Co znajdziesz w artykule?
Trzy ustawy z tzw. pakietu kolejkowego i pakietu onkologicznego przeszły przez parlament i obecnie czekają na podpis prezydenta. Kiedy od przyszłego roku wejdą w życie, mają poprawić dostęp do specjalistów wszystkim pacjentom oraz uprzywilejować pacjentów onkologicznych. Tak w skrócie można opisać działania rządowe.
O wątpliwym skróceniu kolejek i chaosie rozmawiamy z dr. Maciejem Hamankiewiczem, prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej
MT: Krytykuje pan tzw. pakiet kolejkowy. Czy widzi pan jakąś jego zaletę?
DR MACIEJ HAMANKIEWICZ: Jedną, bardzo wątpliwą. Dzięki centralnie prowadzonemu w NFZ rejestrowi kolejek, na wykonanie najbardziej obleganych operacji pacjenci nie będą zapisywać się do kilku kolejek jednocześnie. W rezultacie oficjalny czas oczekiwania np. na wszczepienie endoprotezy stawu biodrowego
skróci się z kilkunastu do kilku lat. Realnie nic się nie zmieni, bo ani operacji, ani osób wyleczonych od tego nie przybędzie. Sukces będzie czysto wizerunkowy, na papierze.
MT: A
M.H.: Wprowadzanie ustaw i rozporządzeń nazwanych pakietem kolejkowym, a tak naprawdę niezwiązanych z kolejkami i niepowodujących ich zmniejszenia. Tylko minister wyszedł z kolejki do… zwolnienia.
MT: Onkolodzy chcieli zmian.
M.H.: Znamienne, że to właśnie oni są proponowanymi rozwiązaniami oburzeni. Polskie Towarzystwo Onkologiczne z prof. Jackiem Jassemem na czele w grudniu ubiegłego roku zwróciło się do ministerstwa z sugestiami dotyczącymi diagnostyki onkologicznej. Niektóre propozycje minister sprytnie włączył do pakietu kolejkowego, jednak zniekształcając ich sens. Chociażby tzw. zielona karta onkologiczna wprowadzająca pierwszeństwo dla chorych z podejrzeniem nowotworu. Nie pomoże, a jedynie zwiększy chaos. Kuriozalnym pomysłem jest wręczanie pacjentom kart sugerujących „chyba ma pan nowotwór”. Karty narażą ludzi na niepotrzebną traumę, stygmatyzację i wizyty u psychologów.
MT: Minister twierdzi, że pakiet był od kwietnia konsultowany. Skąd więc taka ostra krytyka?
M.H.: Ale z kim był konsultowany i w jaki sposób? Na pewno nie można mówić o rzetelnych konsultacjach. Nie wysłuchano głosu ani samorządu lekarskiego skupiającego 170 tys. lekarzy i lekarzy dentystów, ani samorządu pielęgniarskiego zrzeszającego 300 tys. pielęgniarek i położnych. Rząd pozostał głuchy również na głos organizacji pacjenckich, które krytykowały rozwiązania w pakiecie. Na większość naszych poprawek zgłoszonych w czasie prac legislacyjnych strona rządowa reprezentowana przez ministra Bartosza Arłukowicza odpowiadała, że „stanowisko rządu jest negatywne”.
MT: Skrócenie kolejek to naczelne hasło wprowadzanych zmian. Dlaczego, pana zdaniem, to się nie uda?
M.H.: W jaki sposób miałoby się udać? Chory trafi do lekarza rodzinnego, ten wręczy mu tzw. kartę onkologiczną uprawniającą do obsługi poza kolejnością i skieruje do poradni specjalistycznej, np. gastroenterologicznej, gdzie już od dawna jest komplet oczekujących. Jeśli przyjdą dodatkowi pacjenci poza kolejnością, to lekarz, żeby ich przyjąć, może tylko przesunąć już zapisanych na później. Zielona karta pacjenta onkologicznego musi więc oznaczać wydłużenie kolejki dla pozostałych chorych, bo liczba specjalistów w danych dziedzinach jest stała i już obecnie pracują oni w maksymalnie dopuszczonych normach, czyli 7 godzin i 35 minut. Będzie to więc tylko szarpanie w różne strony zbyt krótkiej kołdry.
MT: Minister mówi o przeznaczeniu dodatkowych pieniędzy na realizację pakietu kolejkowego. Mają one pochodzić ze zwiększonych wpływów ze składki zdrowotnej do NFZ wskutek lepszej koniunktury gospodarczej. Czy nie uważa pan, że jeśli pojawią się dodatkowe pieniądze, pojawią się także lekarze chętni do pracy?
M.H.: Nie ma żadnej symulacji, z której by wynikało, że dodatkowy bodziec ekonomiczny zachęci np. specjalistów z zagranicy do przyjazdu do pracy w Polsce. Brak jakichkolwiek wyliczeń ze strony ministerstwa pokazuje, że obietnice te są mało poważne. Aktualne statystyki wyraźnie pokazują, że więcej lekarzy emigruje z kraju, niż przyjeżdża. Nawet studenci wyjeżdżający w ramach Erasmusa często już nie wracają. Przecież nie chodzi tu wyłącznie o zarobki, ale o to, że system, warunki pracy, chaos uniemożliwiają normalną, bezpieczną pracę w ochronie zdrowia. Zmiany wprowadzone przez parlament spowodują kolejny bałagan.
MT: Pakiet kolejkowy ma sprawić, że od podejrzenia choroby onkologicznej do leczenia minie nie więcej niż dziewięć tygodni. Dla pacjentów to konkret.
M.H.: Idealnie byłoby, gdyby diagnoza była gotowa od razu, najszybciej, jak to możliwe. Ale w Polsce mamy za mało specjalistów patomorfologów – jest ich 550 wykonujących zawód, wielu w wieku emerytalnym. Także samo rozpoznanie patomorfologiczne jest coraz bardziej skomplikowane. Nie widzę żadnej przesłanki, aby postulat szybkiej procedury diagnostycznej był realny.
Mało tego, jeśli chcemy wcześnie rozpoznawać nowotwory i inne choroby, to lekarzy rodzinnych trzeba wyposażyć w znacznie więcej narzędzi i skierować tam większe nakłady. Tymczasem minister mówi, że limity będą zniesione tylko u tych lekarzy, którzy mają odpowiedni wskaźnik wykrycia nowotworów. Poza tym NFZ będzie płacić dodatkowo w przypadku rozpoznania, a nie podejrzenia choroby. To zwykły populizm i demagogia.
MT: Świadczenia onkologiczne nielimitowane pod warunkiem dotrzymania jakości i terminu – to zły cel?
M.H.: Nasze stanowisko jest jednoznaczne – oczekujemy zniesienia limitów nie tylko na choroby onkologiczne, ale także inne ciężkie, śmiertelnie niebezpieczne. Limity obowiązują, bo na zabezpieczenie tych potrzeb nie starcza pieniędzy.
MT: Kolejne konkretne udogodnienie to możliwość zapisywania niektórych leków na receptę przez pielęgniarki.
M.H.: Czy pielęgniarki się zgodzą? Nie wiemy. Natomiast gdyby ministerstwo chciało faktycznie wprowadzić takie usprawnienie, wystarczą do tego programy komputerowe, którymi dysponują apteki. Aptekarz mógłby wydać lek stosowany w leczeniu choroby przewlekłej, np. cukrzycy.
MT: Czy pan zarzuca ministrowi brak szczerych intencji?
M.H.: Intencje ministra są szczere i jasne: chce on jak najdłużej być ministrem.
MT: Pakiet powinien być poprawiony, czy całkowicie odrzucony?
M.H.: Musiałaby mnie pani zapytać o poszczególne zapisy ustaw i rozporządzeń, abym mógł odpowiedzieć, czy wymagają poprawy, czy odrzucenia. Ten pakiet służyć miał poprawie wizerunku ministra zdrowia i sprawieniu, by pan premier go nie odwołał. Przy okazji minister przejął pełnię władzy nad ochroną zdrowia w Polsce. Wprowadził nowy sposób powoływania konsultantów, prezesa NFZ, dyrektorów oddziałów, zapewnił sobie bezpośredni wpływ na plany zdrowotne opracowywane przez wojewodów. Będzie je nadzorował i akceptował. Wszystko w jednych rękach. Fundamenty takiej polityki zbudował minister Mariusz Łapiński w rządzie SLD, a Bartosz Arłukowicz dokończył dzieła.
MT: A zapowiadał inaczej…
M.H.: Na XI Krajowym Zjeździe Lekarzy obiecywał demokratyzować system, rozbijać monopol NFZ. Słowa te całkowicie rozminęły się z czynami.
MT: Bartosz Arłukowicz powinien zostać zdymisjonowany?
M.H.: To już oceni premier.
MT: Czy przerzucając całą odpowiedzialność na lekarzy, minister poszedł na wojnę z nimi?
M.H.: Jeśli komuś wypowiedział wojnę, to przede wszystkim pacjentom, bowiem w nich uderza pakiet. My w każdych warunkach, nawet wojennych, będziemy pomagać pacjentom.
MT: Czy pakiet kolejkowy wpłynie na zaognienie relacji pacjent – lekarz?
M.H.: Niestety, atmosfera w gabinetach lekarskich pogorszy się. Pacjent nie będzie miał pretensji do ministra, tylko do lekarzy.
MT: Jaka będzie odpowiedź lekarzy?
M.H.: To raczej pacjenci powinni zabrać głos. Już raz stracili, kiedy przy okazji nowelizacji ustawy refundacyjnej wprowadzono rozwiązania, które zabrały im 2 mld zł należnej refundacji leków. Teraz także zabiera im się np. swobodny dostęp do dermatologów i okulistów.
MT: Nie będzie akcji protestacyjnej?
M.H.: Samorząd lekarski nie będzie prowadził strajku. Lekarze będą pracować zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej. ■
Następny artykuł:
Oczekujemy zniesienia limitów nie tylko na choroby onkologiczne