Dostęp Otwarty

Od redakcji

Wstęp

prof. dr hab. n. med. Jerzy Sikora

Katedra i Klinika Perinatologii i Ginekologii SUM, Katowice

Ginekologia po Dyplomie 2015;17(1):1-2

Szanowni Państwo, Drogie Koleżanki i Koledzy!

Twierdzenie, że my, polscy lekarze, wciąż marzymy o życiu w normalnych czasach, niestety pozostaje aktualne. Nowy 2015 rok witaliśmy jak zwykle z nadziejami na lepszą przyszłość, a przynajmniej na podjęcie przez rządzących prób poprawy zasad funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej w naszym kraju. A co otrzymaliśmy w zamian? Wydawałoby się, że doświadczenia kilkunastu ostatnich lat związane z powtarzającymi się cyklicznie na przełomie roku protestami środowiska, zamkniętymi gabinetami lekarskimi, brakiem porozumienia, niepodpisanymi umowami z NFZ wyzwolą pewną refleksję wśród decydentów i wyeliminują jakże kuszący i znany z przeszłości sposób prowadzenia rozmów ze środowiskiem lekarskim z pozycji siły. Tak jednak się nie stało. Jak zwykle obserwowaliśmy w mediach festiwal różnorodnych opinii, sądów, wypowiedzi pseudofachowców, polityków czy (czemu nie należy się dziwić) bardzo przestraszonych pacjentów. Konflikt eskalował, lecz nikt jednoznacznie nie wskazywał na prawdziwą przyczynę jego powstania. Nie trudno się domyśleć, że bez wcześniejszych bardzo przemyślanych i jak najszerzej konsultowanych rozwiązań organizacyjnych nie można bezboleśnie wprowadzić w życie idei radykalnego rozwiązania w skali całego kraju tak istotnych i nawarstwiających się latami problemów, do jakich należą poprawa skuteczności rozpoznawania i leczenia chorób nowotworowych oraz istotne skrócenie długości kolejek do lekarzy. Niewątpliwie dla realizacji takiego celu potrzeba dodatkowo odpowiedniej liczby osób z personelu medycznego oraz zapewnienia wystarczających środków finansowych. Jak długo mamy udawać, że wielkość przekazywanych przez NFZ środków na leczenie naszych obywateli jest wystarczająca?

Wiadomo, że przygotowując nowe rozwiązania, nie zwiększono, a wręcz zmniejszono nakłady na podstawową opiekę medyczną, redukując wcześniej przyznane środki na leczenie przewlekłych chorób układu krążenia czy cukrzycy. Z przekazów medialnych dowiedzieliśmy się, że decydentów bulwersuje to, iż lekarze żądają zapłaty już za samo przekroczenie drzwi gabinetu, a wykorzystując aktualną sytuację kryzysową, pragną zarabiać jeszcze więcej pieniędzy. W tym celu wykorzystują pacjentów, a w realizacji swoich celów – zasłaniają się nimi. Komentarzem dla tych niegodziwych słów powinny być dane dotyczące wysokości kwot, jakie NFZ dotychczas przeznaczał na pokrycie kosztów naszego leczenia. Tak bulwersujący decydentów fakt płacenia za samo przekroczenie progu gabinetu lekarskiego POZ, czasem wielokrotne i oczywiście nielimitowane, wiązał się z przekazywaniem na ten cel przez NFZ sumy 8 zł miesięcznie na głowę pacjenta, co odpowiadało 96 zł w skali roku. Z tych pieniędzy pokrywano koszty diagnostyki i terapii oraz utrzymywano praktyki lekarskie i wypłacano pensje personelu. Szeroko opisywane działania reformatorskie wiążące się z realizacją pakietu onkologicznego i kolejkowego, co nieuchronnie musi spowodować istotny wzrost kosztów i dodatkowych obowiązków, będą teraz (po odjęciu wcześniej przyznanych środków na leczenie chorób przewlekłych) wyceniane stawką kapitacyjną w wysokości 12 zł miesięcznie (koszt wywozu śmieci na obywatela wyceniono w naszym kraju średnio na 15 zł miesięcznie). W Polsce, co jest ewenementem, na jednego lekarza podstawowej opieki zdrowotnej przypada 2750 pacjentów, a w innych państwach Europy lekarz obejmuje opieką maksymalnie od 1000 do 1500 osób.

Na wielu oddziałach ginekologicznych i w klinikach właśnie rodzi się w bólach nowy system związany z wprowadzeniem w życie tzw. pakietu onkologicznego. Kiedy kilka miesięcy temu sygnalizowano możliwość wprowadzenia sprawnej, nielimitowanej diagnostyki i terapii schorzeń nowotworowych, fakt ten jawił się światełkiem w tunelu jako pierwsza od wielu już lat tak korzystna zmiana w naszym systemie opieki zdrowotnej. Kiedy jednak okazało się, że nie tylko nie będzie dodatkowych pieniędzy, a wręcz przeciwnie – będą rosnąć koszty obowiązkowej już teraz diagnostyki i terapii, a także obciążenia finansowe ponoszone przez każdy zakład opieki zdrowotnej, któremu narzuca się dodatkowo reżim czasowy w rozpoznawaniu chorób nowotworowych, ocena nowych rozwiązań bardzo szybko zmieniła się z optymistycznej na bardzo pesymistyczną. Dotychczas nikt do końca jednoznacznie nie sprecyzował zasad powoływania konsyliów lekarskich, które mają ustawowy obowiązek podejmowania decyzji klinicznych. Dokładnie nie wiadomo, kto ma pełnić funkcję koordynatora czy koordynatora koordynatorów. Nie wiadomo, czy powyższe gremia mają pracować społecznie, czy mają być dodatkowo zatrudniane i wynagradzane. Obowiązkowe już teraz wypełnienie tzw. zielonej karty zajmuje przy pewnej wprawie ok. 30 min. Będzie ją wystawiał każdy z nas lekarzy, niezależnie od miejsca zatrudnienia. Dotyczy to zarówno wszelkich placówek opieki ambulatoryjnej, jak i zamkniętych placówek służby zdrowia. Zasady funkcjonowania tzw. nowych „nielimitowanych” zasad diagnostyki i terapii schorzeń nowotworowych odzwierciedlają treści ustawy, z której wynika, iż każdy lekarz ma prawo wydać 30 zielonych kart onkologicznych. Potem będzie następowała 10-13 tygodniowa weryfikacja słuszności decyzji lekarza. Przez ten czas lekarz nie będzie mógł wystawić ani jednej zielonej karty. Zatem limit (którego przecież nie ma) wynosi 30 chorych na 3 miesiące.

Już chyba jako element czarnego humoru należy traktować „sensacyjną” informację, która ostatnio pojawiła się w mediach: „NIK sprawdzi, dlaczego w Polsce jest za mało lekarzy. Weźmie pod lupę resort zdrowia i uczelnie medyczne. Według tych informacji Najwyższa Izba Kontroli zbada, jak uczelnie szkolą lekarzy i dlaczego brakuje specjalistów. Sprawdzi m.in., jakie są bariery w dostępie do specjalizacji i co robi resort zdrowia, by zahamować emigrację lekarzy”. Zastanawiałem się, z jakimi kosztami będzie się wiązać zakrojona na tak szeroką skalę kontrola? Pewnie z milionowymi! Postanowiłem za darmo udzielić odpowiedzi na te frapujące pytania! Lekarzy w Polsce jest za mało, bo ich się za mało kształci. Aby uczelnie medyczne mogły zwiększyć liczbę studentów, potrzebne są pieniądze! (których oczywiście w naszym kraju na ten cel brakuje). Podobną prawidłowość należy zauważyć w przypadku braku odpowiedniej liczby specjalistów. Przy braku lub bardzo ograniczonej liczbie miejsc rezydenckich nie będzie też specjalistów!

Rodzi się pytanie, kto odpowiada za utrzymującą się od pewnego czasu tendencję w naszym systemie ochrony zdrowia, która wskazuje, że w Polsce na 1000 mieszkańców przypada średnio 2,2 lekarza. Taki stan rzeczy sprawia, że zajmujemy ostatnie miejsce w Europie pod względem proporcji lekarzy do liczby wszystkich mieszkańców. Najwięcej lekarzy na 1000 mieszkańców przypada w Grecji – 6,1. Wśród państw sąsiednich najwięcej medyków spotyka się w Niemczech – 3,8 na 1000 mieszkańców. Także państwa śródziemnomorskie, Włochy i Hiszpania, posiadają więcej lekarzy – odpowiednio 4,1 i 3,8 na 1000 mieszkańców. Liczba medyków praktykujących w naszym kraju jest o około 1/3 mniejsza niż średnia w Europie. Co dziesiąty absolwent medycyny wyjeżdża z kraju. Według wyliczeń raportu GUS w 2060 roku będziemy czwartym najstarszym społeczeństwem na Starym Kontynencie.

Co zatem należy uczynić, aby zahamować wyjazdy młodych lekarzy z naszego kraju? Wiadomo... A wyniki kontroli NIK będą zaprezentowane dopiero pod koniec III kwartału br.

Dzieląc się z Państwem moimi obawami i niepokojami, mam jednak głęboką nadzieję, że uda nam się pokonać piętrzące się trudności, a nasze środowisko, jak to już wielokrotnie udowadnialiśmy, ostatecznie będzie w przyszłości jeszcze bardziej skonsolidowane.

Życząc miłej lektury jak zwykle bardzo ciekawego pierwszego tegorocznego numeru naszego czasopisma, pragnę szczególnie zarekomendować Państwu treści najnowszych wytycznych ACOG dotyczących postępowania w ciąży przeterminowanej, artykułów dotyczących mięśniaków w przebiegu ciąży, najczęstszych błędów w indukcji porodu, nowych danych dotyczących encefalopatii noworodków i mózgowego porażenia dziecięcego oraz pozostałych niezwykle interesujących publikacji.

Życząc samych sukcesów w nowym 2015 roku, pozostaję z wyrazami najgłębszego szacunku.