Dostęp Otwarty

Od redakcji

Wstęp

prof. dr hab. n. med. Jerzy Sikora

Katedra i Klinika Perinatologii i Ginekologii SUM, Katowice

Ginekologia po Dyplomie 2014;16(6):1-2

Szanowni Państwo, Drogie Koleżanki i Koledzy!

Kończący się rok zawsze skłania do refleksji czy dokonywania różnorodnych podsumowań i ocen upływających miesięcy zarówno w wymiarze osobistym, jak i tym związanym z pracą zawodową. Oczywiście pojmowanie zmieniającej się rzeczywistości bywa subiektywne, lecz jak wynika z dotychczasowych doświadczeń, ministerialne zapowiedzi zmian zasad czy warunków, w jakich przyjdzie nam funkcjonować w ciągu następnych kilku lat, należy analizować zawsze obiektywnie i, co najważniejsze, odpowiednio się do nich przygotować.

Gdyby zadać pytanie, jaki był dla polskich ginekologów położników mijający właśnie 2014 rok, sądzę, że większość z nas udzieliłaby tej samej odpowiedzi. Nie był on ani lepszy, ani gorszy od kilku minionych lat. Nie wyróżnił się niczym szczególnym. Wciąż odczuwamy te same bolączki i problemy. Największą z nich jest brak pilnych i bezwzględnie koniecznych reform w zakresie funkcjonowania całej polskiej służby zdrowia. Ostatnio nawet w ramach kampanii wyborczych nikt nie stara się formułować takich zapowiedzi. Myślę, że zgodzicie się Państwo, iż w ramach naszej specjalności ogromnym problemem pozostaje niedoszacowanie kosztów wykonywanych procedur oraz wciąż utrzymywane kuriozalne wręcz zasady finansowania w ramach JGP kosztów prowadzenia ciąży powikłanej z puli punktów przeznaczonych na terapię przypadków ginekologicznych. Kiedy w danym ośrodku wykonuje się dobrze punktowane procedury onkologiczne, a jednocześnie w ramach najwyższego stopnia referencyjności hospitalizuje się kobiety w ciąży powikłanej, wtedy bardzo szybko zaczyna ubywać punktów przeznaczonych na wykonywanie operacji ginekologicznych. Dodatkowo standard opieki nad pacjentem, wyposażenie w sprzęt i aparaturę medyczną czy dokonywanie remontów w danym ośrodku w dużej mierze są uzależnione od organu założycielskiego szpitala. W naszym kraju jest wielu prawnych właścicieli szpitali, począwszy od samorządu terytorialnego różnego stopnia, przez uczelnie medyczne, resorty siłowe czy prywatne spółki. W najgorszej sytuacji finansowej są jak zwykle samodzielne publiczne szpitale akademickie, które nie mogąc liczyć na milionowe wsparcie swoich właścicieli (zwiększające się istotnie przed kolejnymi wyborami samorządowymi), są jednocześnie ośrodkami referencyjnymi, ustawowo zobowiązanymi do hospitalizacji najbardziej skomplikowanych przypadków wymagających najwyższych kompetencji merytorycznych, ponosząc przy tym ogromne koszty leczenia. Marne finansowanie wydawałoby się strategicznych dla funkcjonowania każdego systemu ochrony zdrowia tego typu placówek mogłoby być wspierane przez chociaż ograniczone formy ich komercyjnej działalności leczniczej. Niestety, aktualnie obowiązująca ustawa lecznicza jednoznacznie tego zabrania.

Jakie więc mamy nadzieje związane z nadchodzącym rokiem? Oczywiście ogromne. W analizowanych zapowiedziach niektórych zmian dotyczących naszej specjalności nieprzyjemnie, a wręcz groźnie brzmią propozycje obniżenia przez NFZ w przyszłym roku wartości punktowych za wykonanie cięcia cesarskiego w porównaniu z porodami drogami natury, które mają być teraz istotnie finansowo preferowane. Trudno komentować ten fakt. Nikt zdrowo myślący nie ma wątpliwości, że nie chodzi tutaj o proste wydawałoby się rozwiązanie, które w istotny sposób mogłoby wpłynąć na zmniejszenie liczby cięć cesarskich w naszym kraju, lecz o zwykłe zaoszczędzenie pieniędzy, oczywiście naszym kosztem. Kiedy zrównano około 10 lat temu stawki wypłacane przez NFZ za porody naturalne i cięcia cesarskie, tłumaczono, iż lekarze w ten sposób będą preferować porody naturalne. Powszechnie wiadomo jednak, że ogromna i nienormalna wręcz liczba cięć cesarskich w naszym i nie tylko w naszym kraju nie jest wynikiem wygodnictwa lekarzy ani położnych, mających jedynie na celu szybkie załatwienie problemu, jakim stał się poród, i dodatkowo zarobienie ogromnych pieniędzy.

Prawda niestety jest taka, że dokonała się gruntowna zmiana oceny naszej pracy, a wręcz filozofii myślenia społeczeństwa o zjawiskach ciąży, porodu i połogu. Obecnie bezwzględnie wymaga się końcowego efektu naszej pracy, jakim jest zdrowy, donoszony noworodek i zdrowa matka. W przypadkach niespełnienia powyższych warunków natychmiast uruchamiane zostaje postępowanie formalnoprawne. Angażowane są media. Stoimy pod ścianą. Czy w takiej sytuacji po dokonaniu korekt w finansowaniu porodów należy się spodziewać obniżenia odsetka cięć cesarskich? Wątpię, tym bardziej że w przyszłości na kolejne dziecko będzie decydowała się ogromna rzesza pacjentek po przebytym jednym lub kilku cięciach cesarskich, z których zdecydowana większość (zgodnie z obowiązującymi rekomendacjami PTG) nie zaakceptuje kolejnego porodu drogami natury po uprzednim cięciu cesarskim.

O jakich zatem pieniądzach przeznaczanych przez nasze państwo na potrzeby położnictwa mówimy? W tym celu postanowiłem dokonać oceny finansowej kosztów hospitalizacji pacjentek rodzących naturalnie i cięciem cesarskim w klinice, którą kieruję. Liczba punktów uzyskiwana za poród siłami natury i cięcie cesarskie w ramach kontraktu z NFZ to 33. Kwota uzyskiwana za obie procedury w ramach kontraktu: 33 pkt x 52 zł = 1716 zł. Koszty pobytu matki na oddziale połogowym kliniki: 220 zł/dobę x 3 = 660 zł. Poród siłami natury bez nacięcia krocza i instrumentalnej kontroli jamy macicy, po odliczeniu kosztów udzielenia pomocy medycznej, leków i materiałów medycznych oraz hospitalizacji na oddziale połogowym, dawał dodatni wynik finansowy 428,08 zł. Kiedy nacięto krocze i wykonano instrumentalną kontrolę jamy macicy, z sumy kontraktu pozostawało 311,80 zł. Gdy dodatkowo zastosowano próżnociąg położniczy, nasz zarobek wynosił już tylko 139,82 zł, a kiedy znieczulono rodzącą podpajęczynówkowo, nasz wynik finansowy stawał się ujemny i wynosił -29,98 zł. A jak kształtowały się koszty cięcia cesarskiego? W znieczuleniu podpajęczynówkowym, przy braku jakichkolwiek powikłań śródoperacyjnych nasz zysk wynosił 11,20 zł, a kiedy zastosowano znieczulenie ogólne z intubacją ponosiliśmy stratę w wysokości -95,22 zł. Zmniejszenie zdecydowanie już za niskich wartości punktowych za cięcie cesarskie z całą pewnością wprowadzi większość oddziałów położniczych w naszym kraju w niezwykłe tarapaty finansowe. A co z ośrodkami referencyjnymi, gdzie odsetek cięć sięga już 60-70%? Jak zwykle pozostaniemy sami z naszymi problemami, a jednocześnie będziemy skrupulatnie rozliczani z naszych ustawowych obowiązków.

Kończąc słowo wstępne, pragnę zarekomendować Państwu najnowszy numer Ginekologii po Dyplomie zawierający znakomite artykuły, które – o czym jestem przekonany – pomogą Państwu skutecznie poszerzyć zasoby wiedzy położniczo-ginekologicznej. Dotyczy to szczególnie artykułu pierwotnie zamieszczonego w biuletynie ACOG autorstwa Sarah J. Kilpatrick „PROM: czego nauczyliśmy się od 2007 r.”, a także pracy Jamesa M. Shwaydera, poświęconej różnorodnym aspektom ultrasonograficznego monitorowania krwawienia po menopauzie czy publikacji Hugh S. Taylora na temat korzyści i zagrożeń związanych z terapią hormonalną po menopauzie. Dla pasjonatów operacji ginekologicznych przygotowaliśmy artykuły poświęcone nowoczesnym technikom laparoskopowej ekstrakcji tkanek, pochwowym zabiegom rekonstrukcyjnym oraz zapobieganiu uszkodzeniom moczowodów w czasie histerektomii.

W imieniu zespołu redakcyjnego Ginekologii po Dyplomie oraz swoim własnym życzę Państwu i Państwa najbliższym zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku.

Pozostaję z wyrazami najgłębszego szacunku.