim jest człowiek, nosi w swoim organizmie wiele przykładów wskazujących na wspólnego praprzodka nie tylko ze ssakami. Tutaj często przez zwolenników ewolucji przywoływany jest wyrostek robaczkowy. Kiedyś był nieodzowny w trawieniu roślin, a dzisiaj znany jest przede wszystkim chirurgom usuwającym ten niby niepotrzebny balast, który czasami boleśnie przypomina o swojej obecności w brzuchu.
A jednak nie lekarz, lecz młoda studentka zburzyła moją wiarę w całkowitą nieprzydatność anatomicznych pamiątek po owłosionych antenatach. Chwaliła się, że w ciągu kilku dni pozbyła się wszystkich zdrowych zębów mądrości. Przekonywała, że to niepotrzebny gadżet, za jaki kiedyś uchodził wyrostek lub kość ogonowa, ponieważ po wyrośnięciu zaraz się psują albo rosną do góry nogami, a tak naprawdę nie ma dla nich już miejsca w naszej szczęce. Współczesne ludzkie czaszki są o dwa numery mniejsze od tych z wykopalisk! A jednak zęby mądrości nie są typowymi szczątkowymi narządami, więc nawet w Stanach Zjednoczonych nie są już usuwane tak często jak dawniej. Słucham więc uważnie, ale trudno mi przytaknąć obrończyni pozbywania się rzekomych dowodów naszego pochodzenia, które podobno niczemu już nie służą. Kiedy oglądam szympansicę, naszą najbliższą kuzynkę, nie widzę, aby jej żuchwa była szersza od ludzkiej. Nie dostrzegam też wielkiej różnicy w zestawieniu z neandertalczykiem. Dopiero gdy zatrzymuję wzrok na jego sąsiedzie żyjącym obok niego, czyli denisowianinie, zauważam wyraźnie szerszą żuchwę, w której z powodzeniem zmieściłyby się dodatkowe cztery zęby sprawiające nam dzisiaj tyle kłopotów.