Szewc bez butów chodzi - dlaczego polscy lekarze się nie szczepią?

W jednym z dużych szpitali wieloprofilowych trwa zacięta rywalizacja między oddziałami o to, na którym z nich zaszczepi się najwięcej pracowników. Nie jest łatwo, walka jest wyrównana, a nagroda – niebagatelna: roczny bezpłatny abonament na szpitalnym parkingu. Ten przykład pochodzi z USA. W Polsce podobne pomysły dopiero się rodzą.

Szczepienia personelu medycznego.
Czy szewc bez butów chodzi?

Iwona Dudzik

Small dudzik iwona opt

Iwona Dudzik

Do dobrodziejstwa szczepień w czterech krokach

W jednym z dużych szpitali wieloprofilowych trwa zacięta rywalizacja między oddziałami o to, na którym z nich zaszczepi się najwięcej pracowników. Nie jest łatwo, walka jest wyrównana, a nagroda – niebagatelna: roczny bezpłatny abonament na szpitalnym parkingu. Ten przykład pochodzi z USA. W Polsce podobne pomysły dopiero się rodzą.

Ogłoszenie na tablicy

Jak co roku we wrześniu na korkowej tablicy w pokoju lekarzy pojawi się ogłoszenie: e-mail z działu epidemiologii z informacją o możliwości bezpłatnego zaszczepienia się na grypę. Jakub Kosikowski, lekarz rezydent onkologii z Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej: – Ja się zaszczepię. Raz tylko nie zdążyłem i ciężko to odchorowałem.

Kosikowski należy do zdecydowanej mniejszości. Według statystyk szczepi się tylko 6% polskich pracowników medycznych. W krajach Unii Europejskiej jest to średnio 30% (dane European Centre for Disease Prevention and Control [ECDC]), a w USA – 81% (dane Centers for Disease Control [CDC]).

Kosikowski: – Dlaczego większość kolegów się nie szczepi? Może dlatego, że szewc bez butów chodzi. Tak już jest: niektórzy lekarze mówią pacjentom, żeby zrzucili zbędne kilogramy, choć sami mają nadwagę. Zalecają nie palić, ograniczyć alkohol, a sami nie potrafią.

Jakub Kosikowski pracuje nie tylko na oddziałach, ale także w poradni podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) i widzi różnicę w podejściu do szczepień. – W poradni POZ szczepili się wszyscy lekarze. Czy robili to też lekarze z oddziałów, na których pracowałem? Nie wiem. Na pewno w każdym z tych miejsc oferowano bezpłatne szczepienia przeciw grypie – dodaje.

Inny lekarz, rezydent medycyny rodzinnej z województwa lubelskiego: – Nie szczepię się, bo po pierwsze nie lubię igły. Po drugie – jestem stale narażony na patogeny od pacjentów i obserwuję, że z sezonu na sezon infekcje dróg oddechowych i przewodu pokarmowego dotyczą mnie coraz mniej – tłumaczy. Lekarz przyznaje, że nawet w małej wiosce zdarza mu się widzieć kilku pacjentów dotkniętych ciężkimi powikłaniami grypy: niewydolnością wielonarządową czy zapaleniem mięśnia sercowego. Dlatego osobom w starszym wieku szczepienia zdecydowanie poleca.

Dr hab. n. med. Aneta Nitsch-Osuch, pediatra, epidemiolog i specjalista zdrowia publicznego, kierownik Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego WUM, tłumaczy, że w Polsce – odwrotnie niż w krajach Unii Europejskiej – częściej można spotkać zaszczepiony przeciw grypie personel w praktykach lekarzy rodzinnych niż w szpitalach. – To taka polska odrębność. Efekt powtarzanych od lat działań informacyjnych wśród lekarzy rodzinnych, pediatrów – tłumaczy.

Silne ruchy antyszczepionkowe

Nie wszystkie szpitale oferują bezpłatne szczepienia – przyznaje dr n. med. Ewa Talarek, pediatra z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego WUM i Oddziału Pediatrycznego Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Na oddziale, na którym pracuje, wszyscy lekarze sami pilnują szczepień i je sobie finansują. – Uważamy, że to jest ważne, bo w przypadku zachorowania – wszystko jedno, czy o przebiegu łagodnym, czy nie – stajemy się źródłem zakażenia dla kolegów w pracy i pacjentów, dla których grypa może być chorobą ciężką i niebezpieczną – tłumaczy dr Talarek.

Jej zdaniem zaszczepić się powinni wszyscy pracownicy medyczni na oddziałach onkologii, neonatologicznych, intensywnej terapii i wszędzie tam, gdzie pacjent zakażony dodatkowo wirusem grypy może nie przeżyć. Często jednak tak się nie dzieje. – Grypa jest powszechnie lekceważona jako choroba, niestety także przez lekarzy. Wielu z nich uważa, że skoro sami nie chorują lub chorują łagodnie, to również dla innych grypa nie może stanowić zagrożenia – dodaje lekarka.

Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie, należy do tych zarządzających, którzy zapewniają pracownikom profilaktykę. – Dlatego proponujemy koleżankom i kolegom bezpłatne szczepienia. Ten, kto jest zainteresowany, może udać się do gabinetu lekarza zakładowego i skorzystać. Zaszczepić się można także na dwóch oddziałach zakaźnych – tłumaczy. Szczepienie jest całkowicie dobrowolne, pozostawione do decyzji pracowników. – Żadnych nacisków nie wywieramy – zaznacza.

Według dr. Friedigera szczepi się całkiem sporo lekarzy, choć szpital statystyk nie prowadzi. – Być może w kolejnych latach zaczniemy to sprawdzać – dodaje.

Przewiduje on, że wskutek pandemii liczba zainteresowanych szczepieniem w nowym sezonie się zwiększy. – Wirus jest wciąż mało poznany. Mamy prawo podejrzewać, że łagodny przebieg pandemii w bloku państw byłego bloku sowieckiego wiąże się właśnie z tym, że wszyscy mieliśmy obowiązkowe szczepienia na gruźlicę. Być może ludzie, szukając dróg obrony przez wirusem, zobaczą ją w szczepieniach – ocenia.

A może przymus?

Jakie są aktualne dane o szczepieniach wśród personelu medycznego? Według Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) nawet gdy pracodawca udostępnia szczepionkę, to przeciw grypie szczepi się kilkanaście procent lekarzy. Twardych danych jednak brakuje.

W marcu 2017 r. w ramach Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy (OPZG) przeprowadzono sondaż w grupie 1501 lekarzy oraz 226 pielęgniarek. Wówczas 32,2% lekarzy i 19,9% pielęgniarek zadeklarowało, że zaszczepiło się przeciw grypie w sezonie 2016/2017, co stanowiło średnio 22,6% personelu medycznego. – To bardzo optymistyczne dane dotyczące deklaracji, a nie realnego faktu zaszczepienia. Niewiele się w ciągu kilku ostatnich lat zmieniło – mówi nam dr hab. n. med. Ewa Augustynowicz z Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru NIZP-PZH.

Dodaje też, że obecnie, w czasie pandemii, podejmowana jest kwestia uregulowania szczepień personelu, w tym przeciw grypie. – Ale problemem może być dostępność szczepionki przy nagłym wzroście zainteresowania szczepieniami przeciw grypie na świecie – dodaje Ewa Augustynowicz.

Przymiarki do masowych szczepień wśród personelu pojawiają się nie po raz pierwszy. W ubiegłym roku Tomasz Augustyniak, pomorski państwowy inspektor sanitarny, wystąpił do Głównego Inspektoratu Sanitarnego z inicjatywą wprowadzenia obowiązkowych szczepień dla lekarzy. Stało się to po tym, jak dwoje lekarzy zachorowało na odrę po kontakcie z osobami z Ukrainy. Konieczne było przeprowadzenie akcji szczepień w centrum dializ, w którym pracowali, w tym także wśród pacjentów.

Łukasz Jankowski, szef Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, przyznał wtedy, że mimo rosnącego zagrożenia samorząd zawodowy lekarzy nie postuluje wprowadzenia obowiązkowego kalendarza szczepień dla lekarzy. – Nikt nie lubi, jak mu się coś nakazuje. Wolimy edukować i zachęcać lekarzy, aby dawali dobry przykład i w ten sposób wpływali na postawę pacjentów – tłumaczył prezes Jankowski.

Ta wypowiedź wywołała lawinę hejtu ze strony ruchów antyszczepionkowych. W komentarzach powtarzały się głosy, że lekarze namawiają do szczepień, a sami nie zamierzają szczepić ani siebie, ani swoich dzieci. W odpowiedzi warszawska izba postanowiła dać dobry przykład i przeprowadziła wśród swoich członków akcję szczepień na odrę i grypę, a dla dzieci zrzeszonych lekarzy – przeciwko meningokokom. Z roku na rok akcja się rozszerza.

Jednak dyskusja o szczepieniach pracowników ochrony zdrowia wciąż trwa.

Nie wyróżniajmy lekarzy

Doktor Friediger jest przeciwny przymusowi i represjom. Przypomina, że stanowisko Prezydium Naczelnej Izby Lekarskiej, do którego należy, jest niezmienne. – Czemu mielibyśmy zmuszać dorosłą osobę do poddania się nieobowiązkowemu, inwazyjnemu postępowaniu? Dlaczego mamy wyróżniać lekarzy, a nie na przykład nauczycieli? – pyta.

Jak podkreśla, szczepienia obowiązkowe dzieci to zupełnie inna sytuacja. – Szczepimy je, aby uzyskać efekt odporności populacyjnej i chronić je przed chorobami, które są znacznie cięższe niż grypa. Dzięki szczepieniom w dzieciństwie nabywają odporności na całe życie – wyjaśnia.

Zdaniem dr. Friedigera trzeba ufać w racjonalne postępowanie personelu. Jako przykład podaje szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B (WZW B), które choć jest nieobowiązkowe, to poddają się mu wszyscy pracownicy. – Zdają sobie sprawę z tego, że choroba jest niebezpieczna i lepiej się zaszczepić. Podobnie lekarze w starszym wieku częściej szczepią się na grypę. Pracodawca tego nie musi sprawdzać – dodaje.

Obowiązek równa się koszty

Czy jest możliwe objęcie lekarzy obowiązkiem dodatkowych szczepień? – pytamy doradcę głównego inspektora sanitarnego, prof. Włodzimierza Guta z NIZP-PZH. – Nie sądzę. Obowiązek oznacza, że państwo ponosi koszty szczepień oraz działań niepożądanych – odpowiada. – Szwedzi raz tylko, w 2009 r., wprowadzili obowiązek szczepienia przeciwko świńskiej grypie i do dziś ciągną się procesy – dodaje.

Przyznaje jednak, że lekarz z założenia postępuje zgodnie z wytycznymi medycyny naukowej, która wspiera szczepienia. Prawo wolnego wyboru tego nie zmienia. – Dlatego jeśli lekarz jest przeciwnikiem szczepień, to ten fakt właściwie dyskwalifikuje go z zawodu, podobnie jak innych pracowników medycznych – mówi prof. Gut.

Profesor przyznaje, że problemy ze szczepieniami wśród pracowników ochrony zdrowia ma większość krajów. Niektóre z nich radzą sobie tak, że wymagają szczepień przy przyjęciu na akademię medyczną. Często też lekarze są zobowiązani do szczepienia się i propagowania szczepień, jeśli pracują w systemie ubezpieczenia zdrowotnego.

W Polsce placówki ochrony zdrowia także mają wpływ na zaszczepienie pracowników. W każdej z nich jest dział epidemiologii zajmujący się zwalczaniem zakażeń wewnątrzszpitalnych. Wprawdzie nie ma obowiązku prawnego szczepień zalecanych, ale administracja placówki ma prawo ich wymagać na podstawie przepisów bhp. – Jeśli lekarz się nie zaszczepi i zakazi pacjenta na przykład onkologicznego, a ten umrze z powodu zakażenia grypą, to prawnik nie odpuści takiej sprawy. Będzie miał rację, bo chory lekarz nie powinien przyjść do pracy. Fakt, że większość lekarzy też się nie zaszczepiła, nie zmieni moralnej i prawnej oceny takiej postawy – mówi prof. Gut.

Ekspert przypomina, że lekarz ślubuje: po pierwsze nie szkodzić. – W przypadku większości zakażeń wirusowych, szczególnie oddechowych, zdolność zakażania pojawia się wcześniej niż objawy choroby. To z kolei oznacza, że lekarz zakażony bezobjawowy stanowi ryzyko dla pacjenta. Lekarz powinien mieć tego świadomość i się zaszczepić – mówi prof. Gut.

Przyznaje, że często lekarze argumentują: „Nie mam potrzeby się szczepić”, „Raz się zaszczepiłem, a i tak chorowałem”, „Będę uważał, to się nie zarażę”. Niektórzy mdleją na widok strzykawki. Mówią też: „Po co się szczepić na grypę, skoro szczepionka chroni tylko przed jednym wirusem? Nie chroni przed wirusami typu adeno-, rino-, noro- ani 300 innymi, które dają objawy podobne do grypy”, „Przecież zdarzało się, że szczepionka na dany sezon grypy była nietrafiona, szczepienie nie uchroniło przed zachorowaniem”.

Co im odpowiada prof. Gut? – To prawda. Na świecie istnieje około 10 000 patogenów, przy czym na 99% z nich nie ma szczepień. Dobitnie pokazała nam to obecna epidemia koronawirusa. Zostają wtedy podstawowe zasady ochrony przed chorobami zakaźnymi – higiena, dystans i odpowiednio szybkie odizolowanie przypadków chorych od zdrowych, czyli kwarantanna. Jeśli jednak szczepionkę mamy, to szczepić się należy. Szczepienie się to moralny obowiązek lekarza wobec społeczeństwa. Lekarz nie może stwarzać zagrożenia dla pacjentów – mówi prof. Gut.

Przekonuje też, że dzięki szczepieniu można było uniknąć ognisk odry, które wybuchały w ostatnich latach. Niestety, zdarzały się one także w szpitalach, gdzie zgłaszali się z gorączką pacjenci, którzy przybyli do pracy w Polsce zza wschodniej granicy. Szczepienia na odrę wprowadzono w Polsce w 1975 r. Oznacza to, że lekarz w wieku ponad 45 lat może nie mieć odporności i zachorować na odrę, jeśli się nie zaszczepi.

Kolejną zapomnianą chorobą, która daje o sobie znać, jest krztusiec. – Po uzyskaniu odporności powinno się doszczepić w starszym wieku. Tylko jeśli populacja jest wyszczepiona i nie ma krztuśca, nie istnieje obawa o zakażenie seniorów – mówi prof. Gut.

Szczepienie to przywilej

Przeciwna wprowadzaniu szczepień przeciw grypie jako warunku pracy w ochronie zdrowia jest prof. Aneta Nitsch-Osuch. – Nigdy nie było w Polsce przymusu szczepień personelu. Wyjątek to szczepienia na ospę prawdziwą za czasów marszałka Piłsudskiego, ale wtedy było to konieczne ze względu na sytuację epidemiologiczną – przypomina.

O szczepieniach lekarzy woli mówić jak o obowiązku etycznym wobec pacjentów oraz przywileju. Jeśli nie korzystamy z tych dobrodziejstw, to dlatego, że pracownicy medyczni ulegają często takim samym błędnym przekonaniom i lękom jak reszta społeczeństwa – w aspekcie bezpieczeństwa i skuteczności szczepień, często też bagatelizują chorobę i nie widzą siebie w grupie ryzyka powikłań.

Co zrobić, by to się zmieniło? Prof. Nitsch-Osuch zapewnia, że są różnego rodzaju pozytywne mechanizmy, które przynoszą wyniki. – Gdy 10 lat temu zaczynałam pracę w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie, odsetek zaszczepionego przeciw grypie personelu medycznego był niski, a o szczepieniach niewiele się mówiło. Coroczne akcje bezpłatnych szczepień zaowocowały tym, że teraz szczepi się nawet 40% pracowników. To nadal mało, bo wg World Health Organization (WHO) powinno być 75%, ale dużo więcej niż średnia w Polsce, która wynosi 6% – mówi prof. Nitsch-Osuch.

Jak dodaje ekspertka, amerykańskie szpitale w celu poprawy odsetka zaszczepionych pracowników stosują metodę czterech kroków: edukacja, informacja, akcja i ewaluacja. W pierwszym etapie przeprowadzane są seminaria i szkolenia stacjonarne +/lub on-line. W drugim – przekazywana jest informacja, kiedy i gdzie można się zaszczepić. Proponowany termin akcji szczepień musi uwzględniać zmianowy charakter pracy personelu. Krok trzeci – akcja. Jej czas powinien być krótki (np. 2-3 tygodnie, co wystarcza do wykonania szczepienia również wtedy, gdy występują czasowe przeciwwskazania). Im bardziej szczepienia rozciągnięte są w czasie (np. od września do stycznia), tym mniej osób się zaszczepi. Odroczy decyzję i… w końcu zapomni.

W pierwszej kolejności, dając dobry przykład, powinno zaszczepić się kierownictwo placówki: ordynatorzy, dyrektorzy, zespół ds. zakażeń. Warto, aby ich szczepieniu towarzyszyło medialne nagłośnienie, zdjęcia i wywiady.

Po zakończeniu akcji konieczny jest krok czwarty, czyli podsumowanie wyników. Należy upowszechnić informacje, kto się szczepił częściej: lekarze czy pielęgniarki? Z których oddziałów? Czy odsetek zaszczepionego personelu był wyższy, czy niższy w porównaniu z poprzednimi sezonami?

Ważne są nagrody dla personelu tych oddziałów, które uzyskały najwyższe wskaźniki wyszczepialności. Prof. Aneta Nitsch-Osuch podaje przykład wieloprofilowego szpitala amerykańskiego. Pracownicy, którzy uzyskują najwyższe wskaźniki zaszczepienia w danym sezonie, otrzymują nagrodę: roczny bezpłatny abonament na parking przy szpitalu.

OPZG chce iść tym śladem. Postuluje, aby Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, które akredytuje szpitale, jeszcze bardziej zwracało uwagę na kwestię odsetka zaszczepionego personelu. – Trudno jednak zgodzić się z aktualnym wymogiem przyznania maksymalnej liczby punktów podczas procesu akredytacji tylko placówkom z odsetkiem zaszczepionego personelu rzędu 75%. To fikcja, trzeba być realistą i nagradzać dodatkowymi punktami tych, którzy się starają i krok po kroku dążą do sukcesu, bo nie przychodzi on łatwo ani z dnia na dzień – mówi prof. Nitsch-Osuch. – Trzeba przypominać, że odsetek zaszczepionego przeciw grypie personelu jest jednym ze wskaźników jakości opieki nad pacjentami.

OPZG organizuje też konkursy dla samorządów i szpitali. Najaktywniejsze placówki nagradza m.in. najwyższym laurem OPZG i tytułem Flu Fightera. Organizatorzy plebiscytu liczą, że NFZ doceni zwycięskie szpitale podczas podpisywania kontraktów i zaproponuje im wyższe stawki.

Na razie liderzy szczepień statuetki i dyplomy dumnie prezentują w gablotach i na stronach internetowych.

MAT-PL-2000646-1.0-08/2020