Słowo wstępne
Botoks – dobry na wszystko
dr n. med. Joanna Kunert
Toksyna botulinowa, bo tak brzmi prawidłowa nazwa tej substancji, używana jest w medycynie od czasu, kiedy Justinus Kerner na początku XIX w. zbadał i opisał zatrucie jadem kiełbasianym. Odkrył, że mechanizm działania toksyny botulinowej polega na blokowaniu przewodnictwa nerwowo-mięśniowego, a jego badania stały się podstawą nowoczesnej toksykologii i neurofizjologii. Jednak dopiero w 1895 r. belgijski mikrobiolog Émile van Ermengem wyizolował bakterię – laseczkę jadu kiełbasianego – Clostridium botulinum i potwierdził jej rolę w produkcji toksyny botulinowej.
Nazwę botoks, która stała się synonimem botuliny i jest szeroko stosowana w medycynie, wprowadziła amerykańska firma farmaceutyczna Allergan, która przez lata zajmowała się biotechnologią tej toksyny. Historia tego produktu jest naprawdę zadziwiająca. Z trucizny o śmiertelnym działaniu stała się jednym z leków o wyjątkowo szerokim zastosowaniu nie tylko w medycynie.
Zaskakujący jest również fakt, że Clostridium botulinum znajduje się w Księdze Rekordów Guinnessa jako najbardziej śmiercionośny organizm wytwarzający najsilniejszą egzotoksynę. Obliczono, że 450 g tej substancji mogłoby wyeliminować ludzkość!!! Informacja ta może trochę zmniejszyć entuzjazm związany z obecnie powszechnym zastosowaniem botuliny. Jednak współcześnie wykorzystywane preparaty, dzięki biotechnologii, są wysoce wyselekcjonowanymi produktami. Ilość toksyny botulinowej zawartej w ampułce podaje się w jednostkach, które są miarą aktywności biologicznej. Jedna jednostka w przeliczeniu na gramy to zazwyczaj 0,00000000005 g. Mam nadzieję, że liczba zer po przecinku zmniejsza obawy przed używaniem botoksu. Oczywiście ostatecznie dobrana indywidualnie dawka będzie inna dla różnych wskazań terapeutycznych.
Warto także wiedzieć, co dzieje się z toksyną botulinową po wprowadzeniu jej do organizmu. Jej stężenie w krwiobiegu po podaniu dawki leczniczej nie utrzymuje się długo, jest ona degradowana i dezaktywowana w ciągu kilku dni lub tygodni, w zależności od zastosowanej dawki. Natomiast efekt jej działania biologicznego trwa miesiącami. Dzieje się tak dlatego, że toksyna wiąże się z zakończeniami nerwowymi, blokując przewodnictwo nerwowo-mięśniowe. Efektem tego działania jest porażenie mięśni trwające od 3 do 6 miesięcy. Tak długo utrzymujący się efekt biologiczny jest spowodowany koniecznością wytworzenia się nowych połączeń nerwowo-mięśniowych (tzw. sprouting), a jest to proces długotrwały, zazwyczaj trwa kilka miesięcy. Podsumowując atuty botuliny: mała dawka, szybka eliminacja z krwiobiegu, długi czas działania.
Jak każda terapia, tak i stosowanie toksyny botulinowej w medycynie ma zwolenników i przeciwników. Oponenci podkreślają, że jej skumulowane zastosowanie, szczególnie w medycynie estetycznej, nie jest obojętne dla zdrowia. Przypuśćmy, że pacjent ma wykonane iniekcje w celu likwidacji zmarszczek (lwia bruzda, kurze łapki, czoło) w dawce ok. 65 jednostek, bruksizmu ok. 100 jednostek, migreny ok. 200 jednostek, co razem daje 365 jednostek jednorazowo. Co prawda dawka śmiertelna dla osoby ważącej ok. 70 kg to 2500-3000 jednostek, ale warto rozważyć rozłożenie terapii botulinowej na kilka wizyt.
Iniekcje z toksyny botulinowej wykonuje się od lat 70. XX w. Po raz pierwszy amerykański okulista Alan Brown Scott odważył się zastosować taką metodę w leczeniu zeza i nawykowym skurczu powiek. Było to pierwsze kontrolowane i bezpieczne podanie toksyny botulinowej. W 1989 r. amerykańska Agencja Rządowa ds. Żywności i Leków (FDA – Food and Drug Administration) odpowiedzialna za ochronę zdrowia publicznego zatwierdziła toksynę botulinową jako lek. Od tej pory, można powiedzieć, rozpoczęła się jej błyskotliwa kariera. Botoks zaczęto stosować w neurologii: w dystoniach, spastyczności mięśniowej, migrenie i nadpotliwości. Zauważono, że efektem ubocznym stosowania toksyny botulinowej jest wygładzenie zmarszczek, co chętnie wykorzystała dermatologia. Od 2002 r. oficjalnie została dopuszczona do zastosowań w medycynie estetycznej. Dzisiaj jest stosowana w neurologii, okulistyce, dermatologii, urologii, rehabilitacji, medycynie estetycznej, stomatologii.
Historia toksyny botulinowej jest wyjątkowo interesująca i pokazuje, jak jedna z najsilniejszych trucizn na przestrzeni lat niejako została oswojona i stała się bezpiecznym i precyzyjnym lekiem, pod warunkiem właściwego dawkowania.
Stomatologia także zainteresowała się botuliną. Obecnie to już profesjonalne, pełnoprawne narzędzie terapeutyczne wykorzystywane tam, gdzie problem stanowi nadmierna aktywność mięśni. Najczęstsze wskazania to bruksizm i iniekcje do mięśni żwaczy i skroniowych. Użycie botuliny nie leczy przyczyny zaburzenia, ale skutecznie kontroluje objawy i zmniejsza konsekwencje, np. starcie zębów. Zaburzenia w stawie skroniowo-żuchwowym to kolejne wskazanie. Toksyna botulinowa zmniejsza przeciążenie stawu i działa przeciwbólowo. Każda iniekcja musi być podana bardzo precyzyjnie w określone miejsce, aby nie spowodować powikłań takich jak asymetria twarzy, osłabienie siły żucia bądź przejściowa bolesność. Konieczna jest zatem bardzo dobra znajomość anatomii twarzoczaszki i ukończenie certyfikowanych szkoleń.
W aktualnym numerze w artykule lek. dent. Natalii Janiak i lek. dent. Zuzanny Majchrzak zatytułowanym „Leczenie uśmiechu dziąsłowego (gummy smile) z zastosowaniem toksyny botulinowej – przypadek kliniczny” można znaleźć więcej informacji na temat postępowania terapeutycznego u pacjentki z zastosowaniem iniekcji z botuliny. Warto także zwrócić uwagę na artykuł „Zdrowe zęby, piękne usta, czyli kompleksowa droga do idealnego uśmiechu” autorstwa lek. dent. Estery Błaszczyk. Autorka przedstawia w pracy możliwości wsparcia, jakie daje medycyna estetyczna w przypadkach takich jak utrata podparcia kostnego w wyniku chorób przyzębia lub utraty zębów, starcia zębów bądź recesji dziąsłowych. Interesująca terapia warta rozważenia.
Życzę przyjemnej lektury.
