Ministerstwo Zdrowia planuje ujednolicenie sposobu obliczania prognozowanego czasu oczekiwania na świadczenia opieki zdrowotnej finansowane ze środków publicznych od 1 lipca 2026 roku. Metodologia – jedna dla wszystkich – ma zwiększyć wiarygodność danych o kolejkach, z których korzysta coraz więcej pacjentów, lekarzy i decydentów.
Nowe zasady zostały opisane w projekcie rozporządzenia, gdzie po raz pierwszy wskazano konkretny wzór matematyczny, według którego Narodowy Fundusz Zdrowia będzie obliczał i publikował prognozowany czas oczekiwania.
Dlaczego właśnie teraz?
Zmiana nie jest przypadkowa. W ostatnich latach znacząco wzrosło znaczenie narzędzi takich jak Internetowe Konto Pacjenta, wyszukiwarki terminów i portal NFZ. Po dane o kolejkach pacjenci sięgają coraz częściej przy decyzji o wyborze placówki.
Jednocześnie system był krytykowany, gdyż dane były trudne do porównania, opóźnione i nie odzwierciedlały rzeczywistej sytuacji. Wystarczyło, że nastąpiło zwiększenie liczby świadczeń lub pojawiły się problemy kadrowe , a sytuacja zmieniała się diametralnie. Projekt rozporządzenia jest odpowiedzią na te ograniczenia, ma uczynić go bardziej odpornym na wahania.
Na czym polega nowa metodologia?
Zgodnie z projektem prognozowany czas oczekiwania będzie obliczany przez NFZ na podstawie rzeczywistych średnich czasów oczekiwania z ostatnich 12 miesięcy, z zastosowaniem średniej ruchomej wykładniczej. Oznacza to, że:
• największe znaczenie będą miały najświeższe dane,
• starsze miesiące będą stopniowo traciły wagę,
• wskaźnik szybciej zareaguje na poprawę lub pogorszenie dostępności świadczeń.
Prognoza będzie liczona oddzielnie dla przypadków pilnych i stabilnych, dla każdego świadczenia i każdego świadczeniodawcy, u którego prowadzona jest lista oczekujących.
Prognoza to nie termin
Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że prognozowany czas oczekiwania nie jest równoznaczny z datą pierwszej wolnej wizyty i nie daje gwarancji. To tylko wskaźnik statystyczny, który ma pomóc pacjentowi ocenić, gdzie szanse na szybsze uzyskanie świadczenia są większe. W praktyce może on różnić się od daty zaproponowanej przy zapisie, zwłaszcza w świadczeniach o dużej zmienności liczby pacjentów.
Nowy model nie skróci automatycznie kolejek, bo nie zwiększy liczby lekarzy ani kontraktów. Może jednak poprawić przejrzystość systemu i ograniczyć sytuacje, w których pacjent podejmuje decyzję na podstawie nieaktualnych lub mylących danych. Dla placówek oznacza to także większą porównywalność wyników i większą widoczność zmian — zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.
Jak wyglądają kolejki dziś?
Z dostępnych analiz, m.in. Barometru Watch Health Care, wynika, że średni czas oczekiwania na świadczenie w Polsce przekracza cztery miesiące, a w wielu specjalizacjach jest znacznie dłuższy. Występują różnice między regionami i specjalizacjami, co dodatkowo utrudnia pacjentom orientację w systemie.
Jak jest w Europie?
Polska nie jest wyjątkiem. W wielu krajach europejskich dąży się do transparentności. Funkcjonują centralne systemy raportowania i prognozowania kolejek, choć stosowane metody różnią się. W Wielkiej Brytanii NHS publikuje średnie i prognozowane czasy oczekiwania na leczenie planowe, a w krajach skandynawskich dostępność świadczeń jest monitorowana centralnie.
Co to oznacza dla lekarzy i placówek?
Projekt nie wprowadza nowych obowiązków sprawozdawczych. Placówki nadal będą prowadziły listy oczekujących zgodnie z obowiązującymi przepisami. Zmieni się natomiast sposób, w jaki dane te są przeliczane i prezentowane, aby informacja publiczna była bardziej wiarygodna i pomocna.