Felieton

Marginalizacja dermatologii

Prof. dr hab. med. Joanna Maj

Konsultant krajowy w dziedzinie dermatologii i wenerologii

Choroby skóry od dawna są marginalizowane przez wiele środowisk, w tym także przez naszych kolegów innych specjalności, dopóki dermatoza nie dotknie kogoś z ich rodziny lub z bliskiego otoczenia. Marginalizacja naszej specjalności wynika moim zdaniem z niewiedzy. Dobrze się dzieje, że od pewnego czasu coraz częściej spotykamy się na interdyscyplinarnych konferencjach, na których dzielimy się wiedzą z internistami, ginekologami, lekarzami medycyny rodzinnej. Jednak nie zmienia to tego, że w oczach wielu polityków dermatologia to niezbyt ważna dziedzina. Ciągle zadaję sobie pytanie, kto dokonywał wyceny świadczeń dermatologicznych, które są zdecydowanie niedoszacowane. Dla zarządów placówek ochrony zdrowia jesteśmy mało dochodową specjalnością, stąd kryzysy, które dotykają dermatologiczne oddziały szpitalne. To także przyczyna likwidacji poradni tzw. wenerologicznych, a za brak nadzoru nad chorobami przenoszonymi drogą płciową moim zdaniem zapłaci jednak całe społeczeństwo. Niestety nasz system opieki zdrowotnej podzielił pacjentów na tych bardziej i mniej potrzebujących pomocy materialnej świadczeniodawcy. Oczywiście nie chcę udowodnić, że dziecko z chorobą hematologiczną powinno być traktowane na tych samych zasadach co mały pacjent z łuszczycą zwyczajną, ale przecież każde schorzenie zaburza dobrostan człowieka. W systemie powinno się znaleźć zabezpieczenie finansowe i dla chorych z nowotworami, i dla tych z ciężkim atopowym zapaleniem skóry, chorobami pęcherzowymi, ciężką łuszczycą i wieloma innymi dermatozami.