Dostęp Otwarty

Bez mojej zgody

Cicha likwidacja interny

Opracowała Iwona Dudzik

O próbach likwidacji oddziałów internistycznych i fatalnych tego skutkach mówi dr n. med. Marek Stopiński, wojewódzki konsultant w dziedzinie chorób wewnętrznych na Mazowszu:

Wyrażam zaniepokojenie i sprzeciw wobec coraz liczniejszych prób cichej likwidacji oddziałów wewnętrznych tylko z tego powodu, że są one deficytowe. Jako wojewódzki konsultant w dziedzinie interny z wielu miejsc w województwie otrzymuję sygnały o planach likwidacji lub przekształcenia oddziałów internistycznych w inne, bardziej dochodowe.

Sytuacja dotyczy całego kraju. Dzieje się tak dlatego, że kontrakty dla oddziałów internistycznych są niedoszacowane, przez co oddziały te nie mają szansy się bilansować i przynoszą straty. Co gorsze, nie ma nadziei na poprawę sytuacji w 2015 roku, ponieważ NFZ nie będzie rozpisywał nowych konkursów, a jedynie aneksuje istniejące kontrakty. Dlatego dyrektorzy szpitali, szczególnie tych przekształconych w spółki, próbują ograniczać deficytową działalność w roku 2015 – redukują zatrudnienie, a nawet podejmują próby likwidacji oddziałów. Trudno się dziwić dyrektorom, jednak jeśli zrealizują swoje plany, gwałtownie zmniejszy się dostępność łóżek internistycznych, co jest ogromnie ryzykowne.

W województwie mazowieckim mamy ponad trzy tysiące łóżek internistycznych, a ich liczba zmniejszyła się w ostatnich latach o ponad 10 proc.

Tymczasem oddziały internistyczne są podstawową bazą diagnostyczno-leczniczą w szpitalach i w regionie. Pełnią też dla szpitali bardzo ważną rolę wentyla bezpieczeństwa – w większości przypadków zajmują się pacjentami w ostrym stanie z zagrożeniem życia, np. z zapaleniem płuc z niewydolnością oddechową, z niewydolnością serca i cukrzycą lub niewydolnością nerek, powikłaniami po chemioterapii itp. W większości są to pacjenci z kilkoma współistniejącymi przewlekłymi schorzeniami, których diagnostyka i leczenie muszą być prowadzone w rozszerzonym zakresie i z tego powodu koszty hospitalizacji są wysokie. W sytuacji pacjentów internistycznych NFZ płaci tylko za najdroższą procedurę (uwzględniając tylko jedną jednostkę chorobową), więc oddziały wewnętrzne są szczególnie poszkodowane finansowo. Dlaczego? Bo choć np. leczą zapalenie trzustki na takim samym poziomie jak specjalistyczny oddział (wykonują tomografię, endoskopię, prowadzą równorzędne leczenie), to otrzymują kilkakrotnie mniejsze finansowanie, niż gdyby to schorzenie leczone było np. na chirurgii ogólnej.

Stąd też pomysł przekształcania interny w oddziały specjalistyczne. Kłopot w tym, że łóżek internistycznych nie da się zastąpić specjalistycznymi, a bez interny szpitale nie będą mogły normalnie funkcjonować. Jeśli otworzymy np. gastrologię w miejsce interny, to pacjent np. z POChP nie zostanie tam przyjęty. Także chory z chorobą nowotworową z powikłaniami w przypadku braku łóżek internistycznych będzie miał ograniczoną możliwość hospitalizacji. Podstawą szpitali, szczególnie wieloprofilowych, musi być interna na wysokim poziomie, która współpracuje z innymi oddziałami specjalistycznymi.

Interniści także konsultują pacjentów na innych oddziałach, np. ortopedycznych, chirurgicznych, neurologicznych. Bez internisty prawidłowe funkcjonowanie oddziału np. ortopedii czy neurologii praktycznie jest niemożliwe.

Tymczasem obserwujemy odwrót od interny – świadczy o tym m.in. mniejsza liczba rezydentur, które szczególnie ograniczono w tym roku np. na Mazowszu (do 25 w porównaniu z 50 w 2013 roku). Głosu internistów nie słucha NFZ i Ministerstwo Zdrowia.

Wraz z konsultantem krajowym, prof. Jackiem Imielą, staramy się przeciwdziałać temu trendowi. Wielokrotnie w tej sprawie konsultant krajowy kierował pisma do NFZ, domagając się poprawy finansowania procedur internistycznych.

Szczególnie trudna sytuacja jest w Warszawie. Co ciekawe, w 2012 roku Warszawska Rada Polityki Zdrowotnej, debatując nad „Kierunkami rozwoju opieki zdrowotnej w m.st. Warszawie w latach 2014-2025”, uchwaliła, że interna powinna być priorytetem (oprócz geriatrii, psychiatrii oraz onkologii), stwierdzając, że wyceny procedur internistycznych są wyraźnie zaniżone w porównaniu z cenami procedur zabiegowych. W dokumencie tym czytamy m.in., że w związku z niewystarczającą bazą łóżkową na oddziałach chorób wewnętrznych, a przede wszystkim niskim poziomem kontraktowania i wyceny świadczeń internistycznych, WRPZ przyjęła koncepcję okresowego zwiększania liczby łóżek internistycznych w sytuacji zwiększonego zapotrzebowania, pozyskując niewykorzystane łóżka z innych oddziałów szpitalnych.

Na braku dostępu do łóżek internistycznych ucierpią pacjenci, szczególnie ci z wieloma współistniejącymi schorzeniami, w tym w przeważającej liczbie osoby w podeszłym wieku, ponieważ geriatria wciąż nie zaspokaja potrzeb, natomiast możliwości leczenia na internie są coraz bardziej ograniczane.