Spis treści
W skrócie
Celem artykułu jest analiza relacji pacjent-lekarz w kontekście teorii komunikacji, ze szczególnym uwzględnieniem aspektu językowego. Rozważania ograniczam do sytuacji związanych z chorobami o złym rokowaniu. Przedmiotem mojego zainteresowania będą zachowania ludzi znajdujących się w sytuacjach granicznych i sposoby oswajania tych sytuacji. Jest to zagadnienie szczególnie aktualne ze względu na
obserwowaną obecnie tendencję społeczną do unikania tematu cierpienia i śmierci. Omówię komunikacyjne aspekty relacji lekarz-pacjent, sposoby oswajania nowego doświadczenia przez pacjenta i językowe wskaźniki ustosunkowania się pacjenta do swojej choroby, do lekarza i personelu medycznego. Praca ta jest częścią szeroko zakrojonych badań, zaś wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z wywiadów z lekarzami, chorymi i i ich rodzinami.
„Celem jest poznanie chorego człowieka. Cel mieści się w nieskończoności, nie może być więc oznaczonej drogi do niego, każda droga jest inna. I dobra, i zła zarazem, jedna bliżej, inna dalej prowadzi.”
Antoni Kępiński 1
Perspektywa lekarza
Obcowanie z cierpieniem i śmiercią wpisane jest w codzienność wielu lekarzy. Aby mogli oni wykonywać swoje obowiązki i podejmować właściwe decyzje merytoryczne, muszą oswoić się z tą sytuacją i zapanować nad emocjami. Z tego powodu wśród personelu medycznego powszechne i psychologicznie uzasadnione są wzorce zachowań sprzyjające uzyskaniu dystansu do swoich uczuć. Strategie takie znajdują odzwierciedlenie w języku, za pośrednictwem którego nadawca nie tylko przekazuje określoną informację, ale także ujawnia swój stosunek do otoczenia i rozmówcy.
Komunikat – zarówno językowy, jak i niewerbalny – w naturalnym kontekście nie pełni wyłącznie funkcji informacyjnej. Nadawca nie formułuje wypowiedzi wyłącznie po to, aby orzekać o rzeczywistości. Każda wypowiedź budowana jest z jakąś intencją. 2 Przebywający w szpitalu pacjenci często interpretują wszelkie wypowiedzi jako informacje celowo skierowane do chorego, mające na celu przekazanie mu bądź ukrycie istotnej wiadomości:
Pacjent: Była wczoraj ta starsza doktórka. Weszła, popatrzyła tak jakoś dziwnie i powiedziała do pielęgniarki, że przydałoby się ściany pomalować. Wiec sama pani widzi.
Ja (zdziwiona): Co? Przecież one rozmawiały o ścianach, nie o Panu.
Pacjent: Pani tu nie leży, to pani nic nie rozumie. Oni w ten sposób przekazują człowiekowi najgorsze.
Ja: Jakie najgorsze? Może ustalali plan remontu?
Pacjent (zrezygnowany): Nic pani nie rozumie. Nic a nic.
Pacjent odbierał każdą informację, jako odnoszącą się do jego choroby, a wszelką próbę podważenia tej interpretacji traktował jako atak (w teorii komunikacji takie zachowanie określane jest mianem ucha drażliwego, 3 zaś w psychiatrii – jako zachowanie ksobne 4 ). Ostatecznie, chcąc bronić swojego przekonania, wyłączył rozmówcę, czyli w tym wypadku mnie, z grona wiarygodnych partnerów interakcji: nie można ze mną porozmawiać, bo sama nie leżę w szpitalu. Gdybym spełniała ten warunek chory prawdopodobnie wykluczyłby mnie, podważając moją wiarygodność na innych płaszczyznach: płci (Wy kobiety to niczego nie rozumiecie), wieku (Jak będziesz miała dziecko tyle lat, co ja, to zrozumiesz, że mam rację), wykształcenia (Naczytałaś się głupot i one ci tylko oczy zamydlają), bądź jego braku (A pani to w ogóle jakieś studia skończyła?) itp. W podobnych sytuacjach próba merytorycznej dyskusji i wskazania, że wypowiedź lekarza została być może niewłaściwie odczytana, kończyła się przeważnie niepowodzeniem. Blokada emocjonalna działała także na poziomie merytorycznym. Funkcja informacyjna realizowała się nie tylko w tym, co ktoś powiedział, ale też w tym, co nie zostało powiedziane. Obrazuje to również poniższy przykład:
Pacjent: Zrobili mi mnóstwo badań, a lekarz omówił tylko wyniki krwi. Więc rezonans musiał wyjść fatalnie.
Ja: Skąd Pan wie, jak wyszedł rezonans, skoro lekarz nic o nim nie mówił?
Pacjent: Pewnie, że nie mówił, bo nie chciał mnie martwić. Przecież gdyby był dobry, to by mi o tym powiedział.
W tym wypadku pacjent za najważniejsze uznał nie to, co zostało powiedziane, ale to, co jego zdaniem przemilczano. Każda wypowiedź, oprócz przekazu treściowego, zawiera również informacje z innych płaszczyzn: ujawniania siebie, wzajemnej relacji i apelu. Mówiący nie tylko ujawnia siebie i sposób, w jakich postrzega świat, ale co istotniejsze, ujawnia również swoją postawę względem rozmówcy i definiuje ich wzajemną relację.
Analiza wypowiedzi lekarzy wskazuje na potrzebę uzyskania dystansu do pacjenta i jego choroby. Z punktu widzenia teorii komunikacji jest to zabieg zrozumiały. Nadawca zyskuje w ten sposób szerszą perspektywę i mniejsze zaangażowanie emocjonalne.
Najczęstszym sposobem budowania dystansu i wyrażania braku zaangażowania emocjonalnego jest ironia. Stąd powszechne na niektórych oddziałach onkologicznych są żarty w rodzaju: Jak przyleci UFO, to na pewno znajdzie w tobie kumpelę (relacja 11-letniej pacjentki z widocznymi skutkami ubocznymi po chemioterapii); O, mamy nowego kalafiora (określenie zmian nowotworowych); Witam panią Trąbalińską. Co to, balon mamy w trąbie? (uwaga do pacjentki z tzw. balonem, który tamuje upływ krwi). Ośmieszenie pozwala uzyskać dystans, przedmiot żartu staje się dla mówiącego mniej poważny.
Zdarza się również, że jako ironiczne odbierane są wypowiedzi, które nie miały takie być w zamierzeniu mówiącego. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy lekarz zwraca się do pacjenta, używając pierwszej osoby liczby mnogiej (tzw. my solidarnościowe), w sytuacji, gdy jakaś czynność lub stan dotyczą wyłącznie jednej osoby – pacjenta, np. Jak się dziś czujemy? Pokażemy gardełko; czy kuriozalne Rodzimy? wypowiedziane przed ginekologa-mężczyznę. Intencją tego typu wypowiedzi jest zbudowanie wspólnej płaszczyzny działania i pokazanie zaangażowania lekarza. Osiągnięcie takich pozorów wspólnoty nie jest jednak możliwe w sytuacji, gdy tylko jedna osoba cierpi oraz gdy przepaść między chorym a zdrowym człowiekiem jest duża, jak w przypadku pacjentów onkologicznych.
Koncentrując się na fizjologicznych przejawach choroby można odciąć się od jej podmiotowego, emocjonalnego aspektu. Pacjent postrzegany jest wówczas metonimicznie, przez pryzmat swojej fizyczności, jako kolejny przypadek. Stosunek lekarza do pacjenta ulega depersonalizacji.
Lekarz do pacjentki: Co my tu mamy? A, zapalenie otrzewnej. (Zwraca się do stojącej obok pielęgniarki). Co to się porobiło? Trzecie w tym miesiącu. Uparło się na mnie, czy co?
Wypowiedź lekarza świadczy o tym, że nie potraktował on pacjentki indywidualnie, lecz uprzedmiotowił ją, sprowadzając jej osobę do kolejnego schorzenia.
Konstrukcje językowe stosowane przez personel medyczny służą budowaniu dystansu nie tylko wobec choroby, ale także wobec pacjenta. Nadawca komunikatu (lekarz) zajmuje nadrzędną pozycję względem odbiorcy (pacjenta), co w pewnym stopniu odzwierciedla przekonania społeczne. Często można bowiem spotkać się z opinią, że pacjent jest podległy lekarzowi, że jest jedynie biernym obiektem jego działania. Relacja lekarz-pacjent staje się w konsekwencji asymetryczna. Osiągnięciu takiego efektu służą najczęściej konstrukcje trzecioosobowe, np.: Wejdzie i rozbierze się; mogą być one poprzedzone partykułą niech: Niech usiądzie i otworzy usta. Pacjenci odbierają takie wypowiedzi bardzo negatywnie – tryb rozkazujący podkreśla asymetrię, w tym przypadku zbudowaną w oparciu o silną zależność od lekarza, uprzedmiotawia odbiorcę, a więc wyraża brak szacunku dla jego osoby.
Podobnie odbierane są powszechne w naszej kulturze formy pozornie zmniejszające dystans, czyli zdrobnienia (np. serduszko, kochanieńki), czy formy familiarne, stosowane zwłaszcza wobec starszych lub bardzo młodych pacjentów (np. dziadku, babciu, synku, córeczko). Ponieważ role społeczne determinują relację lekarz-pacjent, nadmierne skracanie dystansu w sytuacji, gdy powinien on być zachowany, spotyka się z reguły z negatywnym odbiorem. Wypowiedzi z użyciem zdrobnień przypominają pacjentom język, jakiego używa się w rozmowie z małymi dziećmi. Konstrukcje te wskazują na infantylność rozmówcy, a zatem pacjent czuje się wykluczony jako partner dialogu. Podobnie odbierane są formy familiarne.
Pielęgniarka do 33-letniej kobiety: Zrób no tu słoneczko tak z pół basenika siusiu. Badanko raz dwa zrobimy. I jeszcze kroplóweczkę wymienimy i będzie cacy.
Komentarz pacjentki: Czułam się jak kretynka. Dorosła baba jestem, a tu traktują mnie jak trzyletnie dziecko.
Perspektywa pacjenta
Dowiadując się o swoim stanie zdrowia, pacjent znajduje się nierzadko w sytuacji granicznej. Często już sam pobyt w szpitalu i kontakt z personelem medycznym budzi przerażenie. Zgodnie z zasadą mens abhorret incerta (umysł lęka się niewiadomego), zespół skojarzeń i stereotypowych przeświadczeń związanych z pojęciem szpitala i choroby uruchamia podświadomy lęk przed czymś nieznanym, a społecznie wartościowanym raczej negatywnie. W tej sytuacji dotychczasowe doświadczenia życiowe mogą okazać się niewystarczające. Jak zauważa Claire Kebers: „Cierpienie wprowadza pewną lukę w nasze zaufanie do siebie.” 5 Zagubiony i zdezorientowany pacjent musi nie tylko zmierzyć się z chorobą, ale także odbudować swój świat i ustalić w nim swoją pozycję. Stosunek do tego, co go spotyka, ujawni on zarówno na poziomie werbalnym, jak i niewerbalnym, przy czym komunikację niewerbalną rozumiem, jako „komunikację realizowaną za pośrednictwem środków innych niż słowa”. 6 Powszechne są zachowania niespójne, gdy ciało mówiącego, jego gesty, mimika czy intonacja przekazują inne informacje niż słowa. Stopień niekongruencji tych poziomów jest dla lekarza istotną informacją – pozwala ocenić, czy nadawca utożsamia się z wypowiadaną treścią. Wypowiedź pacjenta może bowiem odzwierciedlać jego rzeczywistą postawę wobec świata, ale może również być próbą przekonania innych, a przede wszystkim siebie, do jakiegoś postulowanego stanowiska.
Z punktu widzenia pacjenta najkorzystniejsza byłaby sytuacja, w której lekarz nie tylko otoczyłby pacjenta specjalistyczną opieką medyczną, ale równocześnie pełnił rolę przewodnika, pomagając mu oswoić nową, trudną rzeczywistość. Z perspektywy lekarza najdogodniejsza byłaby natomiast sytuacja, w której mógłby on skupić się przede wszystkim na medycznej stronie działania. Lekarz ma w swej codziennej praktyce niewiele czasu na rozmowę z pacjentem. Ważne, by przez ten krótki moment wesprzeć chorego i dać mu nadzieję. Nie chodzi tu wyłącznie o nadzieję na wyzdrowienie, w niektórych sytuacjach taka informacja byłaby przecież jawnym kłamstwem, ale o nadzieję na akceptację faktów. Jeden z bohaterów reportażu „Pacjent decyduje, ile chce wiedzieć”, anestezjolog z oddziału opieki paliatywnej, zauważa: „Umierającym nie można odbierać nadziei. Ale nie można ich też karmić złudzeniami”. 7
Rozmowa lekarza z pacjentem wymaga autentyczności i uwagi. Aby stworzyć odpowiednie warunki do takiej rozmowy, lekarz nie może stawiać żadnych barier komunikacyjnych. „Uważa się, że gdy jedna lub obie strony uczestniczące w rozmowie mają problem, którym trzeba się zająć, lub potrzebę, która powinna być zaspokojona, to ponad 90% czasu tej rozmowy zostaje strawione na stawianie barier” – pisze Robert Bolton. 8 W tym wypadku największą barierą jest sam temat rozmowy. Przed rozpoczęciem rozmowy z pacjentem lekarz powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jest dla niego cierpienie i śmierć. „O śmierci można mówić jedynie, zaczynając od siebie samego, to znaczy od sensu, jaki sami jej nadajemy. Oznacza to, że relacja, w jakiej pozostajemy wobec doświadczenia cierpienia i choroby drugiego człowieka – czy to będzie dziecko, czy dorosły – nie różni się od naszej relacji do własnego doświadczenia cierpienia i choroby” – zauważa Claire Kebers. 5 Gdy mówiący przestaje się koncentrować na sobie, na swoich lękach (A gdyby to była moja matka?) czy wizerunku (Czy to, co mówię świadczy o moim profesjonalizmie?), może skupić się na drugim człowieku, otworzyć na niego, poświęcić mu uwagę i umieć dostrzec sygnały, jakie wysyła on za pomocą gestu czy wyrazu twarzy. Dopiero wtedy może dojść do spotkania człowieka z człowiekiem. Sam pacjent podpowie nam wówczas, jak chciałby być potraktowany, a więc jak należy z nim rozmawiać. Czasem wystarczy jedno słowo, gest, spojrzenie. Są pacjenci, którzy nie chcą znać stanu swojego zdrowia, ale są i tacy, dla których ważny jest każdy jego detal. Niektórzy chcą, aby traktować ich z góry, gdyż kontakt z kimś, kogo uznają za autorytet, daje im poczucie bezpieczeństwa, inni z kolei oczekują partnerstwa.
Poniżej krótko omówię strategie, za pomocą których pacjenci próbują odnaleźć się w sytuacji choroby oraz wskażę najczęstsze mechanizmy językowe, jakie stosują w swych wypowiedziach. Ze względu na objętość niniejszego artykułu, ograniczam się jedynie do zasygnalizowania tego bardzo skomplikowanego zjawiska. Trudność sytuacji granicznych polega na tym, że nie podlegają one zjawisku habituacji i za każdym razem człowiek oswaja je na nowo, a zatem zbudowanie modelu zachowań jest prawie niemożliwe.
Strategie oswajania choroby
Niektórzy pacjenci przez cały okres choroby lub przez pewien jej etap udają przed sobą i światem, że choroba ich nie dotyczy. Negują jej istnienie, w rozmowie unikają nazwy schorzenia, nie chcą rozmawiać na temat przebiegu leczenia, a czasem odmawiają nawet podania informacji dotyczącej swojego samopoczucia. Oto przykład:
Lekarz: Jak się Pan czuje?
Pacjent (62 lata, po drugiej chemioterapii): Całkiem nieźle, ale czułbym się lepiej, gdybyśmy wczoraj wygrali z Niemcami. [chodzi o mecz piłki nożnej]
Lekarz: Pytam, czy odczuwał Pan w nocy ból?
Pacjent: Pewnie. Każdego kiedyś coś boli. Pana nigdy nic nie bolało, doktorze?
Lekarz: Ale co konkretnie?
Pacjent (z uśmiechem): Życie.
Lekarz: Są wyniki ostatnich badań.
Pacjent: Aaa tam, sruty tuty. Kto by sobie takimi pierdołami głowę zawracał.
Pacjent neguje istnienie swojej choroby, wypiera ją ze świadomości. Kategoria choroby nie pojawia się w jego wypowiedziach, a zatem rozmówca nie może się do niej odnieść. Pacjent buduje wokół siebie mur, przez który niezwykle trudno się przebić. Dopóki nie zacznie mówić o chorobie, oswajać jej przez werbalizowanie, bariera komunikacyjna będzie zbyt szczelna, by mogło dojść do dialogu. Kebers twierdzi, że „mówić o cierpieniu (ośmielać się o nim mówić…), to zgadzać się (zaczynać się zgadzać) na rzeczywistość tego cierpienia. A rzeczywistość poznana, widziana i wypowiedziana stanowi podstawę nadziei; pierwszy krok w kierunku spotkania z drugim”. 5 Pierwszym krokiem w tej relacji powinno być zachęcanie chorego do mówienia o sobie, do ujęcia w słowa swoich lęków i odczuć. Należy uważnie słuchać słów pacjenta i dopytywać się o ich ukryte znaczenie.
Pacjent: Doktorze, ale ta franca jest uparta. Pan ją tu z każdej strony atakuje, a ta cholera dalej siedzi. Włosy mi wypadły, a ta się dalej trzyma.
Lekarz: Jaka franca?
Pacjent: Noo te, jak im tam, komórki jakieś tam.
Lekarz: I Pan myśli, że jak je załatwimy, to Pan będzie zdrowy?
Pacjent: A nie?
W przytoczonym fragmencie lekarz odnosząc się do słów pacjenta, rekonstruuje jego sposób widzenia choroby i dzięki temu tworzy podstawę do dalszego dialogu. Słowa pacjenta ujawniają sposób, w jaki pojmuje on to, co się z nim dzieje: swoje ciało postrzega jako mechanizm, w którym zepsuł się jakiś element. Kępiński określa tego typu osobowość jako „chorą somatycznie”. Pacjent „rozumuje mniej więcej w ten sposób: »czuję się źle, bo mam chorą wątrobę, serce, płuca itd. Lekarz to zbada, naprawi i będę czuł się z powrotem dobrze«”. 1 W takiej wizji świata lekarz utożsamiany jest z inżynierem, którego zadanie polega na zbadaniu i naprawieniu tego, co się zepsuło. 1 Chory jest biernym obserwatorem działań lekarzy i nie uznaje swego udziału w tym, co mu się przydarza. Analizując wypowiedzi takich pacjentów można zauważyć, że rzadko umieszczają oni siebie w roli podmiotu gramatycznego czy – mówiąc precyzyjniej – wykonawcy czynności (agensa), tworząc raczej konstrukcje, w których są przedmiotem działania (pacjensem). Stąd większość wypowiedzi, zamiast realizować aktywny schemat zdarzeniowy „co robię?” (Choruję na…, Walczę z…, Zmagam się z…), będzie zbudowana w oparciu o schemat bierny „co się ze mną dzieje? co mi się przydarza?” (Rak mnie dopadł; Choroba na mnie spadła; Ja nic nie robię, a ten [o nowotworze] panoszy się jak na swoim. Już trzeci przerzut mi zafundował). Pacjent postrzega się przedmiotowo, umiejscawiając się poza całą sytuacją.
Przedmiotowo postrzegają siebie również ci pacjenci, którzy racjonalizują swoje doznania. Racjonalizm w ocenie rzeczywistości jest w naszej kulturze postawą wysoce cenioną, a nasze umysły nieustannie szukają związków przyczynowo-skutkowych. Mechanizmami poszukiwania przyczyn określonych zachowań lub wydarzeń zajmuje się jedna z teorii psychologii społecznej, tzw. teoria atrybucji. 9 W językowym obrazie świata Polaków widoczne jest przeświadczenie, że istnieje tylko to, co jest racjonalnie uzasadnione.
Rozmowa rodziny z chorym:
Siostra (47 lat): Basiu, jak się czujesz?
Pacjentka (52 lata): Tak mi jakoś ostatnio smutno.
Mąż siostry (49 lat): Ale co, wyniki masz gorsze?
Pacjentka: Nie, to nie chodzi o zdrowie, tylko tak ogólnie jakoś mnie naszło.
Siostra (wyraźnie poirytowana): Ale co, tak bez powodu cię naszło? Coś się musiało wydarzyć. Może ktoś ci coś nieprzyjemnego powiedział?
Pacjentka: Nie.
Mąż siostry: Weź nie zdziwiaj, dobra?
To, co nie ma uzasadnienia, nie jest aprobowane. Użyty w rozmowie czasownik musieć wskazuje na to, że w umyśle nadawcy istnieje schemat: Coś/ktoś jest przyczyną czegoś. Skoro coś się dzieje, to musi się dziać z jakiegoś powodu. Logika ta wprowadza emocjonalny dystans i utrudnia choremu nawiązanie satysfakcjonującej relacji z otoczeniem. Dopóki nie poda on przyczyny (rzeczywistej bądź pozornej) swoich emocji, nie może się nimi dzielić i liczyć na zrozumienie, jest więc skazany na izolację.
Taką silnie zracjonalizowaną postawę często reprezentuje nie tylko otoczenie pacjenta, ale również on sam. Lekarz może wówczas poprawić współpracę z pacjentem, udzielając mu szczegółowych informacji na temat jego stanu zdrowia i przebiegu terapii. Wiedza i rozumienie (oparte na mechanizmie przyczynowo-skutkowym) sprawiają, że pacjent ma wrażenie kontroli nad sytuacją, a co za tym idzie, poczucie bezpieczeństwa. Pomocne jest również budowanie komunikatów, z których wynika, że chory ma wpływ na przebieg choroby, a angażując się w działania lekarzy i postępując rozsądnie, może pomóc ją zwalczyć. Pocieszenia w rodzaju „Będzie dobrze” często wywołują odwrotny skutek i są odbierane negatywnie – Był lekarz. Popatrzył na mnie i powiedział: „Niech Pan będzie dobrej myśli”. To już chyba źle ze mną jest, że mi nie mają nic konkretnego do powiedzenia. (Z relacji pacjenta, 55 lat).
W naszej kulturze powszechną metodą oswajania sytuacji granicznych jest rozpatrywanie cierpienia w wymiarze religijnym, w kontekście wiary w sens świata czy logos. Z moich badań wynika, że najtrudniejsze są rozmowy z osobami, które nie odnoszą doświadczenia choroby do żadnego z tych duchowych wymiarów. Założeniu, że istnieje jakiś inny, duchowy świat, towarzyszy zazwyczaj postawa zawierzenia, którą można wyrazić w słowach: wierzę, że istnieje jakaś siła sprawcza (Bóg, los, logos), stojąca za tym, co mnie spotyka. Jest to zazwyczaj siła płynąca z religijnego światopoglądu, opierającego się na dogmacie: Bóg istnieje. W języku chorych przejawia się ona w formułach: Bóg tak chciał; Bóg wie, co robi; Po coś mi Bóg tego raka zesłał. Częste, choć niezgodne z nauką Kościoła katolickiego, jest postrzeganie cierpienia jako kary: Bóg mnie pokarał; Mam za swoje; Za wyrządzone w młodości zło teraz muszę odpokutować. U osób reprezentujących postawę areligijną bardzo częste jest przekonanie, że Boga nie ma, ale ten świat musi mieć jakiś sens – (Pacjent, 41 lat, ostatnie stadium choroby nowotworowej): Doktorze, świat byłby szaleństwem, gdyby moje cierpienie nie miało sensu; (Pacjent, 34 lata): Wie Pani, wiele z tego nie rozumiem. Prosty chłop jestem. Ale to musi mieć jakieś znaczenie. To, że tak cholernie boli.
W formułach tego typu istnienie wewnętrznego porządku świata przedstawiane jest jako prawda konieczna. Wiara ta pozwala pacjentowi oswajać chorobę. W przypadku postaw religijnych lub zakładających istnienie głębszego sensu świata, element zawierzenia buduje przestrzeń do dialogu. Stanowi kategorię, do której lekarz może się odwołać, choćby stosując związki frazeologiczne w rodzaju: Będzie, jak ma być. Postawa zawierzenia nie musi być przy tym w pełni zrozumiała, nawet dla tego, kto ją reprezentuje.
Z badawczego punktu widzenia niezwykle interesujące są formuły, w których lekarze wskazują na fakt, że ich działanie jest zakończone i teraz pozostaje jedynie czekać na skutki podjętych działań medycznych.
Lekarz: Panie Władku. Jako lekarze zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Teraz proszę być dobrej myśli. Pomodlić się, żeby podziałało jak należy.
Pacjent: Panie Doktorze, co dalej?
Lekarz (z ciepłym uśmiechem na twarzy): Czekanie.
Komunikaty takie mogą zostać odebrane pozytywnie, co znajduje odzwierciedlenie w słowach wypowiadanych np. do rodziny:
Mamo, lekarze naprawdę zrobili, co w ich mocy. Dali z siebie wszystko.
Odbiór może być również negatywny, np.:
Już nic więcej nie mogą zrobić. Możliwości medycyny już się wyczerpały. Czyli musi być ze mną bardzo kiepsko.
O sposobie odbioru tych słów decydują prawdopodobnie czynniki niewerbalne. Ważne jest, czy pacjent postrzega lekarza i personel medyczny pozytywnie, jako ludzi walczących z nim po tej samej stronie barykady, czy wrogo, jako sprawców jego cierpienia. Warto zauważyć, że zarówno postawa religijna, jak i ateistyczna mogą ułatwiać dialog lub skutecznie go ograniczać.
Podsumowanie
Teoretycznie relację lekarz-pacjent charakteryzuje duży dystans społeczny, zatem powinny być w niej uruchamiane takie strategie zachowań, „które zmierzać będą do zapewnienia partnerowi dialogu komfortu psychicznego, związanego z jego potrzebą zachowania niezależności.” 10 Pożądane są formy zachowań uznawane za bezpieczne i przewidywalne. Równocześnie jest to jednak relacja najbliższa z możliwych. Lekarz częstokroć narusza przestrzeń intymną pacjenta, nie tylko fizyczną, np. podczas badania, ale również psychiczną, gdy pacjent powierza mu swoje zdrowie, a nawet życie. Codziennością pacjenta staje się rzeczywistość szpitalna, a personel medyczny i inni pacjenci – tymczasową grupą środowiskową. Wszystkie te elementy uruchamiają inne mechanizmy społeczne. Zdecydowanie skracają dystans społeczny, co wiąże się z oczekiwaniem innych strategii komunikacyjnych, zmierzających do „zapewnienia partnerowi dialogu komfortu psychicznego, związanego z jego potrzebą integracji („włączenia w akcję”). 10 Przy wejściu na płaszczyznę bliskości pacjenci oczekują od lekarzy przede wszystkim uwagi i autentyczności. Jednocześnie te właśnie oczekiwania najtrudniej spełnić lekarzom, gdyż wymaga to w pewnym stopniu psychicznego obnażenia również z ich strony, co nie zawsze jest przez nich akceptowane.
- 1. Kępiński A. Poznanie chorego. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005.
- 1. Badeni J, Petrowa-Wasilewicz A. Śmierć? Każdemu polecam. Dom Wydawniczy Rafael, Kraków 2007.
- 2. Bartoszek A. Człowiek w obliczu cierpienia i umierania. Moralne aspekty opieki paliatywnej. Księgarnia św. Jacka, Katowice 2000.
- 2. Sperber D, Wilson D. Relevance: communication and cognition. Oxford Blackwell 1995.
- 3. Encrevé-Lambert MH. Czy dziadziuś poszedł do nieba? Jak rozmawiać z dzieckiem na tematy związane ze śmiercią? Tłum. Pająk Z. Wyd. Espe, Kraków 2006.
- 3. von Thun FS. Sztuka rozmawiania. Wyd. WAM, Kraków 2001:50.
- 4. Franczyk JL. Brama śmierci. Pytania o sprawy ostateczne. Wyd. WAM, Kraków 2007.
- 4. Encyklopedyczny słownik psychiatrii. Red. Korzeniowski L, Pużyński S. Wyd. 3. Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 1986:593.
- 5. Hańbowski W. W cieniu zmarłego obiektu i inne studia przypadków. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2007.
- 5. Kebers C. Jak mówić o cierpieniu i śmierci. Tłum. Królikowska A. Wyd. WAM, Kraków 1994:10.
- 6. Herbert M. Żałoba w rodzinie. Jak pomóc cierpiącym dzieciom i ich rodzinom? Tłum. Gajdzińska M. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2005.
- 6. Knapp M, Hall J. Komunikacja niewerbalna w interakcjach międzyludzkich. Wyd. Astrum, Wrocław 2000:23.
- 7. Johnston Taylor E. Co powiedzieć? Jak rozmawiać z chorymi o duchowości? Tłum. Makowiecka J. Wyd. WAM, Kraków 2008.
- 7. Chodacka A, Wałach B, Zadroga A. Pacjent decyduje, ile chce wiedzieć. http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,39245,5844279,Pacjent_decyduje__ile_chce_wiedziec.html z dn. 31.10.2008.
- 8. Keirse M. Smutek, strata, żałoba. Jak sobie z nimi radzić? Jak pomóc innym? Tłum. Wężowska M. Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2004.
- 8. Bolton R. Bariery na drodze komunikacji. [w:] Mosty zamiast murów. O komunikowaniu się między ludźmi. Red. Steward J. Tłum. Kostyło P. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000:175.
- 9. Myers DG: Psychologia społeczna. Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2003, str. 93-150.
- 9. Keirse M. Piętno smutku. Słowa otuchy dla tych, którzy cierpią. Tłum. De Smet-Rutecka O. Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2005.
- 10. Antas J: O kłamstwie i kłamaniu. Wyd. Universitas, Kraków 1999, str. 242.
- 10. von Keyserlingk L. I nagle zrobiło się cicho. Opowiadania o śmierci i pożegnaniach. Tłum. Jałowiec M. Wyd. Jedność, Kielce 2001.
- 11. Kübler-Ross E. Rozmowy o śmierci i umieraniu. Tłum. Dorężal-Nowicka I. Wyd. Media Rodzina, Poznań 2007.
- 12. Kübler-Ross E. Dzieci i śmierć. Jak dzieci i ich rodzice radzą sobie ze śmiercią. Tłum. Gajdzińska M. Wyd. Media Rodzina, Poznań 2007.
- 13. Łuków P. Granice zgody. Anatomia zasad i dobro pacjenta. Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2005.
- 14. Markowski MP. Nieobliczalne. Eseje. Wyd. Austeria, Kraków 2007.
- 15. Mosty zamiast murów. O komunikowaniu się między ludźmi. Red. Steward J. Wydawnictwo Naukowe PWN, 2000.
- 16. di Nola AM. Tryumf śmierci. Antropologia żałoby. Red. naukowa Woźniak M. Tłum. Kornecka J, Olszańska MW, Sosnowski R, Surma-Gawłowska M, Woźniak M. Wyd. Universitas, Kraków 2006.
- 17. Psychologia lekarska w leczeniu chorych somatycznie. Red. Bętkowska-Korpała B, Gierowski JK. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2007.
- 18. Sandrin L. Wobec cierpienia. Zrozumieć, przyjąć, wytłumaczyć cierpienie. Wyd. Jedność, Kielce 1999.
- 19. Scherer G. Filozofia śmierci. Od Anaksymandra do Adorno. Wyd. WAM, Kraków 2008.
- 20. Stalfelt P. Mała książka o śmierci. Tłum. Jędrzejewska I. Warszawa. Wyd. Jacek Santorski & Co, Warszawa 2008.
- 21. Styśko M. Atrybucja winy: o roli stereotypów i odniesienia zdarzenia do Ja. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2007.
- 22. Śmierć i co dalej? Co wiemy o życiu wiecznym. Miesięcznik Znak. Styczeń 2007/620.
- 23. W poszukiwaniu sensu cierpienia. Dialog interdyscyplinarny. Red. Bartoszek A. Wydawnictwo Biblios, Katowice 2006.
- 24. Wilber K. Śmiertelni nieśmiertelni. Tłum. Możdżyńska A. Wyd. Jacek Santorski & Co,Warszawa 2007.
Następny artykuł: