Spis treści

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem dzieciobójstwo oznacza zabicie własnego dziecka podczas porodu i pod jego wpływem i oba warunki muszą wystąpić łącznie

Rzecznik Praw Dziecka przedstawił dane, z których wynika, że liczba zabójstw dzieci w Polsce rośnie, a w 2013 roku, w porównaniu z poprzednim rokiem, zaobserwowano ponadstuprocentowy wzrost liczby tych przestępstw. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, czy rzeczywiście takich zdarzeń jest więcej, czy wzrost statystyk wynika z lepszej

wykrywalności. Na pewno problem zaistniał w świadomości społecznej, bo każdy ujawniony przypadek śmierci dziecka z rąk rodzica jest szeroko nagłaśniany medialnie. Bardzo często przy tej okazji pojawia się problem definicji. Osoby, które popełniły ten czyn, są często w mediach mylnie nazywane zamiennie dzieciobójcami bądź zabójcami dzieci. Tymczasem, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, dzieciobójstwo oznacza zabicie własnego dziecka podczas porodu i pod jego wpływem. Te dwa warunki muszą wystąpić łącznie, wówczas rozpatruje się ten czyn w kategoriach zabójstwa typu uprzywilejowanego i zgodnie z art. 149 Kodeksu karnego stosuje się karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Podkreśla się tu przede wszystkim konieczność wykazania skutku przyczynowo-skutkowego między zabójstwem a zakłóceniami równowagi psychicznej matki. Ojciec dziecka, który współdziała z kobietą zabijającą podczas porodu, odpowiada za zabójstwo pospolite z art. 148 Kodeksu karnego.

Termin dzieciobójstwo jest terminem kodeksowym, prawnym i, podobnie jak w przypadku innych zabójstw uprzywilejowanych, tylko sąd może się nim posługiwać.

Problemy z kwalifikacją czynu

Kodeksy innych krajów europejskich różnie traktują dzieciobójstwo. Niektóre, tak jak Wielka Brytania czy Szwajcaria, rozpatrują je, podobnie jak w Polsce, jako zabójstwo uprzywilejowane, albo tak jak Francja – jako kwalifikowany typ zabójstwa, za który może grozić nawet dożywocie. W Polsce za każdym razem sąd orzeka, czy zabójstwo jest uprzywilejowane, powołując biegłych, którzy pomagają zrozumieć motywy działania i ocenić, czy i na ile sytuacja porodu mogła wpłynąć na poczytalność rodzącej kobiety. Jeśli te dwa warunki nie są spełnione, kobieta odpowiada z artykułu 148 Kodeksu karnego, czyli jak za zwykłe zabójstwo.

Ustalenie, czy kobieta zabijająca podczas porodu swoje dziecko była poczytalna, jest sprawą niezwykle złożoną. Może o tym świadczyć fakt, że sądy zwykle powołują w podobnych sprawach wielu biegłych – zarówno psychologów, jak i psychiatrów, którzy pomagają ocenić, czy rozumiała ona ten czyn i czy miała zdolność pokierowania swoim postępowaniem. Jednym z takich budzących wątpliwości przypadków, który opiniowałam i w którym sąd ostatecznie nie dopatrzył się cech zabójstwa uprzywilejowanego, były głośne zabójstwa podczas porodu pięciorga dzieci, których ciała przechowywano w domowej zamrażarce.

Pięciokrotne zabójstwo

38-letnia kobieta, mieszkanka niewielkiej miejscowości na południu Polski, została oskarżona o pięciokrotne zabójstwo swoich nowo narodzonych dzieci. Do zdarzeń dochodziło w ciągu pięciu lat. Kobieta w tym czasie była już matką czwórki żyjących dzieci. Kolejne ciąże ukrywała nawet przed najbliższą rodziną. Podczas porodu zamykała się w łazience, nawet jeśli w mieszkaniu obecni byli domownicy. Rodziła bez pomocy, sama odcinała pępowinę, nowo narodzone dzieci topiła, a ich ciała zawijała w gazety, szmaty, worki foliowe i chowała w zamrażarce, po czym usuwała ślady zbrodni, myła łazienkę i wracała do codziennych czynności.

Sąd ostatecznie uznał, że wszystkie zabójstwa były zaplanowane, a kobieta podczas popełniania zbrodni była poczytalna i w sposób świadomy kierowała swoim postępowaniem. Zanim jednak się tak stało, zespół sędziowski wysunął pytania dotyczące stanu psychicznego kobiety – wiele z jej wypowiedzi trudno było zrozumieć. Na pytanie, dlaczego nie pozbyła się ciał – gdyby bowiem usunęła wszystkie dowody zbrodni, najpewniej uniknęłaby kary – kobieta odpowiadała, że nie mogła się z nimi rozstać, bo „to były przecież moje dzieci”.

Drugim budzącym wątpliwości wątkiem było przyznanie się jedynie do zabicia trójki dzieci. O dwójce pozostałych mówiła, że nie są jej potomstwem i że pojawiły się w jej domu w niewyjaśnionych okolicznościach. Zeznawała, że podrzucił je ktoś jeżdżący po miejscowości tajemniczym samochodem. Nie przekonywało jej potwierdzenie przez lekarzy w badaniu DNA, że cała piątka dzieci należała do niej. Sądowi trudno było zrozumieć, skąd wzięły się tak naiwne próby wyjaśnień kobiety sprawnej intelektualnie, u której nie wykryto żadnych uszkodzeń mózgu, z wykształceniem średnim, o dość wysokim ilorazie inteligencji, rozumiejącej zasady współżycia społecznego.

Trauma z przeszłości

Powołani biegli ustalili, że na zaburzenia osobowości kobiety wpływ miały zdarzenia z okresu adolescencji, a zwłaszcza tragiczna śmierć matki, która umierała na jej oczach, potrącona na drodze przez pijanego milicjanta.

Oskarżona była wówczas 14-letnią dziewczynką, która z dnia na dzień musiała nie tylko sama poradzić sobie z traumą po stracie matki, ale także przejąć w domu obowiązki dorosłej osoby – zająć się ojcem i dwójką młodszych braci. Weszła w tę rolę, nie mając przygotowania, z niezintegrowaną jeszcze osobowością. Zdobyła uznanie środowiska, które uważało, że poradziła sobie z obowiązkami domowymi, jednocześnie nie zaniedbując szkoły – dobrze się uczyła, zdała maturę, podjęła pracę zawodową. Z badań wynika jednak, że kobieta ma osobowość niedojrzałą, nieprzystosowaną emocjonalnie do pełnienia dorosłych ról społecznych.

Wcześnie wyszła za mąż – szukała bliskich relacji i ciepła, niestety związek był wyłącznie patriarchalny. To mąż podejmował wszystkie ważne decyzje, dysponował również pieniędzmi i od niego zależało, na co będą wydawane. Wątek finansowy był bardzo silny. Rodzina męża była w tej okolicy uznawana za majętną – prowadzili działalność gospodarczą, zatrudniając także kobietę. Jej wkład pracy nie był przez bliskich uznawany. Zarówno mąż, jak i jego rodzina uważała, że nic jej się nie należy, nie była nawet w domu zameldowana. Jej rolą, według norm ustalonych w tym środowisku, a zwłaszcza w tej rodzinie, było spełnianie obowiązków małżeńskich.

Ważnym, a jednocześnie nieprawdopodobnym wydaje się fakt, że małżonkowie nie korzystali z żadnej formy regulacji poczęć. Mężczyzna uważał, że jest to rolą kobiety. Jednocześnie tylko on decydował o momencie podjęcia aktywności seksualnej, bez względu na wolę żony. Po zajściu w ciążę z czwartym dzieckiem groził jej, że jeśli kiedykolwiek jeszcze zajdzie w ciążę, to ją wyrzuci z domu albo zabije. Jednocześnie mężczyzna do końca procesu utrzymywał, że nie wiedział o kolejnych ciążach, podobnie jak nie wiedział o nich nikt z otoczenia.

Dzieciobójstwo czy zabójstwo?

Wątek gróźb bardzo silnie musiał zaważyć na pierwszym z pięciu zabójstw. Groźby męża i wywieranie psychicznej presji zadecydowały, że kobieta zaplanowała zabójstwo pierwszego dziecka, ale była to sytuacja inna niż kolejne. Tego pierwszego zabójstwa kobieta nie pamięta dokładnie, musiała być pod wpływem bardzo silnych emocji, które zatarły zdolność percepcji. Te cechy towarzyszące pierwszej zbrodni najbardziej zbliżają ją do dzieciobójstwa. Czynniki psychologiczne, które mogą mieć wpływ na jego popełnienie, to między innymi obawa przed pogorszeniem stanu materialnego, groźby i zastraszanie czy ostracyzm społeczny. Mimo to nie miały one w opinii sądu decydującego znaczenia. Sąd potraktował je łącznie z kolejnymi czterema jako jeden ciąg zdarzeń, bo wszystkie były zaplanowane na długo przed rozpoczęciem akcji porodowej.

Kolejne zabójstwa różniły się jednak od pierwszego. Kobieta była do nich lepiej przygotowana. Za każdym razem na czas akcji porodowej zamykała się w łazience, zabierała ze sobą nożyczki, stare gazety i szmaty. Po porodzie topiła noworodka, ciało zawijała i ukrywała w zamrażalniku, myła łazienkę i wracała do przerwanych codziennych czynności. Z jej relacji zdarzenia wynikało, że najczęściej nie była w domu sama. Pamięta też dokładnie, jak zdenerwowała się, że ktoś może ją zobaczyć, kiedy usłyszała, że za drzwiami zadzwonił telefon. Osoba, która ma ograniczoną percepcję, nie odbiera takich zewnętrznych bodźców ani na nie nie reaguje. To był jeden z argumentów, który dowodził, że działała świadomie i miała ogląd sytuacji. Biegli wykluczyli u niej chorobę psychiczną i upośledzenie umysłowe, rozpoznając zaburzenia osobowości o typie osobowości niedojrzałej z cechami psychopatii.

Zupełnie inaczej zachowuje się dzieciobójczyni, czyli osoba, która dokonuje zabójstwa podczas i pod wpływem porodu. Działa ona zwykle pod wpływem emocji tak silnych, że aż ograniczających możliwość kontroli zachowania. Taka osoba ma zaburzony ogląd sytuacji i nie potrafi jej kontrolować. Emocje biorą górę nad intelektem, a osoby popełniające ten czyn bardzo często ex post nie są w stanie odpowiedzieć nie tylko, jaka była ich motywacja, ale również nie potrafią zdać relacji z całego wydarzenia. Potwierdza to przykład diagnozowanej przeze mnie dzieciobójczyni, która dodatkowo była upośledzona umysłowo. Kobieta zupełnie wyparła ze świadomości fakt bycia w ciąży, porodu oraz zabójstwa własnego dziecka. W sposób patologiczny była jedynie skupiona na wypadaniu jej brwi i rzęs. W tym przypadku sąd nie miał wątpliwości i orzekł, że kobieta popełniła czyn ścigany z art. 149.

W przypadku dzieciobójczyń błędem jest również próba odnalezienia wspólnego algorytmu dla wszystkich popełniających ten rodzaj zabójstwa. Z literatury przedmiotu wiemy, że nie zawsze dzieciobójstwu towarzyszy depresja ciążowa. Częściej przewija się tu motyw braku wyjścia, czyli bycia w głębokiej prostracji, która prowadzić może do zabójstwa altruistycznego – czyli myślenia „muszę cię zabić, bo nie masz przed sobą życia”, albo „muszę cię zabić, bo nie nadaję się na matkę”. Czasem mamy też do czynienia z samobójstwem rozszerzonym, któremu przyświeca motywacja zabicia siebie i dziecka, bo kobieta nie widzi przyszłości dla obojga.

Wnioski

Bardzo często sądy mają problem z jednoznaczną odpowiedzią, czy dany czyn nosił znamiona zabójstwa, czy dzieciobójstwa. Kryteria, które je różnicują, nie dają prostych wytycznych. O fakcie, czy zabójstwo zostało popełnione w trakcie porodu, decyduje sąd, ale ocena wpływu porodu na działanie sprawczyni leży w kompetencjach biegłych. Chodzi tu głównie o ocenę czynników determinujących fakt, że sytuacja porodu przekroczyła możliwości adaptacyjne rodzącej kobiety. Takim czynnikiem mogą być zaburzenia psychotyczne, upośledzenie umysłowe, ale także czynniki psychologiczne i sytuacyjne. Zawsze ta ocena jest bardzo złożona i trudna, rzadko wypowiadana w formie kategorycznej, jednak to sąd po przeanalizowaniu wszystkich informacji zawartych w opinii biegłych podejmuje decyzję, czy czyn powinien zostać bez żadnych okoliczności łagodzących zakwalifikowany jako zabójstwo.

★ ★ ★


Mgr Ewa Waszkiewicz,
psycholog, diagnosta, biegła sądowa

Od ponad 30 lat związana z Instytutem Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, pracowała przez blisko 20 lat w Klinice Psychiatrii Sądowej, a obecnie pracuje w Klinice Psychiatrycznej. Od początku swojej praktyki klinicznej powoływana jako biegła sądowa, także w sprawach dotyczących zabójstw dzieci. Przy wydaniu co najmniej kilkuset opinii, w sprawach zabójstw dzieci opiniowała kilkanaście razy, z tego tylko raz czyn został zakwalifikowany jako dzieciobójstwo.

Pierwszy artykuł:

Wydarzyło się w psychiatrii