Dostęp Otwarty

Absolwenci

Jak minister lekarzy na emigrację wysyła

Dr n. med. Bartosz Urbański

przewodniczący KML WIL

Small bartosz urbanski   arc opt

Dr n. med. Bartosz Urbański

Jedną z głównych przyczyn niewydolnego systemu ochrony zdrowia jest niedostateczna liczba profesjonalnej kadry medycznej. Najbardziej dramatyczna wydaje się sytuacja wśród lekarzy. Polska jest krajem, w którym na tysiąc mieszkańców przypada zaledwie 2,2 lekarza, co daje ostatnie miejsce w Unii Europejskiej (średnia 3,5).

Wydawałoby się, że osoby odpowiedzialne za kreowanie systemu powinny dążyć, aby szybko odwrócić tę sytuację.

Dlaczego Polacy mają czekać wiele miesięcy, aby uzyskać poradę lekarską, ryzykując w ten sposób utratę zdrowia?

Czy płacąc podatki, nie zasługują na większą troskę?

Jestem przekonany, że urzędnicy w Ministerstwie Zdrowia ciężko pracują, aby poprawić sytuację zdrowotną w kraju. Rozumiem też, że jest to trudne zagadnienie, zatem spieszę z pomocą. Otóż, aby zwiększyć liczbę lekarzy, na początek należy zatrzymać ich emigrację, zwłaszcza młodych, którzy mogliby przez kilkadziesiąt lat pracować w ojczyźnie. Jednak aby młoda osoba chciała po ukończonych studiach medycznych pozostać w kraju, musi spotkać się z przyjaznym systemem naboru i odbywania specjalizacji.

Z mojego punktu widzenia nie pomoże w tym zmniejszenie w 2017 roku liczby rezydentur z 6529 do 4136, czyli o ponad jedną trzecią! Przypomnę dla porządku, że rezydent jest lekarzem pracującym na oddziale szpitalnym, który równocześnie kształci się w celu zdobycia określonej specjalizacji. Absolwenci w tym okresie wykonują już standardowe obowiązki lekarza.

Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia zwiększyło limity przyjęć na studia medyczne oraz pozwoliło na otwarcie kilku nowych uczelni z naborem na wydziały lekarskie, gdzie są poważne zastrzeżenia co do ich jakości. Pamiętajmy, że studia medyczne trwają 6 lat, zatem trochę potrwa, zanim liczba lekarzy wzrośnie. A będzie tak pod warunkiem, że młodzi medycy, zderzając się z trudnościami z wyspecjalizowaniem się w wymarzonej dziedzinie, nie wyjadą z kraju.

Sytuacji na pewno nie poprawią tragiczne wręcz, w porównaniu z krajami UE, zarobki na rezydenturze, które od kilku lat nie były uaktualniane. Pensja lekarza rezydenta wynosi obecnie 2275 zł netto, a jeśli weźmiemy zarobki w relacji do średniej krajowej, to pensja młodego lekarza w Polsce spadła z poziomu 107 proc. średniej krajowej w 2008 roku do 77 proc. w 2016 roku! Dodatkowo warunki pracy w polskich szpitalach niejednokrotnie odbiegają od wykreowanych w mediach. Lekarze są przepracowani, sfrustrowani i niezadowoleni.

Kolejnym, bardzo niekorzystnym krokiem jest propozycja ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina wprowadzenia odpłatności za studia medyczne przy równoczesnym fundowaniu stypendium, które musiałoby zostać odpracowane. W mojej opinii spowoduje to zdecydowany spadek liczby studentów na kierunku lekarskim. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapytany o tę propozycję odpowiedział, że w tej chwili bardzo intensywnie analizowane są różne scenariusze. Odniósł się do oczekiwań młodych lekarzy, mówiąc, że na ustalenie podstawowego wynagrodzenia na poziomie 8 tys. zł brutto Polski nie stać. Tylko czy Polskę stać na chorujące społeczeństwo na zwolnieniach lekarskich? Czy obywatele nie zasługują na lepsze wyniki leczenia, niż dziś może im zaoferować państwo? Czy mają prawo do odszkodowań, że z racji bardzo niskich nakładów na ochronę zdrowia nie dożywają takiego wieku jak inni obywatele w Europie?

∗∗∗

Nasi zachodni sąsiedzi wiedzą, jak dbać o lekarzy, gdyż nie ma nic cenniejszego niż ludzkie zdrowie. Powstają nawet firmy, które oferują pomoc w znalezieniu mieszkania, uczą języka. Wszystko po to, aby zachęcić do podjęcia pracy w ich kraju. Niestety jestem przekonany, że w obecnych realiach, gdy mamy otwarte granice, wielu lekarzy wybierze emigrację. Obecny system rekrutacji na rezydentury tylko do tego zachęca. W każdej turze naboru można się ubiegać o przyjęcie tylko na jedną specjalizację, co powoduje, że wielu ambitnych młodych lekarzy stara się o zatrudnienie w wymarzonej specjalności, a zamiast tego kończy bez pracy, aż do kolejnego terminu rekrutacji. Czasem, aby dostać się na określony oddział, trzeba poświęcić kilka lat. W niektórych specjalizacjach resort zdrowia potrafi przyznać jedną rezydenturę na całe województwo. Zmusza to młodą osobę chętną do wyspecjalizowania się właśnie w tej dziedzinie do pracy przez kilka lat za darmo, na wolontariacie. Myślę, że w XXI wieku za każdą wykonywaną pracę należy się wynagrodzenie.

Mam tylko wielką nadzieję, że nie będziemy musieli czekać, zgodnie z zapowiedzią resortu, tyle lat na zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia. Jednocześnie niepokoją mnie słowa szefa resortu zdrowia: „W porównaniu do naszych możliwości niektóre wyrażane przez młodych lekarzy oczekiwania są zdecydowanie niemożliwe do spełnienia. Projekt dotyczący poziomów minimalnych wynagrodzeń, jakie oni proponują, jest nie do spełnienia, ale my nie pozostajemy bierni. Jest przygotowany projekt, [...] który jest bardziej umiarkowany, ale wyraźnie wskazuje na to, że chcemy te, zwłaszcza niegodnie niskie, wynagrodzenia w służbie zdrowia podwyższać stopniowo, już od 2017 roku”.

Obawiam się, że jest to działanie zbyt powolne i zachowawcze, co może skutkować utratą setek młodych, wykształconych i ambitnych osób.