Co znajdziesz w artykule?
Co mogą zrobić lekarze, aby chronić pacjentów przed następstwami smogu – mówi dr hab. med. Henryk Mazurek, prof. nadzw., kierownik Kliniki Pneumonologii i Mukowiscydozy Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce-Zdroju.
Media bombardują nas informacjami o smogu. O tym, że nie jest to tylko chwilowo modny temat, a faktycznie zanieczyszczenie jest znaczne, świadczą obiektywne pomiary, np. rekordowe wartości zanieczyszczeń pyłowych (PM10) zmierzone 31 grudnia w Skale k. Krakowa, sięgające 979 µg/m 3 – przy normie WHO wynoszącej 50 µg/m 3 . Pełne porównanie tego, jak narastało zanieczyszczenie, nie jest jednak możliwe, ponieważ trudno dotrzeć do danych historycznych (o ile istnieją), a wyrywkowe informacje
dotyczą pojedynczych punktów pomiarowych.
Niekiedy zdarza mi się obserwować smog także w Rabce-Zdroju. Instytut, w którym pracuję, jest położony na górze, a droga z domu prowadzi przez dolinę Raby – najniżej położone miejsce Kotliny Rabczańskiej. Zdarza się, że w bezwietrzne dni w okolicy rzeki wjeżdżam w pasmo smogu, który jest od razu wyczuwalny i zauważalny, szczególnie w słoneczny dzień. Na szczęście jest to sporadyczne zjawisko.
Przyjrzyjmy się poszczególnym zanieczyszczeniom wchodzącym w skład smogu.
Najpoważniejszym zagrożeniem są zanieczyszczenia pyłowe. Te drobinki cząstek stałych zawieszone w powietrzu określane są skrótem PM i liczbą oznaczającą średnicę, np. PM 10 to pył, którego średnica nie przekracza 10 mikrometrów.
Wśród zanieczyszczeń stałych są też sadze, związki metali ciężkich oraz szczególnie toksyczne zanieczyszczenia w postaci policyklicznych węglowodorów aromatycznych zatrzymywanych na powierzchni cząstek stałych.
W skład smogu wchodzą też substancje gazowe – nieorganiczne związki, przede wszystkim tlenki siarki i azotu powstające w procesie spalania.
Jak wpływają one na zdrowie? Niestety nie ma wartości progowej oznaczającej obojętną dla organizmu ilość zanieczyszczeń – szkodzi każda.
Wspólnym mechanizmem działania zanieczyszczeń jest wpływ na miejscowe stany zapalne (układu oddechowego) i stany zapalne systemowe. Powstają one wskutek tzw. stresu oksydacyjnego, kiedy ekspozycja na ozon lub pyły przekracza możliwości ich neutralizacji przez naturalne mechanizmy antyoksydacyjne organizmu. Nadmiar rodników tlenowych powstających w komórkach organizmu aktywuje wiele kaskad enzymatycznych, których efektem jest uruchomienie mechanizmów prozapalnych – w miejscu osiadania pyłów na śluzówkach – oraz systemowych.
Najbardziej widoczne są objawy ze strony układu oddechowego, które pojawiają się nawet po chwilowych wzrostach stężeń w powietrzu. Zakończenia nerwowe śluzówki układu oddechowego są podrażnione, pojawia się kaszel, nadprodukcja wydzieliny oraz predyspozycja do zakażeń.
Szczególnie wrażliwe są osoby z przewlekłymi chorobami układu oddechowego, przede wszystkim z astmą, a także przewlekłymi stanami zapalnymi oskrzeli. Poza tym czynniki oksydacyjne zawarte w smogu prowadzą do wzrostu ciśnienia krwi, zaburzenia mikrokrążenia, nasilenia procesów krzepnięcia i przyspieszenia procesów miażdżycowych. W konsekwencji przekłada się to na zwiększoną umieralność z powodu chorób układu oddechowego lub krążenia – skutkiem smogu mogą być częstsze zgony.
Które składniki smogu szkodzą najbardziej? Odpowiedź jest trudna, ponieważ poszczególne związki nie występują w izolacji.
Niemniej jednak epidemiolodzy obliczyli, jak wzrost poszczególnych zanieczyszczeń o 10 µg/m 3 powietrza przekłada się na wzrost ryzyka zgonu. Okazuje się, że każdemu 10 µg/m 3 dodatkowego stężenia cząstek węgla (czyli sadzy) odpowiada wzrost ryzyka zgonu o 5 proc.
Dobrze udokumentowano też wpływ na zdrowie najdrobniejszych pyłów PM 2,5. Według WHO odpowiadają one za 3 proc. chorób układu krążenia i 5 proc. nowotworów.
Obecnie szczególną uwagę zwraca się na cząsteczki ultradrobne o średnicy poniżej mikrona (PM 0,1). Zanieczyszczenia te mogą być wchłaniane nie tylko w obrębie dolnych dróg oddechowych, lecz także w obrębie pola węchowego, w bezpośrednim sąsiedztwie centralnego układu nerwowego. W ostatnich latach pojawiły się badania wykazujące, że ekspozycja na te zanieczyszczenia ma związek z przyspieszeniem demencji, chorób Parkinsona i Alzheimera.
To pokazuje, że zanieczyszczenia mogą stwarzać zagrożenia, których dotychczas nawet nie podejrzewaliśmy.
Jednym z bardziej szkodliwych zanieczyszczeń są cząstki pochodzące ze spalin silników wysokoprężnych. Mają one rdzeń węglowy, na którym zaabsorbowane są różnego rodzaju związki organiczne, przede wszystkim kancerogenne policykliczne węglowodory aromatyczne. Wdychanie tych spalin przez chorych na astmę prowadzi do zaostrzenia choroby, a długotrwała ekspozycja – do częstszych nowotworów układu oddechowego, głównie raka.
Niektórym smog szkodzi bardziej: kobietom ciężarnym, dzieciom oraz osobom starszym.
W przypadku kobiet ciężarnych ekspozycja na zanieczyszczenia może wpłynąć na mechanizmy metylacji genów – najlepiej poznany mechanizm epigenetyczny. W okresie płodowym może zaburzać funkcjonowanie mechanizmów immunologicznych rozwijającego się dziecka. Może także pogarszać sprawność łożyska, prowadząc do poronienia, porodu przedwczesnego, a także niskiej masy urodzeniowej dziecka.
Pionierem badań w tej dziedzinie był prof. Wiesław Jędrychowski, który w pracy opublikowanej w 2004 roku wykazał, że kobiety ciężarne, które były narażone na 50 µg/m 3 pyłów PM 2,5, rodziły dzieci o 140 g mniejsze, niż kobiety, które oddychały czystym powietrzem o zawartości PM 2,5 rzędu 10 µg/m 3 .
Obecnie badacze akcentują, że szkodliwe działanie zanieczyszczeń w okresie kształtowania się płodu może się ujawniać nie tylko w okresie okołoporodowym, lecz także podnosić ryzyko wystąpienia chorób odległych, np. chorób układu krążenia w wieku dorosłym, chorób płuc czy cukrzycy.
Smog jest także wyzwaniem dla pediatrów. Dzieci cechują się większą wentylacją przypadającą na masę ciała, co powoduje, że w przeliczeniu na kilogram masy ciała deponują znacznie więcej zanieczyszczeń niż dorośli. Kiedy spędzają czas aktywnie na zewnątrz, wentylacja płuc się zwiększa i do układu oddechowego wprowadzana jest jeszcze większa ilość zanieczyszczeń. Dodatkowo dzieci mają krótsze drogi oddechowe, a także niedojrzałe systemy detoksykacji. Podczas schorzeń górnych dróg oddechowych oddychają przez usta, więc nos nie filtruje znacznej części dużych cząstek zanieczyszczeń. Wszystko to powoduje, że szkodliwe efekty są bardziej nasilone i widoczne u dzieci niż u dorosłych.
Z kolei jeśli chodzi o osoby w starszym wieku, to większe zagrożenie wynika m.in. z mniejszej sprawności układu immunologicznego, szczególnie jeśli występują u nich dodatkowe choroby, zwłaszcza układu krążenia.
Jak my lekarze, a zwłaszcza pediatrzy, możemy ograniczyć następstwa smogu? Zważywszy, że zanieczyszczenia są odpowiedzialne nie tylko za zaostrzenia przewlekłych chorób układu oddechowego, lecz także schorzenia odległe, jako lekarze powinniśmy bezwzględnie bronić czystego powietrza. Powinniśmy ostrzegać chorych przed przebywaniem na zewnątrz w okresie zwiększonego zanieczyszczenia. Warto też promować wyjazdy (choćby weekendowe) w miejsca, gdzie powietrze jest czyste.
Jeśli to niemożliwe, konieczne jest ograniczenie przebywania na zewnątrz, a zwłaszcza wysiłku. Bardzo ważne jest zwrócenie uwagi naszym pacjentom, aby wykonywali wdech przez nos, a nie przez usta. Warto też propagować korzystanie z maseczek, które jest wręcz konieczne w czasie niedrożności nosa. Moje wnuki, które mieszkają w Krakowie, podobnie jak wiele dzieci w tym mieście, regularnie pokonują w nich drogę do przedszkola, ale w innych miastach nie jest to jeszcze rozpropagowane.
Nie stosujmy maseczek chirurgicznych, które zatrzymują mniej niż połowę zanieczyszczeń pyłowych, i to tylko przez ograniczony czas. Znacznie bardziej skuteczne są maseczki antysmogowe, wyposażone w filtry HEPA zatrzymujące zanieczyszczenia pyłowe, i filtry węglowe, zatrzymujące również zanieczyszczenia gazowe.
Jako lekarze domagajmy się rzetelnego informowania o zanieczyszczeniach powietrza. Nie można, jak obecnie, zwracać uwagi tylko na rekordowe przekroczenia w poszczególnych miastach. Najważniejsze są średnie stężenia. To istotna różnica dla zdrowia, czy mamy do czynienia z pojedynczym wystrzałem na tle tolerowalnych stężeń, czy też ze zwyżką i tak stale przekroczonych norm. Szacunki powinny być dokładniejsze i łatwo dostępne, np. stężenia PM 2,5 oraz dwutlenku siarki mogłyby być podawane wraz z komunikatami dla alergików.
Stacji pomiarów powinno być więcej i powinny być zlokalizowane proporcjonalnie w stosunku do liczby mieszkańców. W Rabce nie możemy umieścić stacji tylko na dnie kotliny lub tylko na szczycie góry, bo otrzymamy skrajnie różne wyniki. Umieszczenie stacji w różnych miejscach pozwoliłoby różnicować stężenia zanieczyszczeń lokalnie i regionalnie, m.in. w miejscowościach, które służą do rehabilitacji i wypoczynku.
Trzeba uwzględniać normy.
Może nadszedł czas, aby zweryfikować przyjęte w Polsce normy. Norma WHO dopuszcza maksymalne średnio dobowe stężenie PM 10 w wysokości 50 µg/m 3 , a przekroczenie to nie może być częstsze niż trzy razy w roku. Wiele krajów podwyższyło sobie normę do 100 mg, USA nawet do 150. Natomiast w Polsce w tej chwili poziom ostrzegania o zagrożeniu wynosi 200 µg/m 3 , a alarmowy 300 mg – sześć razy więcej niż WHO uznała za maksymalnie dopuszczalny.
Walka o czyste powietrze się opłaci, ponieważ udowodniono, że redukcja zanieczyszczeń przynosi dobre efekty dla zdrowia. W dużym badaniu prospektywnym szwajcarscy badacze zaobserwowali korzystny wpływ redukcji narażenia na PM10 na związane z wiekiem tempo spadku wskaźników spirometrycznych. Z danych tych wynikało, że zmniejszenie narażenia o 10 µg/m 3 w okresie 11 lat zwalnia spadek FEV1 o 9 proc., a w odniesieniu do przepływów w drobnych drogach oddechowych – nawet o 16 proc.
Z kolei Amerykanie obliczyli, że średnie zmniejszenie długoterminowej ekspozycji na PM 2,5 o 10 µg/m 3 wydłużyło oczekiwane przeżycie o 0,61 roku.
Podczas dyskusji o smogu często pada argument, że dużo groźniejsze niż smog jest palenie tytoniu. Wyliczono, że przeciętny palacz wypala 5,1 tys. papierosów rocznie oraz że mieszkańcy dużych miast inhalują ilość zanieczyszczeń równoważną wypaleniu ok. tysiąca papierosów. Oznacza to, że ekspozycja na dym papierosowy stanowi dla osoby palącej pięciokrotnie większe zagrożenie niż na smog. O ile jednak palacz może w dowolnej chwili rzucić palenie, o tyle od zanieczyszczeń smogowych nie możemy uciec. Jesteśmy więc zmuszeni szkodzić własnemu zdrowiu.
Następny artykuł: