Spis treści
- Joanna Szeląg, ekspert Federacji Porozumienie Zielonogórskie i Kolegium Lekarzy Rodzinnych
- Prof. dr hab. med. Alicja Chybicka, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego
- Marek Michalak, rzecznik praw dziecka
- Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia
- Agnieszka Jankowska-Zduńczyk, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej
- Prof. nadzw. dr hab. med. Elżbieta Pac-Kożuchowska, konsultant wojewódzki w dziedzinie pediatrii województwa lubelskiego
Joanna Szeląg, ekspert Federacji Porozumienie Zielonogórskie i Kolegium Lekarzy Rodzinnych
Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby biurokracja poprawiła w jakikolwiek sposób jakość leczenia. Książeczka zdrowia jest dublowaniem dokumentacji, a od wypełniania papierów nie poprawia się jakość, lecz ubywa czasu lekarzom. W dobie informatyzacji, kiedy wszystko idzie w kierunku elektronicznego przepływu informacji, drukujemy 400 tys. 68-stronicowych książeczek. To nieporozumienie.
Słyszałam taką
wypowiedź, że dzięki książeczkom dzieci nie będą umykały spod opieki. Tylko że książeczka z dzieckiem do lekarza nie przyjdzie. To, że rodzic dostanie ją do ręki, niewiele zmieni w jego podejściu do opieki zdrowotnej potomstwa. Pomógłby nam dostęp do dokumentacji elektronicznej. Gdyby funkcjonowała platforma elektroniczna, każdy lekarz, do którego trafi dziecko, miałby wiedzę na temat szczepień, przyjmowanych leków czy uczuleń. Widziałby o przebytych chorobach i przyczynach hospitalizacji. Natomiast wpisywanie tego w dokumentację własną, a później przepisywanie do książeczki mija się z celem. Warto postawić pytanie, co zrobić z pacjentem, który nie przyniesie książeczki. Czy mamy w takiej sytuacji odesłać go do domu?
Książeczka jest pełna szczegółowych danych nieprzystających do współczesności. Jest to próba stworzenia iluzorycznego poczucia bezpieczeństwa. Wysiłki powinny zmierzać raczej w tym kierunku, aby opracować w końcu elektroniczny system przepływu informacji.
Prof. dr hab. med. Alicja Chybicka, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego
Obecnie jest tak, że już po roku życia dziecka nikt nie wie, w jakim stanie się urodziło, co działo się przy porodzie oraz kto i jak je w ciągu ostatnich 12 miesięcy leczył. Owszem, wprowadzenie książeczki zdrowia dziecka dla lekarzy POZ oznacza większy biurokratyczny wysiłek, ale trzeba go podjąć dla dobra dziecka. Myślę, że lekarze rodzinni jednak się nad tym pochylą i w jakiś sposób wygospodarują czas. Wiem, że jest go zbyt mało, wiem, że lekarzy również jest za mało, ale z całym szacunkiem, dla mnie, jako pediatry, dobro dziecka jest najważniejsze.
Nowe książeczki zdrowia dziecka są maksymalnie uproszczone, stawia się tylko krzyżyki i wpisuje daty, co sprawia, że nie są one aż tak czasochłonne.
Argument, że jest to krok wstecz, jest nietrafiony. Cyfryzacji jak dotąd nie ma. Moglibyśmy mówić o cofaniu się, gdyby dokumentacja cyfrowa już funkcjonowała. Trzeba też mieć świadomość, że w sytuacji, kiedy zostanie w końcu uruchomiona platforma e-zdrowie, natychmiast zostanie wdrożona cyfrowa wersja książeczki zdrowia dziecka. Na czas przejściowy dla dobra dzieci trzeba im założyć papierowe. Ministerstwo Zdrowia ma na to pieniądze i, trzeba to jasno powiedzieć, nie będą one wyrzucone w błoto. Dobrze poprowadzone dziecko mniej choruje, a żeby to osiągnąć, lekarz, do którego trafi, musi wiedzieć wszystko, co jest związane z wcześniejszymi diagnozami i z wcześniejszym leczeniem.
Czasem zdarza się, że matki o różnych kwestiach nie pamiętają albo mogą coś pomylić. Nie można opierać się na ich wiedzy. Musi być wpis lekarski. Podnoszony jest również problem, że matki mogą zgubić książeczkę. To prawda, i dziecko wtedy poniesie szkodę. Nie wszyscy rodzice są aniołami, ale zdecydowana większość będzie dbać, aby mieć książeczkę podczas każdej wizyty z dzieckiem u lekarza.
Marek Michalak, rzecznik praw dziecka
Książeczka zdrowia dziecka jest bardzo istotnym elementem systemu monitorowania losów dziecka. Zarówno ona, jak i wprowadzone standardy okołoporodowe są dwoma z trzech kluczowych elementów uszczelniania systemu, o które skutecznie zabiegałem. Aktualnie konieczne jest zintensyfikowanie prac nad wdrożeniem standardów opieki pediatrycznej, które określą m.in., kiedy i jakie badania należą się dzieciom. Jednolite uregulowania wzmocnią opiekę medyczną nad dziećmi, jednocześnie najmłodsi pacjenci „nie zgubią się” w systemie.
Nadanie książeczce rangi państwowej dokumentacji medycznej pozwoli na gromadzenie w sposób jednorodny informacji o stanie zdrowia dziecka, przebiegu jego leczenia, szczepieniach, badaniach bilansowych czy przebytych zabiegach. Zwłaszcza w sytuacjach nagłych będzie to ogromna pomoc dla lekarzy, ponieważ, jak pokazuje praktyka, szybki dostęp do informacji o stanie zdrowia i przebiegu dotychczasowego leczenia często ma istotny wpływ na ratowanie ludzkiego życia.
Dotychczas książeczka była jedynie elementem dobrej praktyki oddziałów noworodkowych. Jednak jej forma i zawartość były różne, a informacje o stanie zdrowia dziecka nierzadko pozostawały tylko w wewnętrznej dokumentacji poradni czy oddziału szpitalnego. Dziecko musi mieć zapewniony najwyższy standard opieki medycznej. Gdy nagle trafia do szpitala, rodzice nie zawsze pamiętają, czy i kiedy było szczepione, nie potrafią przypomnieć sobie nazw leków, jakie dziecko zażywało itp. Są to istotne informacje, których przekazanie nierzadko ratuje życie. Książeczka to również ważny element zapobiegania zjawiskom przemocy i zaniedbywania dziecka (terminowość zgłoszeń na badania kontrolne, powtarzające się drobne urazy, wykonanie zaleceń lekarza itp.). Pomoże ona monitorować losy dziecka już od urodzenia, m.in. pod kątem zapewnienia mu właściwej opieki medycznej. To także ważny element profilaktyki. Dzięki niej rodzice czy opiekunowie będą mieli wiedzę, jakich świadczeń i na jakim etapie rozwoju mogą domagać się dla swojego dziecka.
Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia
Od lat słyszymy, że idziemy w kierunku dokumentacji elektronicznej. Były zapowiedzi, że pacjent będzie miał swój portal, miejsce, do którego będzie miał, podobnie jak lekarz, dostęp. Elektronika ma nam pomóc, aby dokumentacji papierowej było jak najmniej. Przyjmujemy zatem książeczkę zdrowia dziecka, która zawiera ponad 60 stron, jako zaprzeczenie idei informatyzacji. Jest to kolejny przejaw papierologii, obciążenia lekarza biurokratycznymi obowiązkami. Dzisiaj odnotowuję wszystko we własnej dokumentacji oraz w sprawozdawczości do NFZ. Od stycznia będę wszystko wpisywała po raz trzeci.
Nie jesteśmy przeciwni udostępnieniu informacji dla pacjenta, tylko formie, w jakiej ma to być przekazywane. Mamy w tej chwili ZIP, gdzie pacjent może sprawdzić wizyty, kontrole. W jakim celu tworzony jest kolejny papier?
Jestem pediatrą już wiele lat. Rzeczywiście jest grupa pacjentów dbających o posiadanie książeczki szczepień, która nie jest obligatoryjna. Doświadczenie pokazuje jednak, że im dziecko starsze, tym mniej tych książeczek na bilanse i szczepienia jest przynoszonych.
Z książeczką mamy jeszcze jeden problem. Jest wpisana w rozporządzeniu jako dokument obligatoryjny. Oznacza to, że jeśli matka, zabierając dziecko na szczepienie, zapomni jej, to w świetle rozporządzenia dziecko nie zostanie zaszczepione. Obecnie mamy taki dokument jak karta uodpornień, gdzie wszystkie szczepienia są odnotowywane. Nawet jeśli książeczka zostanie zgubiona, to bez większego problemu można dane dla rodziców skopiować.
Książeczka zaczyna obowiązywać od 1 stycznia. Nie budzi wątpliwości, że dzieci urodzone po tym terminie będą na oddziałach taką książeczkę dostawały. Nie otrzymałam jednak odpowiedzi, co z dziećmi i młodzieżą podlegającą pod nadzór profilaktyczny jeszcze przed 1 stycznia. Czy tym pacjentom również będzie wydawana książeczka, czy będzie ona uzupełniana, kto to zrobi, czy też pozostaną na takim statusie jak dzisiaj? Poza tym co się stanie, jeśli matka zgubi książeczkę lub zostanie ona zniszczona? Czy będzie odtwarzana? Jeśli zostanie zgubiona, to dziecka nie będziemy szczepić? Pytań jest wiele, zaś odpowiedzi brak.
Średnio rocznie rodzi się w Polsce 400 tys. dzieci. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko noworodki urodzone w 2016 roku i przyjmiemy, że wydanie książeczki będzie kosztowało 10 zł, są to 4 mln zł. Może lepiej te pieniądze spożytkować na zakup dobrych skojarzonych szczepionek, a nie na papier, który połowa rodziców wrzuci do szuflady i zapomni, że coś takiego jak książeczka zdrowia dziecka w ogóle istnieje?
Agnieszka Jankowska-Zduńczyk, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej
Wychodzę z założenia, że dokumentacja medyczna powinna być maksymalnie uproszczona, zarówno w sensie informacyjnym z punktu widzenia pacjenta, jak i organizacyjnym i wykonawczym z punktu widzenia lekarza. Dublowanie dokumentacji medycznej ma sens, kiedy jest to uzasadnione rzeczowymi, praktycznymi argumentami. W przypadku tej książeczki, w której z założenia mamy duplikować informacje z dokumentacji medycznej indywidualnej, ciężko takie uzasadnienie znaleźć.
Problem polega na tym, że mnie jako konsultanta krajowego w dziedzinie medycyny rodzinnej nikt nie zapytał o opinię. Jestem zażenowana takim sposobem pracy nad dokumentacją medyczną. Przecież to właśnie specjaliści medycyny rodzinnej, realizujący zadania wynikające z umów z NFZ, prowadzą badania bilansowe oraz sprawują opiekę nad dziećmi w ramach podstawowej opieki zdrowotnej.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dokumentowanie udzielanych świadczeń jest bardzo istotne, ale nie może utrudniać realizacji zadań najważniejszych, czyli badania pacjentów. Dla nas każda minuta jest cenna. Z punktu widzenia praktyka, który po przyjęciu przez kilka godzin kilkudziesięciorga dzieci właśnie wyszedł z gabinetu, nie dostrzegam uzasadnienia dla poświęcania czasu na przepisywanie dokumentacji lekarskiej. Liczę, że minister zdrowia jeszcze raz pochyli się nad tym rozporządzeniem i uracjonalni dokumentację medyczną w zakresie książeczki zdrowia dziecka. O to będę wnosiła.
Prof. nadzw. dr hab. med. Elżbieta Pac-Kożuchowska, konsultant wojewódzki w dziedzinie pediatrii województwa lubelskiego
Uważam, że książeczka zdrowia dziecka jest dokumentem nie tylko potrzebnym, ale niezbędnym – dającym możliwość nadzoru nad stanem zdrowia dziecka, nadzoru nad działaniami profilaktycznymi. Jest dokumentem, w którym wpisywane są ważne dane, dotyczące szczepień, przebytych chorób, w tym zakaźnych, oraz te określające prawidłowy rozwój fizyczny dziecka (waga, wzrost).
Książeczka, wędrując z pacjentem, ułatwia stały i jednolity nadzór nad nim. Jako konsultant wojewódzki dążę do zwiększenia liczby specjalistów z zakresu pediatrii. Bo to oni, nadzorując opiekę nad pacjentem w wieku 0-18 lat, wpływają na zdrowie przyszłych pokoleń. To pediatrzy widzą potrzebę posiadania jednolitej, standardowej dokumentacji medycznej pod postacią książeczki zdrowia. Powinniśmy zadbać o przywrócenie jej do łask i uświadamiać rodzicom i lekarzom POZ, jak ważny jest ten dokument i jego prawidłowe prowadzenie. Myślę, że mimo dodatkowego obowiązku wypełniania książeczki ułatwi ona również pracę lekarzom rodzinnym, sprawującym opiekę nad dzieckiem.

Dawka N2O
Następny artykuł: