Słowo wstępne
Słowo wstępne
prof. dr hab. n. med. Joanna Maj
Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy!
W bieżącym numerze „Dermatologii po Dyplomie” znajdą Państwo wiele różnorodnych artykułów, w których poruszono niezwykle istotne zagadnienia.
Tematem przewodnim tego wydania są „Problemy dermatologiczne osób transpłciowych – zmiany hormonalne a skóra” autorstwa lek. Pauliny Laskus-Paziewskiej i dr hab. n. med. Agnieszki Kalińskiej-Bienias. Gorąco polecam to opracowanie wszystkim dermatologom. Artykuł jest tym bardziej cenny, że w naszej praktyce coraz częściej będziemy spotykać pacjentów transpłciowych z istotnymi problemami skórnymi wynikającymi z terapii hormonalnej, koniecznej w procesie tranzycji. Myślę, że poza wiedzą terapeutyczną dermatolog powinien wykazać się w stosunku do nich dużą dozą empatii. Leczenie dermatologiczne może nie być łatwe, ponieważ czynniki przyczynowe powstających zmian będą stale oddziaływać na skórę. Takim pacjentom nie można po prostu zaproponować odstawienia testosteronu lub estrogenów.
Dostępne dane z badań populacyjnych sugerują, że ok. 1% społeczeństwa nie przeżywa swojej tożsamości płciowej w zgodzie z płcią przypisaną przy urodzeniu. Komunikacja z osobami transpłciowymi wymaga uważności i delikatności. Czy lekarze, w tym dermatolodzy w Polsce, mają wystarczającą wiedzę na ten temat? Zapewne nie. Niestety, na studiach medycznych nie nauczyliśmy się sposobu prowadzenia rozmowy z osobami transpłciowymi. W naszej edukacji zawodowej powszechnie brakuje zresztą rozwijania umiejętności komunikacji z pacjentami, cierpiącymi na bardzo różnorodne schorzenia, w tym na nowotwory. Z reguły zapominamy np. wyjaśnić, dlaczego pobieramy biopsję – oczywiście na ogół w celu postawienia właściwej diagnozy, ale większość chorych z obawą czeka na wynik, bo wycinek kojarzy im się wyłącznie z agresywnym, zagrażającym życiu rakiem.
W przypadku osób transpłciowych lekarz może rozpocząć konsultację od nieużywania form rodzajowych – gdy ktoś wchodzi do gabinetu, niekoniecznie trzeba inicjować rozmowę słowami: „Dzień dobry, proszę pana/pani”. Na początku można powiedzieć po prostu „dzień dobry” i zapytać, dlaczego się widzimy lub z jakiego powodu się widzimy. W standardach Światowego Stowarzyszenia Specjalistów(-tek) do spraw Zdrowia Osób Transpłciowych (WPATH – World Professional Association for Transgender Health) i w stanowisku ekspertów Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego (PTS) zalecane jest poszanowanie dla tożsamości poprzez zwracanie się do osoby wskazanym przez nią imieniem i wybranymi zaimkami niezależnie od etapu tranzycji.
Należy pamiętać, że osoby LGBTQ (lesbian, gay, bisexual, transgender, and queer) często doświadczają napiętnowania związanego z tożsamością płciową lub orientacją psychoseksualną, a w związku z tym większego stresu w porównaniu z osobami cispłciowymi/heteroseksualnymi. Ten chroniczny i podwyższony poziom stresu koreluje z wyższą zapadalnością na zaburzenia lękowe, depresyjne oraz częstszym występowaniem zachowań autodestrukcyjnych lub nadużywania substancji psychoaktywnych w porównaniu z grupą osób cispłciowych i heteroseksualnych. Z kolei choroby dermatologiczne stwierdzane w omawianej grupie (trądzik, łysienie androgenowe, hirsutyzm) również są stygmatyzujące. Warto pamiętać o tych faktach, przyjmując transpłciowych pacjentów.
W kontekście omawianego wyżej zagadnienia polecam także artykuł dr n. med. Joanny Gruber-Kopczyńskiej pt. „Nasilenie chorób skóry w przebiegu stresu i traumy – czy dermatolodzy są na to gotowi?”.
W bieżącym numerze znalazły się również inne prace, które mają duże znaczenie praktyczne. Dotyczą one: nowych substancji czynnych w leczeniu chorób skóry, rozpoznawania raka podstawnokomórkowego, pustulosis palmoplantaris, lipodystrofii i owrzodzeń podudzi.
Autorem opracowania poświęconego temu ostatniemu zagadnieniu jest dr hab. n. med. Marian Simka, prof. UO. Owrzodzenia podudzi (określane czasem przez chirurgów jako rany) to wyjątkowo częsty problem w praktyce dermatologicznej. Jak słusznie zauważa prof. Marian Simka, lekarze w przypadku ich obecności myślą głównie o niewydolności żylnej lub tętniczej, choć nie są to jedyne przyczyny tego typu zmian. U każdego pacjenta niezmiernie istotne jest przeprowadzenie dogłębnego wywiadu chorobowego, a także badań diagnostycznych, które mogą wskazać przyczynę owrzodzenia, co stanowi warunek skutecznego leczenia. Warto pamiętać, że przy owrzodzeniach tętniczych pomocne bywa również podstawowe badanie – uniesienie kończyny dolnej nasila ból, a jej opuszczenie go łagodzi (w przeciwieństwie do owrzodzeń żylnych). Wśród przyczyn owrzodzeń infekcyjnych należy wymienić zakażenie dermatofitami, głębokie grzybice, niesztowice, różę zgorzelinową, a nawet wąglik. Wśród leków, które mogą być powodem owrzodzeń na kończynach dolnych, warto wspomnieć o warfarynie i hydroksymoczniku. Szczególnie obecność objawów o charakterze bardzo silnego bólu, które towarzyszą owrzodzeniu o niewielkich rozmiarach, zlokalizowanemu w okolicy kostki bocznej, na ogół bez cech niewydolności żylnej, może stanowić działanie niepożądane związane ze stosowaniem hydroksymocznika. Zdarza się, że owrzodzenie jest traktowane jako żylne, ale nie reaguje na leczenie i dopiero odstawienie wspomnianego leku przynosi pacjentowi poprawę.
Więcej informacji na temat diagnostyki różnicowej owrzodzeń podudzi znajdą Państwo w przywołanym opracowaniu. Zachęcam do lektury tego i pozostałych artykułów.
