Prawo

O wydawaniu orzeczeń lekarskich pod wpływem empatii

Krzysztof Izdebski

rzecznik praw lekarza Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej w Toruniu

Sytuacja, jakich było wiele w karierze lekarskiej Mateusza T., lekarza z ponad 20-letnim już stażem, pracującego w mieście powszechnie kojarzonym z dumnym, gotyckim zamkiem wzniesionym przez Krzyżaków. Do dr. Mateusza T. przyszedł pewnego wiosennego dnia pacjent Adam I., który poprosił o wystawienie orzeczenia o braku przeciwwskazań do pracy na wysokościach przekraczających trzy metry. Ten piękny wiosenny dzień był jednocześnie początkiem końca kariery zawodowej Mateusza T. Kto jednak mógł to wówczas przewidzieć?

Lekarz zbadał pacjenta, zapoznał się również ze zgromadzoną dokumentacją medyczną. Dr Mateusz T. zawsze był uważny w trakcie analizowania historii choroby, lecz kiedy miał wydać orzeczenie, z którego będą wynikać istotne konsekwencje, moc jego koncentracji ulegała zwielokrotnieniu. Wyniki badań przeprowadzonych stosunkowo niedawno nie pozostawiały wątpliwości: stwierdzone u Adama I. schorzenia neurologiczne – zaburzenia równowagi, częste zawroty głowy, a nawet epizody narzucające podejrzenie padaczki wręcz krzyczały, że praca na wysokościach jest całkowicie wykluczona.

Dr Mateusz T. przekazał pacjentowi w sposób bardzo taktowny, spokojny, lecz stanowczy informację, że nie może wystawić orzeczenia, które dopuści go do pracy na wysokościach. Lekarz nie spodziewał się, jak emocjonalnie zareaguje pacjent. Nastąpił histeryczny wybuch płaczu i żalu. W jego słowach nie było pretensji do lekarza. Pacjent doskonale rozumiał, wręcz przeczuwał, że może być problem z uzyskaniem dokumentu. Główny kłopot polegał jednak na tym, że praca, do wykonywania której nie był zdolny z uwagi na stan zdrowia, była jedyną, którą potrafił wykonywać. Uważał, że ma już zbyt dużo lat i bagażu zwykle negatywnych doświadczeń, aby nauczyć się nowego fachu. Mógł albo pracować na wysokościach, albo zasilić statystyki hańby (jak je określał) prowadzone przez miejscowy urząd pracy.

Nie omieszkał dodać, że ma na utrzymaniu chorą, niepracującą żonę oraz trójkę uczących się w podstawówce dzieci. Krótko mówiąc, orzeczenie niedopuszczające Adama I. do pracy oznaczać będzie materialną katastrofę całej rodziny.

– Ja i tak niedługo planuję przejść na emeryturę – powiedział na koniec do lekarza, tonem jednocześnie obiecującym i zachęcającym.

Dr Mateusz T. wiedział, że podejmuje decyzję, z której (jakakolwiek by była) nie będzie zadowolony. Jeśli wyda orzeczenie dopuszczające pacjenta do pracy, potwierdzi nieprawdę, i to z całą świadomością znaczenia tego czynu. Jeśli natomiast odmówi, będzie w zgodzie z etyką zawodową i z przepisami, ale biorąc pod uwagę także przecież ważne (dla Mateusza T. był to czynnik być może ważniejszy niż jakikolwiek inny) zwykłe ludzkie odruchy – nie będzie czuł się dobrze.

Pełna wersja artykułu omawia następujące zagadnienia:

Odpowiedzialność cywilna

Poświadczenie nieprawdy w orzeczeniu lekarskim może skutkować, o czym boleśnie przekonał się dr Mateusz T., poważnymi konsekwencjami na gruncie prawa cywilnego. [...]

Epilog

Dr Mateusz T. zakończył karierę lekarską. Wydział karny miejscowego sądu uznał go za winnego popełnienia przestępstwa poświadczenia nieprawdy. W postępowaniu cywilnym [...]