MT: Stosuje pan suplementację magnezem.


Dr Daniel Śliż:
Tak, w warunkach szpitalnych podajemy chorym dożylnie siarczan magnezu (MgSO4). Nie stanowi on, co prawda, fundamentu terapii, ale wspomaga leczenie podstawowe. Najczęściej czynimy to w sytuacjach krytycznych, gdy występują nasilone arytmie, POChP, ostre nerwobóle mięśniowe i spastyczne.


MT: Z jakim efektem?


D.Ś.:
Już po kilku godzinach u chorego widoczne jest zmniejszenie skurczu mięśni. Przy astmie następuje rozluźnienie mięśni

gładkich oskrzeli, choć mechanizm tego procesu nie do końca został poznany, a efekt działania samego magnezu jest trudny do oszacowania, gdyż zwykle jest adiuwantem do równolegle prowadzonego leczenia. Również u chorych z migotaniem przedsionków oprócz podawania elektrolitów i leków antyarytmicznych często łączymy potas z magnezem. Synergizm ich działania wynika z faktu, że potas i magnez to dwa jony, które prawie równocześnie wypłukują się z organizmu.


MT: Jak zbadać stężenie magnezu w organizmie i ustalić, kiedy potrzebna jest taka suplementacja?


D.Ś.:
To dla lekarzy problem. W przypadku potasu potrafimy ocenić precyzyjnie. Wiemy, że pierwiastek stanowi w organizmie fundament elektryczny dla komórki, a jego przemieszczanie się z komórki do osocza jest uporządkowane. Bywają jednak sytuacje kliniczne, kiedy mamy wysokie stężenie potasu zewnątrzkomórkowego, a w komórkach jest go mało, np. w kwasicy, kiedy jony wodorowe wypychają potas z komórki na zewnątrz. Na szczęście potrafimy to ocenić i zastosować odpowiednie dawki potasu.

Natomiast ocena stężenia magnezu jest bardziej skomplikowana. Na co dzień ten ważny pierwiastek potrzebny jest enzymom do katalizowania kilkuset procesów w organizmie, i to na niższych poziomach energetycznych komórki – jej szlakach sygnałowych. Dlatego diagnostyka jest mniej wiarygodna, bardziej rozmyta – pokazuje nam jedynie stężenie osoczowe magnezu, czyli to, co znajduje się poza układem komórkowym.

W tej sytuacji lekarz może jedynie domniemywać na temat faktycznego stężenia tego pierwiastka. Nie ma sztywnych wytycznych towarzystw naukowych, jak w przypadku morfologii, gdzie lekarz trzyma się określonych norm. Dlatego u pacjentów z niskim stężeniem osoczowym magnezu musimy go uzupełniać na podstawie pośredniej oceny klinicznej.


MT: Z czego wynika taki problem?


D.Ś.:
Magnez zewnątrzkomórkowy nie jest ściśle powiązany z tym wewnątrz komórek. Dowiedziono, że ponad 60 proc. tego pierwiastka umiejscawia się w kościach, reszta w mięśniach, a jedynie 1 proc. znajduje się w przestrzeni pozakomórkowej. Brakuje nam tanich i powszechnie dostępnych instrumentów diagnostycznych, które pozwoliłyby ocenić niedobór tego pierwiastka w komórce, co dla diagnostyki byłoby najważniejsze.

Problem również w tym, że nie potrafimy precyzyjnie zidentyfikować tych, którym ten pierwiastek jest faktycznie potrzebny. Natomiast potencjalni odbiorcy, którzy odnieśliby korzyści z jego stosowania, są poza naszą kontrolą. Nie za bardzo potrafimy ich wskazać.


MT: A na podstawie objawów?


D.Ś.:
Brak lub niedobór magnezu jest przyczyną mało specyficznych objawów. Obniżenie stężenia tego pierwiastka powoduje szereg dolegliwości – od rozdrażnienia aż po ciężkie zaburzenia rytmu serca w skrajnych postaciach. To jest cały wachlarz chorób. Najczęściej mamy u pacjenta do czynienia z tikami nerwowymi, skurczami mięśni. To jednak są oznaki, które mogą wskazywać na szereg różnych dolegliwości.


MT: Ale czy sygnalizuje to problemy zdrowotne?


D.Ś.:
Nie upatrywałbym w tym dramatycznych problemów zdrowotnych. Magnez bierze bowiem udział w kilkuset przemianach metabolicznych w naszych komórkach. Bardzo trudno uchwycić jedną szczególną chorobę, która byłaby charakterystyczną oznaką braku tego pierwiastka – wszechobecnego w organizmie. Natomiast wiadomo, że z powodu braku magnezu cierpią komórki nerwowe, bo nie są w stanie normalnie funkcjonować, co wiąże się z objawami zarówno w układzie neurologicznym, jak i w mięśniowym. Ten niedobór będzie się szybko manifestował w postaci wspomnianych tików, skurczu mięśni szkieletowych, ale cierpieć będzie też mięsień serca z powodu arytmii.


MT: Jakim zagrożeniem dla organizmu jest hipomagnezemia?


D.Ś.:
Hipomagnezemia wskazuje na deficyt tego pierwiastka, ale nie chodzi o stan zagrażający życiu. Może dawać objawy związane zarówno z funkcjonowaniem mięśni, jak i układu nerwowego oraz występować przy wszystkich procesach biochemicznych. Łagodna hipomagnezemia przebiega najczęściej bez żadnych objawów. Podstawą do uzupełniania magnezu powinny być stany zmęczenia, drżenie mięśni, bóle mięśniowe, bóle głowy, zwiększona drażliwość, jeśli nie można stwierdzić innych przyczyn tych objawów, a w zaawansowanej formie mogą pojawiać się wspomniane zaburzenia rytmu serca.


MT: Czy należy przepisywać magnez profilaktycznie, np. gdy pacjent mówi, że żyje w długotrwałym stresie?


D.Ś.:
Uważam, że warto prowadzić suplementację magnezu. Ponad 60 proc. naszej populacji przyjmuje za mało tego pierwiastka. Prowadzone kilka lat temu badanie WOBASZ wykazało, że najmniej magnezu spożywają kobiety – średnio 235 mg/24 h. Instytut Żywności i Żywienia zaleca 265 mg dla kobiet i 350 mg tego pierwiastka na dobę u osób powyżej 30. r.ż.

Standardowo powinniśmy zalecać suplementację każdemu pacjentowi, który ma widoczne objawy rozdrażnienia, odczuwa dysfunkcje układu mięśniowego, jest osłabiony i ma stwierdzoną arytmię. Praktyka kliniczna pokazuje, że magnez odgrywa ważną rolę w przypadku wspomnianego wcześniej migotania przedsionków. U pacjentów, u których stosujemy preparaty magnezowe, prawidłowy rytm serca utrzymuje się dłużej. Wielokrotnie też stwierdzaliśmy, że pomaga w utrzymaniu i stabilizacji kardiomiocytów, czyli funkcji mięśnia sercowego, ma znaczenie w profilaktyce miażdżycy, choroby niedokrwiennej serca i zawału. Natomiast wytyczne pulmonologów mówią wyraźnie, że magnez należy podawać w przypadku zaostrzenia astmy, przy chronicznym zapaleniu dróg oddechowych, jak również w okresie długotrwałego stresu lub przy intensywnym uprawianiu sportu, gdzie dochodzi do straty tego pierwiastka. To są stany, w których zachęcamy pacjentów do suplementacji magnezu. Sam stosuję magnez, bo mam dość stresującą pracę, piję wiele herbaty i kawy, które go wypłukują. Uczestniczę w biegach średnio- i długodystansowych i w okresie treningowym uzupełniam ubytki magnezu.


MT: Ale znaczenie ma też dobrze zbilansowana dieta.


D.Ś.:
Dieta ma ogromne znaczenie. Szczególnie bogate w magnez są rośliny strączkowe, pestki dyni, otręby pszenne, kasza gryczana, banany, orzechy i gorzka czekolada. Zgodnie z nową piramidą żywienia powinniśmy zachęcać pacjentów do komponowania diety z zasobów naturalnych, głównie roślinnych, gdzie tego pierwiastka powinno być najwięcej. Ale i tutaj rodzi się problem: nie jesteśmy w stanie zmierzyć ilości magnezu w danej roślinie, a warto byłoby to sprawdzić, bo z wielu publikacji wynika, że gleba w Polsce jest pod tym względem wyjałowiona. Zamiast magnezu jest w niej dużo glinu, co nie sprzyja jego wchłanianiu. Tym bardziej zalecamy go pacjentom z arytmiami chronicznymi, by wyprzedzać objawy choroby i aby nasycili organizm tym pierwiastkiem. Należy mieć na uwadze, że nawet przy zbilansowanej diecie magnez wchłania się zaledwie w 30 proc. Na jego słabą przyswajalność i zwiększone wydalanie wpływa konsumpcja słodyczy, alkoholu i wolnych kwasów tłuszczowych oraz niektóre diuretyki, także inhibitory kalcyneuryny.

Dlatego magnez trudno przedawkować, kiedy stosujemy go w normalnym rytmie suplementacyjnym – jedna-dwie tabletki na dobę. Jeśli nawet weźmiemy więcej, organizm sobie z tym poradzi. To nie jest środek, który ma wąskie okno terapeutyczne i określoną tolerancję. Jedynie w przypadku pacjentów dializowanych, z przewlekłą niewydolnością nerek (tubulopatie), byłbym ostrożny z suplementacją magnezową. W tych przypadkach przed rozpoczęciem suplementacji najpierw starałbym się oznaczyć przynajmniej osoczowe stężenie pierwiastka.


MT: Co świadczy o wchłanialności preparatu magnezowego?


D.Ś.:
Wchłanialność to kwestia fundamentalna, ale nie mamy wiarygodnych danych na ten temat. Nawet jeśli znajdujemy wytyczne towarzystw naukowych, mówią one ogólnie o preparacie magnezowym, a nie o konkretnym leku. Jedyne, co mogę sugerować, to przyjmowanie leków z magnezem. Dają pewność, że pacjent przyjmuje to, co rzeczywiście powinien otrzymać – ilość substancji czynnej zgodną z deklarowaną przez producenta. W leku otrzymujemy bardzo precyzyjną kontrolę dawki i jakości. W suplementach diety nie mamy takiej gwarancji.

Część lekarzy zaleca magnez chelatowany, ale nie ma wiarygodnych badań, dowodzących, że w takiej formie wchłania się lepiej niż pozostałe preparaty. Ale z drugiej strony nie mogę też powiedzieć, że się w ogóle nie przyswaja. To powinno stać się przedmiotem pogłębionych badań. Dlatego jeśli już polecać magnez, to na pewno taki, który jest produktem medycznym w postaci np. mleczanu magnezu. Jednak o ostatecznej suplementacji powinien zadecydować lekarz.