Dostęp Otwarty

Kraj

Dziecięca rehabilitacja na skraju bankructwa

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Mimo wielkich oszczędności sopocki oddział rehabilitacji dziecięcej rokrocznie przynosi gigantyczne straty. – Podobna sytuacja jest w całej Polsce – alarmuje prof. Krystyna Księżopolska-Orłowska, krajowy konsultant w dziedzinie rehabilitacji medycznej. – Są tego dwie przyczyny. Po pierwsze, środki przeznaczane na rehabilitację są o wiele za małe. Po drugie, procedury stosowane w rehabilitacji są dramatycznie nisko wycenione.

Na sopockim oddziale bieda aż piszczy. Dr Barbara Gierak-Pilarczyk, dyrektor Szpitala Reumatologicznego (rehabilitacja dziecięca jest jego częścią), przyznaje, że oddział wymaga pilnych inwestycji. O zakupach nie ma jednak mowy, bo z powodu bardzo małego finansowania przez NFZ (roczny kontrakt to 1 mln zł) rehabilitacja od lat przynosi straty. I gdyby szpital nie dokładał co roku pokaźnej kwoty (w ub. roku było to 1,2 mln zł), oddział trzeba by było zamknąć.

Rehabilitacja dziecka po wypadku komunikacyjnym, z różnego typu urazami czy wadami rozwojowymi narządu ruchu, kosztuje często kilkaset tysięcy złotych, w przeliczeniu na dzień to minimum 200 zł. Tymczasem za tzw. osobodzień NFZ płaci jedynie 115 zł. I to niezależnie od zakresu rehabilitacji.

– Te 115 zł musi pokryć koszt pracy zespołu, zabiegów, ćwiczeń, a nawet prądu i gazu – wylicza dr n. med. Agata Deja, ordynator oddziału. A że nie pokrywa, na oddziale wprowadzono drastyczne oszczędności, a finanse są monitorowane przez specjalistyczną firmę. – Od kilku lat możemy już mówić o zapaści, ponieważ średnia strata dla oddziałów tej specjalności wyniosła ok. 60 proc. (dane SGA monitorującej dla samorządów finanse wielu szpitali w Polsce). Od 2004 r. wzrost nakładów na rehabilitację dziecięcą jest znacznie niższy niż inflacja – czytamy w alarmującym liście, który specjaliści z Sopotu wysłali do prezesa NFZ Tadeusza Jędrzejczyka.

– Gdybym chciała oddział zbilansować, byłaby to fikcja, a nie rehabilitacja – mówi dr Deja. – Konsekwencje takiej polityki NFZ są dramatyczne – twierdzi prof. Księżopolska-Orłowska. – Oddziały są albo likwidowane, albo zmniejsza się na nich liczbę łóżek, bo dyrektorzy nie chcą dokładać do rehabilitacji, która przynosi straty. Przykład? W Łodzi otwarto nowy, piękny szpital kliniczny, w którym miejsce pierwotnie zarezerwowane na rehabilitację dzieci przeznaczono na echokardiografię. Jedno takie badanie daje większy przychód niż tydzień rehabilitacji dziecka.

Co trzeba zmienić? – Rozliczanie wszystkich pacjentów tak samo według osobodnia, zarówno wymagających bardzo dużego nakładu pracy, jak i wymagających prostych procedur rehabilitacyjnych, nie motywuje do utrzymywania najwyższych standardów terapii, a wręcz przeciwnie – uważa dr Deja. Rozwiązaniem zaproponowanym NFZ przez środowisko lekarzy rehabilitacji jest wprowadzenie JGP w rehabilitacji ogólnoustrojowej.