Spis treści

Jak radzić sobie z chronicznym stresem, jak mądrze rozładowywać emocje związane z codziennym ocieraniem się o śmierć

Niegdyś uważano, że ciągła ekspozycja na stres w pracy jest główną przyczyną wypalenia zawodowego. To prawda, ale gdyby to był jedyny powód, wówczas wszyscy bylibyśmy sfrustrowani i wypaleni. Bowiem kto w dzisiejszych czasach nie jest narażony na stres? Wielu badaczy wskazuje, że wypalenie zawodowe jest wypadkową różnych zmiennych podmiotowych, m.in. kompetencji

interpersonalnych, umiejętności korzystania z adekwatnych do sytuacji sposobów redukowania napięć itp. Wskazuje się również na ogromne znaczenie cech osobowości, które wyznaczają preferowane przez jednostkę zachowania, w konsekwencji mogące być stymulatorem zaburzeń psychofizycznych.

Praca lekarzy związana jest z ciągłą ekspozycją na różne emocje i oczekiwania ze strony pacjentów i ich rodzin, co w istotny sposób weryfikuje ich predyspozycje do wykonywania tego typu zawodu.

Prof. Christina Maslach, zajmująca się problemem wypalenia zawodowego wśród pracowników medycznych, kładzie szczególny nacisk na czynniki interpersonalne między udzielającym pomocy i otrzymującym pomoc. Prof. Maslach podkreśla, że poważnym problemem w grupie zawodowej lekarzy jest niska odporność na stres związany z ciągłym oczekiwaniem od lekarza (ze strony chorych i ich bliskich) kompetencji, dyspozycyjności, a czasami nawet cudu. Mówi ona nawet o sytuacjach, gdzie problemy interpersonalne wskazują, że człowiek wybrał nieodpowiedni zawód.

Onkolodzy – grupa szczególna

Wśród lekarzy wyjątkową grupą narażoną na wypalenie zawodowe są specjalizacje związane z pracą z pacjentami cierpiącymi na choroby przewlekłe o niepewnym rokowaniu, m.in. onkolodzy. W pracy doświadczają nie tylko typowych dla swojego zawodu obciążeń, ale mają do czynienia ze swoistymi stresorami. Konfrontacja z niewystarczająco skuteczną terapią, z cierpieniem i śmiercią pacjentów, dramatem wielu rodzin, wymaga od lekarza ciągłego zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego oraz fizycznego. Niestety, nikt nie uczy lekarzy, jak radzić sobie z tak wyjątkowym obciążeniem, jakim jest ciągłe obcowanie z problemami granicznymi.

A wiec każdy radzi sobie, jak potrafi.

W latach 70. XX wieku prof. Philip Zimbardo przeprowadził słynny eksperyment stanfordzki, w którym chętnych studentów podzielił na dwie grupy – więźniów i strażników. Zachowania prezentowane przez strażników przeszły najgorsze wyobrażenia. Przemoc, upokorzenia kolegów będących w grupie więźniów stały się podstawą zachowań zaradczych młodych ludzi, którzy mieli utrzymać porządek. Eksperyment obserwowała wspomniana już prof. Maslach, wówczas doktorantka prof. Zimbardo, i z przerażeniem analizowała zachowania jego uczestników. To ona wymusiła na prof. Zimbardo wcześniejsze zamknięcie eksperymentu. Paradoksalnie eksperyment stanfordzki ukazał złożoność ludzkiej natury. Otóż okazało się, że w pewnych szczególnych sytuacjach natura ludzka może ulec tak dramatycznej przemianie, że człowiek zaczyna zachowywać się irracjonalnie, autodestrukcyjnie, bezmyślnie, a nawet antyspołecznie.

Prof. Maslach wykorzystała wiedzę z eksperymentu do wyjaśnienia powagi problemu deformacji zachowań personelu medycznego. Jej zdaniem lekarz, który zostaje wdrożony w machinę ochrony zdrowia – pomoc pacjentom, biurokrację, nie zawsze odpowiednie warunki socjalne – podlega działaniu wielu bodźców, niekoniecznie bezpiecznych dla jego zasobów zaradczych, i siłą rzeczy musi sobie z nimi radzić tak, jak potrafi.

Nie mając wystarczających umiejętności, np. interpersonalnych, zaczyna wypracowywać w sobie mechanizmy obronne i środki zaradcze, które wcale nie muszą być ani właściwe, ani bezpieczne. Skoro jednak na krótką metę działają, to bezrefleksyjnie są powtarzane w każdej podobnej sytuacji. Z czasem zaczynają przeważać wyuczone schematy myślenia, które nie dopuszczają do głosu refleksji i zdrowego rozsądku.

Jak rozpoznać?

Trzeba pamiętać, że lekarzowi często bardzo trudno jest rozpoznać u siebie syndrom wypalenia zawodowego. Zwykle zaczyna się od przemęczenia, ale pułapka jest w tym, że dziś każdy jest przemęczony. W dzisiejszych czasach wszyscy wszystko tłumaczą stresem, bagatelizując symptomy, które w konsekwencji mogą być niebezpieczne. Trudno dostrzec, że coraz trudniej nam zasnąć pomimo wyczerpania, że jeśli już uśniemy, budzimy się rano zmęczeni. Symptomatyczne są także przewlekłe bóle głowy, bóle kręgosłupa i bóle gastryczne. Stajemy się coraz bardziej rozdrażnieni, cyniczni, drażnią nas ludzie, zaczynamy mieć konflikty w małżeństwie, sięgamy po alkohol wieczorem, bo tylko tak potrafimy się odprężyć. Bardzo często wypaleniu zawodowemu towarzyszą choroby somatyczne, np. nadciśnienie, ale często też depresja, brak energii życiowej, chroniczne zniecierpliwienie.

Pewien kolega onkolog powiedział mi kiedyś, że może słuchać pacjentki najwyżej minutę, potem mógłby zabić…

Jednym z niepokojących symptomów przewlekłego stresu jest dążenie do szybkiego, nierzadko bezmyślnego, rozładowania napięcia, np. w postaci alkoholu, środków odurzających, przelotnych romansów. W efekcie odprężenie jest chwilowe. Pozostaje uczucie niespełnienia, a czasami poważniejsze konsekwencje, np. alkoholizm.

Każdy człowiek dysponuje określonymi narzędziami zaradczymi. Im większe deficyty, tym poważniejsze konsekwencje. Istnieją badania, które w oparciu o obrazowanie aktywności umysłowej wskazują, że nieumiejętne radzenie sobie z emocjami upośledza funkcjonowanie pamięci, ogranicza odczuwanie pozytywnych emocji i generuje zachowania agresywne. Nie możemy więc ignorować faktu, że nasze zachowania mają poważne konsekwencje psychofizyczne.

Najczęstsze objawy wypalenia zawodowego
1. Fizyczne znużenie, zaburzenia somatyczne i czynnościowe, m.in. bóle głowy, kręgosłupa, problemy gastryczne, nawracające przeziębienia, problemy ze snem.
2. Wybuchy gniewu i irytacja, bagatelizowanie lub nadmierne przeżywanie problemów.
3. Okres bezczynności w pracy, narastające poczucie niezrozumienia przez współpracowników i bliskich.
4. Inicjowanie konfliktów w pracy i w domu, ucieczka przed decyzjami w pracy i w życiu osobistym.
5. Brak poczucia identyfikacji z miejscem pracy.
6. Wyczerpanie emocjonalne i psychofizyczne.
7. Depersonalizacja pacjentów.
8. Zmniejszona satysfakcja zawodowa.
9. Nadmierne spożywanie alkoholu; papierosy, narkotyki, brak poczucia identyfikacji z zawodem, depresja.
Źródło: Sęk 2004, 2007, Fengler 2001

Jak sobie radzić?

Ważną sprawą jest edukacja na poziomie uczelni medycznych. Polscy studenci mają w toku studiów za mało psychologii, nikt nie uczy ich, jak sobie radzić ze stresem, nie mówiąc już o tym, że pomija się wiedzę na temat typologii ludzkich zachowań, co nierzadko skutkuje nieumiejętnym kierowaniem przez lekarza rozmową z pacjentem i generuje konflikty. Z badań wynika, że co czwarty Polak ma problemy psychiczne. Ludzie są coraz bardziej sfrustrowani, z założenia nikomu nie ufają, nie mają cierpliwości, a więc oczekują natychmiastowej pomocy i konkretnych rezultatów. Jeżeli lekarz nie rozpozna problemu pacjenta, również psychicznego, będzie reagować agresją na jego agresję, a to droga donikąd.

Na pewno dla lekarzy pracujących warto organizować mądre szkolenia z zakresu umiejętności komunikacyjnych, przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu. Nie mogą to jednak być jednorazowe akcje. Zmiany zachowań nie zachodzą szybko, należy więc stworzyć system, dzięki któremu lekarze będą mogli sukcesywnie pogłębiać swoje umiejętności. Grupy Balinta czy inne grupy terapeutyczne powinny funkcjonować w każdym szpitalu. Tak dzieje się we wszystkich zachodnioeuropejskich krajach, a w Stanach Zjednoczonych jest wpisane w protokoły postępowania terapeutycznego.

Nie wszystko jednak zależy od systemu. Każdy lekarz może świadomie zadbać o swoją higienę psychofizyczną, m.in. poprzez zweryfikowanie obciążeń, poszerzenie umiejętności radzenia sobie ze stresem, zadbanie o hobby, o satysfakcjonujące związki z ludźmi. To, że pogłębiamy wiedzę medyczną, nie wystarczy, żeby czuć się spełnionym. Człowiek nie może żyć tylko pracą. Otwartość na różne aspekty życia pozwala pogłębiać zasoby poznawcze. Nabiera się dystansu do świata, powstaje adekwatna percepcja rzeczywistości i satysfakcjonująca relacja z nią. Człowiek staje się bardziej sprawczy, a więc nie szuka powodów swoich problemów na zewnątrz.

Trudny kontakt z pacjentem

O tym, jak bardzo zmęczeni, zestresowani i wypaleni potrafią być onkolodzy, może świadczyć fakt, że niektórzy pacjenci dostają wypis ze szpitala z opisem: chemioterapia paliatywna. Bywa, że nikt z nimi o tym nie porozmawia i nie rozważa nawet, co ten pacjent sobie pomyśli, z czym zostaje. Taki chory czuje się oszukany, zlekceważony, przestaje ufać lekarzowi i siłą rzeczy jego zachowania mogą pozostawiać wiele do życzenia.

Powiedźmy sobie jednak szczerze: dużo pacjentów, zapewne z różnych powodów, niekoniecznie związanych z postawą lekarza, prezentuje trudną komunikację. Od pierwszej chwili dążą do konfrontacji, mają swoje wyobrażenia o tym, jak powinni być leczeni, szukają winnych w lekarzu, leczeniu, systemie i nawet najlepsze chęci lekarza nie są w stanie uspokoić sytuacji. Nierzadko lekarz staje w obliczu problemów rodziny pacjenta, które bardziej nadają się dla mediatora, psychologa rodzinnego, a musi sobie jakoś z tym poradzić. Pamiętam sytuację młodej pacjentki, która z powodu konfliktów z rodzicami okaleczyła się, chcąc w ten sposób zwrócić ich uwagę na stan faktyczny swojego zdrowia. Rodzice nie dopuszczali do świadomości informacji, ze ich córka umiera. Mieli pretensje do lekarzy, uważali, że powinni oni coś zrobić, nie chcieli zabrać córki ze szpitala do domu, zupełnie ignorowali jej wypowiedzi na temat śmierci. To była bardzo trudna sytuacja dla całego personelu pracującego na oddziale. Lekarka prowadząca bardzo przeżyła tę sytuację, zaczęła nawet myśleć, czy nie zmienić specjalizacji. Jeszcze długo rozmyślała, jaki błąd popełniła w komunikacji z tą rodziną. W ostateczności przy pomocy psychologa udało się przeprowadzić rozmowę z rodzicami i doprowadzić do porozumienia pomiędzy nimi a córką. Rodzina odjechała, a zespół pozostał jak po bitwie.

Inna historia, sprzed kilku lat, dotyczy umierającej matki dwóch nastolatek. Dziewczynki nie wiedziały, że mama jest w szpitalu – myślały, że jest w sanatorium. Ich ojciec nie przyjmował do wiadomości, że jego żona umiera i, mimo jej próśb, odmówił przywiezienia córek, by miała szansę się z nimi pożegnać. W końcu, kiedy pod naciskiem rodziny wyraził zgodę, okazało się, że jest już za późno – matka dziewczynek straciła przytomność i kiedy dzieci weszły na salę – umierała. Scena przy łóżku wyglądała jak z koszmarnego filmu: krzyk córek, ataki szału, leki uspokajające, postawienie na nogi całego oddziału, który pamięta tę historię do dziś. To są emocje, których nigdy się nie zapomina. Kiedy to opowiedziałam na spotkaniu z lekarzami ze Stanów Zjednoczonych, wysłuchali wszystkiego z zapartym tchem i zapytali, jak zespół to odreagował i jaką formę terapii grupowej zastosowaliśmy. Nie mogli uwierzyć, że w Polsce nie robi się takich rzeczy systemowo. Jest to historia ku przestrodze, bo z podobnymi dramatami onkolodzy, ale również inni lekarze, spotykają się nad wyraz często.

Jak wiele lekarz czy pielęgniarka może kumulować w sobie takich wspomnień i złych emocji?

Z iloma takimi sytuacjami trzeba sobie poradzić, bez nadziei na pomoc w odreagowaniu napięcia?

Dziewięć przykazań – jak przeciwdziałać wypaleniu:
1 Realnie ustalić swoje priorytety zawodowe i osobiste. Musimy zagospodarować swój terminarz tak, by znalazł się w nim czas na tzw. sytuacje nieprzewidziane, na życie prywatne i na zasłużony odpoczynek.
2 Odzyskać kontrolę nad swoim rozkładem dnia. Osoby, które zmuszają się do spektakularnych osiągnięć, żeby przekonać swoich przełożonych o własnej wartości de facto oddają kontrolę nad swoimi osiągnięciami zawodowymi, a tym samym nad swoją satysfakcją życiową, w ręce osób trzecich.
3 Nauczyć się umiejętnie odmawiać. Asertywne zachowanie często bywa mylone z agresywnym mówieniem „nie”. A agresywni jesteśmy, kiedy sytuacja wymyka nam się spod kontroli, kiedy stawiamy siebie jako osobę lepszą lub gorszą od swojego rozmówcy. Ludzie obawiają się krytyki i odrzucenia, dlatego warto, żebyśmy zwracali się do pacjentów, uprzedzając o swoich intencjach: „Nie chcę, żeby pani mnie źle zrozumiała, ale moim zdaniem…”, „Rozumiem państwa oczekiwania, ale byłbym nieuczciwy, gdybym udawał, że mogę je spełnić…”, „To nie jest moja zła wola, ale nie mogę się zgodzić na…”.
4 Robić przerwy. Zaplanujmy krótkie przerwy na kawę i śniadanie, ale też dłuższe na wolny weekend bez myślenia o pracy.
5 Zadbać o ciało. Warto uprawiać jakiś rodzaj aktywności fizycznej i nauczyć się relaksować.
6 Otaczać się ludźmi o pogodnym usposobieniu. Przebywanie z pesymistami sprawia, że zaczynamy postrzegać świat tak jak oni.
7 Umieć się komunikować. Poprawna komunikacja wymaga m.in: zaangażowania emocjonalnego, rozumianego jako akceptacja rozmówcy i jego przeżyć, empatii, uważności na komunikaty werbalne i niewerbalne oraz zainteresowania, jak również obiektywizmu i bezstronności lekarza, czyli świadomości projekcji na rozmówcę osobistych schematów myślowych, umiejętności zachowań asertywnych, troski o dobro innych, gotowości do przyjęcia swoich ograniczeń i błędów, odpowiedzialności, kultury osobistej oraz otwartości i elastyczności w porozumiewaniu się. Podstawowe blokady komunikacyjne to: • brak kontaktu wzrokowego • ostry ton • nerwowe spoglądanie na zegarek • krytykowanie, obwinianie czy też nadawanie etykiety, np. choleryk, pieniacz itp.
Niedopuszczalne jest moralizowanie, np.: „Dłużej już pani nie mogła zwlekać…?”. Ale też uspokajanie na siłę, typu: „ Wszystko się jakoś ułoży..”.
8 Pracować nad dojrzałością emocjonalną, czyli radzeniem sobie ze swoimi emocjami i przewidywaniem skutków swoich zachowań.
9 Dbać o życie osobiste. Powinno być ono źródłem chęci do życia i motorem podejmowania różnych rozwijających aktywności. Poważnym błędem jest pozostawienie problemów osobistych na później i oczekiwanie, że wszystko się „jakoś ułoży”.
Źródło: M. Kosowicz, Lecząc innych pamiętajmy o sobie – porady dla lekarzy (w: Szpiczak mnogi wybrane zagadnienia, Kraków 2011)