Dostęp Otwarty

Bez mojej zgody

Nowa ustawa o POZ potrzebna od zaraz

Opracowanie Iwona Dudzik

O tym, co powinno się znaleźć w zapowiedzianej przez ministra Konstantego Radziwiłła ustawie o POZ, oraz pokładanych w niej nadziejach mówi lek. med. Agnieszka Jankowska-Zduńczyk, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Choć od protestów lekarzy rodzinnych minął rok, wyraźnie widać, że osiągnięte porozumienie nie poprawiło sytuacji w podstawowej opiece zdrowotnej. POZ wciąż nie jest podstawą systemu ochrony zdrowia w Polsce. Nie jest zorganizowany i finansowany tak, aby motywować przyszłych i obecnych lekarzy do podejmowania pracy w gabinetach POZ.

Lekarze POZ mają pełnić odpowiedzialną rolę gate keeperów, którzy profesjonalnie i kompetentnie zabezpieczają 80 proc. potrzeb zdrowotnych wszystkich zgłaszających się, a tylko średnio 20 proc. kierują do dalszej opieki specjalistycznej lub szpitalnej.

Zająć się tylko leczeniem

Tymczasem niedostateczne finansowanie, jak również ogrom obowiązków wynikających np. z kontrolowania uprawnień pacjentów do świadczeń powodują, że w zawodzie tym mamy poważne braki kadrowe.

Jako konsultant krajowy cieszę się, że minister zdrowia Konstanty Radziwiłł powołał zespół ds. utworzenia założeń do ustawy o POZ. Mamy nadzieję na pozytywne zmiany w systemie ochrony zdrowia i POZ.

Jednym z najważniejszych problemów wymagających uwagi jest to, że przy tak silnym zbiurokratyzowaniu pracy lekarzom rodzinnym brakuje czasu i możliwości, aby zajmować się profilaktyką. Tymczasem zapobieganie chorobom poprzez zmniejszanie czynników ryzyka to jedno z naszych najważniejszych zadań.

Nie powinniśmy być urzędnikami w gabinecie, pilnującymi aspektów organizacyjno-finansowych, np. czy pacjent jest ubezpieczony, czy recepta powinna być refundowana i w jakim zakresie lub wypisywania druków o niezdolności do pracy. Szczególnie jest to ważne przy natłoku pacjentów, z jakim mamy do czynienia. Istnieje wiele różnych systemów organizacji POZ w innych państwach, wszędzie starano się je zorganizować tak, aby odciążyć lekarza od czynności formalnych, które zazwyczaj wykonuje asystentka medyczna. Asystentka, czyli nie pielęgniarka, lecz osoba, która wykonuje zlecenia lekarza związane z biurokracją, np. z zakresu dokumentacji. Obecnie uczelnie medyczne, idąc z duchem czasu, kształcą w wielu kierunkach, więc odpowiednio wykwalifikowanych osób na rynku pracy nie powinno brakować. Trzeba tylko tak przemodelować system, aby lekarze mogli zajmować się wyłącznie pracą merytoryczną.

Worek dodatkowych obowiązków

Kolejne problemy wynikają z tego, że podstawowa opieka zdrowotna nie jest priorytetem w ochronie zdrowia. Wprawdzie medycyna rodzinna jako specjalizacja lekarska jest wymieniona w rozporządzeniu o priorytetowych specjalnościach lekarskich, ale to za mało, aby zmotywować absolwentów uczelni medycznych do wybierania specjalizacji medycyny rodzinnej i pracy w poradni medycyny rodzinnej. Młodzi lekarze wolą pracować w szpitalach. Postrzegają je jako miejsce zaspokojenia ambicji zawodowych i uzyskania sukcesu finansowego, co pokazują badania ankietowe. W ankietach tych młodzi lekarze wskazywali także, że podczas rezydentury pracują zazwyczaj więcej, niż wynika z programu.

Kolejną kwestią jest poważne podejście do kwestii systemu informatycznego, który miał zapewnić przepływ informacji o stanie zdrowia pacjentów oraz usprawnić pracę lekarzy, ale wciąż nie został wprowadzony. Obecnie, aby prowadzić działalność, gabinety muszą zatrudniać osoby do obsługi informatycznej, a system, z którego korzystamy, nie jest kompatybilny np. z systemem ZUS. Wiem, że trwają prace nad platformą internetową dla ochrony zdrowia, jednak mnie jako konsultanta nikt nie pytał o opinię, nie wiem, na jakim etapie są prace i co się proponuje.

Nieuregulowana jest także sprawa koronerów i stwierdzania zgonów. W ramach umów z NFZ lekarz ma obowiązek udzielania świadczeń zdrowotnych pacjentom zgłaszającym się po poradę, którzy wybrali swojego lekarza w POZ. Bywa, że lekarze ci zmuszani są do przerywania wykonywania tych obowiązków, by w trybie pilnym jechać na wizytę domową i stwierdzić zgon – często odbywa się to po interwencji pracowników pogotowia ratunkowego, którzy tego obowiązku nie wykonują. W rzeczywistości prawnej osadzona jest funkcja koronera, osoby zatrudnionej przez samorząd w celu stwierdzania zgonów, pozostającej w stałej dyspozycji. W praktyce czynności te, wyłącznie z poczucia odpowiedzialności, wykonywane są przez lekarzy POZ.

Liczba obowiązków na tej naszej „pierwszej linii frontu” jest tak wielka, że zdecydowanie wymaga zebrania w całość, unormowania w jednej ustawie o POZ i zapewnienia kompatybilności z całym systemem. Konkretny dokument prawny powinien zebrać wszystkie aspekty funkcjonowania podstawy systemu ochrony zdrowia, regulując i zabezpieczając prawidłowe jej funkcjonowanie.

Pacjent coraz mniej zadowolony

Ustawa o POZ musi podkreślić także rolę POZ jako podstawy systemu ochrony zdrowia, który zaspokaja 80 proc. potrzeb społeczeństwa w dziedzinie ochrony zdrowia.

Nie jest naszą intencją działanie w interesie tylko naszej specjalności, ale jest to próba znalezienia najlepszego rozwiązania dla wszystkich. Nie jest tak, że pacjenci od razu, gdy pojawia się problem zdrowotny, domagają się konsultacji u specjalisty. Najpierw przychodzą do swojego lekarza rodzinnego. Jeśli nie poprawi się funkcjonowania tej części systemu, to cały system będzie niewydolny, a pacjenci będą niezadowoleni. Tak się niestety dzieje obecnie. Ankiety dotyczące satysfakcji pacjentów przeprowadzone przez Fundację Watch Health Care pokazują, że od ubiegłego roku sytuacja się nie poprawiła, ale przeciwnie, pogorszyła. We wcześniejszych ankietach bardzo długo POZ utrzymywał się jako dziedzina, z której pacjenci byli zadowoleni. Czyli zmiany wprowadzone w ubiegłym roku nie zagwarantowały osiągnięcia najważniejszego celu, jakim jest zadowolenie pacjenta, i w rezultacie obniżyły rangę POZ.