Analiza

Reformy pogrążają lecznice powiatowe

Katarzyna Nowosielska

Brak rąk do pracy, niższe ryczałty w ramach sieci szpitali mogą spowodować zamknięcie wielu oddziałów w szpitalach powiatowych.

Kolejne rządy traktują szpitale powiatowe po macoszemu, wprowadzając reformy oparte wyłącznie na sytuacji w placówkach wojewódzkich i klinicznych. Tak było z reformą wprowadzającą sieć szpitali, na której szpitale powiatowe straciły.

Negatywne konsekwencje obowiązkowego przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego odczuły również głównie lecznice powiatowe, gdyż to one w dużej mierze były i są pozadłużane. W jednych szpitalach przekształcenia się powiodły, w innych nie.

Efekty tych wieloletnich zmian są takie, że w powiatowych lecznicach brakuje rąk do pracy, dyrektorzy zamykają oddziały szpitalne, a w konsekwencji dostają mniejsze finansowanie z NFZ na kolejne miesiące.

W sprawie kadr w szpitalach podległych starostom ogłoszono klęskę. Wszystko zaczęło się od ubiegłorocznego protestu rezydentów, który spowodował lawinę wypowiedzeń klauzul opt-out przez lekarzy. Zaczęli oni pracować mniej albo w ogóle odeszli z pracy w poszukiwaniu lepszych warunków w innych miejscach. Największą rotację widać wśród internistów. W wielu placówkach w ogóle nie ma rąk do pracy na kluczowych odcinkach, czyli na oddziałach wewnętrznych.

– To dramat, jakiego jeszcze nie było. Od kilku miesięcy poszukujemy pracowników na internę, niestety bez efektów. Były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł dofinansował podstawową opiekę zdrowotną i interniści tam odeszli. Wybrali pracę spokojniejszą, bez dyżurów, polegającą w dużej mierze na wypisywaniu skierowań do szpitala – mówi z rozgoryczeniem Czesław Bilobran, starosta nyski.

Nic dziwnego, skoro w POZ internista może liczyć na wynagrodzenie ok. 120 zł brutto za godzinę.

Szpital w Głuchołazach, podległy staroście nyskiemu, nie ma lekarskiej obsady interny. Ale – jak przyznaje starosta – jest to na razie wierzchołek góry lodowej, ponieważ za chwilę zabraknie kadry na chirurgii i pediatrii. Starsi lekarze odchodzą albo na emeryturę, albo do POZ i nie ma wymiany pokoleniowej. W tej sytuacji pacjentów potrzebujących pomocy internistycznej, którzy trafiają do Głuchołazów, obsługuje kadra medyczna na oddziale ratunkowym, a w razie potrzeby przejmuje ich szpital w Nysie.