Dostęp Otwarty

Sonda

Czy artykuł 52, dotyczący zakazu krytyki lekarzy przez lekarzy, powinien zostać zmieniony lub wykreślony z Kodeksu Etyki Lekarskiej?

Opracował Jerzy Dziekoński

Prof. Jerzy Sikora, ordynator Oddziału Perinatologii i Ginekologii Centralnego Szpitala Klinicznego im. prof. Kornela Gibińskiego SUM

Uważam, że zapis ten powinien pozostać niezmieniony. Ma bowiem etyczne uzasadnienie, które gwarantuje podstawę zaufania do zawodu lekarza. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy jeden specjalista podważa wcześniejsze metody leczenia, dyskredytuje metody pracy innego specjalisty. W ten sposób zaufanie pacjentów do nas ległoby w gruzach. Jeden jest Rzym, ale prowadzą do niego różne drogi. Często nie ma jedynej słusznej metody leczenia i wzajemna krytyka wcześniej czy później odbiłaby się na całym środowisku. Stracilibyśmy nad tym kontrolę i w efekcie zaufanie pacjentów.

W ostatnim ćwierćwieczu wiele się zmieniło również w podejściu niektórych lekarzy do kwestii finansowych. Kiedy ja zaczynałem pracę, nikt w środowisku nie rozmawiał o pieniądzach. Dzisiaj zapewne znajdą się lekarze, którzy traktują zawód w kategoriach biznesowych. Krytyka innych lekarzy mogłaby stać się naprawdę niebezpiecznym zjawiskiem, wykorzystywanym w celu pozyskania jak największej liczby pacjentów. To pozornie szybka korzyść, gdyż wcześniej czy później można stać się ofiarą takiego sposobu postępowania. Dodatkowo, jeśli pacjenci przestaną nam ufać, wszystkim będzie o wiele trudniej pracować. Ciężko mi jest wyobrazić sobie sytuację, w której pacjent poddający się kilkugodzinnej operacji byłby gotów powierzyć swoje zdrowie i życie lekarzowi, któremu nie ufa.

Dr Marek Koenner, radca prawny, ekspert prawa medycznego

Uważam, że lekarze nie powinni wygłaszać sądów, jeśli nie są im znane szczegóły danego przypadku i dlatego wspomniany zapis powinien być doprecyzowany. W obecnym kształcie świadczy o błędnie pojmowanym solidaryzmie środowiskowym. Złe praktyki powinny być krytykowane i piętnowane, a nie przemilczane w imię etyki zawodowej.

Poza tym można się zastanawiać, czy nie jest to zapis martwy. Niejednokrotnie się zdarza, że jedni lekarze krytykują pracę innych w obecności pacjentów. Lekarze działają dzisiaj na zasadach konkurencyjnych. I chociaż oczywiście nie ma w tym zakresie danych statystycznych, właśnie w ten sposób pacjenci dowiadują się o błędach, przez co sprawy przeciwko klinikom trafiają na wokandę. Problem stanowi jawna krytyka zaniedbań czy oczywistych błędów.

Na Zachodzie odmienna jest sama koncepcja dotycząca zdarzeń niepożądanych. Szpitale ich nie ukrywają, mówią o nich otwarcie i traktują je jako przyczynek do rozwoju. Dyskusja o problemach daje możliwość wyeliminowania błędów.

Nie można jednak nie zauważyć, że sytuacja ta powoli się zmienia, szczególnie poprzez działania zmierzające do poprawy jakości, w tym akredytacyjne i audytowe. Warto też wspomnieć, że sądy przy rozpatrywaniu spraw medycznych jedynie w niewielkim (o ile w ogóle) stopniu traktują zapisy KEL jako podstawę rozstrzyganych spraw. Najistotniejsza w procesie cywilnym jest ocena działania lekarza i należytej staranności rozumianej jako podwyższona należyta staranność w świetle Kodeksu cywilnego. Z punktu widzenia osądzanych kwestii medycznych kluczowa w procesie jest natomiast ocena dokonana przez biegłego lub biegłych sądowych.

Lek. med. Wojciech Łącki, przewodniczący Naczelnego Sądu Lekarskiego

Opinia pisana przez biegłego na potrzeby sądu musi być jak najbardziej obiektywna. Nie powinien jej pisać lekarz będący np. kolegą osoby, wobec której toczy się postępowanie. Należy zdawać sobie sprawę, że rzetelna, obiektywna opinia biegłego nie jest krytyką w pojęciu art. 52 KEL. Stawianie sprawy w ten sposób, że artykuł 52 stanowi swojego rodzaju kaganiec dla lekarzy będących biegłymi sądowymi, jest nieporozumieniem. Nadużyciem jest także twierdzenie, że większość opinii napisanych przez biegłych jest nieprawdziwa, ponieważ powstała pod presją tegoż artykułu, w obawie przed sądem lekarskim i utratą prawa do wykonywania zawodu. Pracuję w NSL od wielu lat i w ciągu tego czasu było kilkanaście postępowań związanych z artykułem 52 KEL. Sprawy kończyły się najczęściej upomnieniami, w najgorszym wypadku naganą.

Art. 52 został poddany ocenie przez Trybunał Konstytucyjny, który w wyroku z 2008 roku jasno mówi, że merytoryczna krytyka w imię szeroko pojętego interesu publicznego jest zgodna z konstytucyjną zasadą wolności słowa i prawa do krytyki i nie powinna podlegać ograniczeniom przez KEL. Chciałbym zauważyć, że sporny artykuł mówi o dyskredytowaniu jednego lekarza przez drugiego i na ciężarze tego terminu należy się skupić. Trzeba podkreślić, że publiczne dyskredytowanie nie jest tożsame z merytoryczną krytyką i nie zawsze może mieć słuszny cel. Wspomniany wyrok TK jest dla nas wskazówką, według której powinniśmy interpretować ten zapis i w jego duchu sądy lekarskie orzekają w sprawach o naruszenie art. 52. W mojej ocenie, przy takiej interpretacji, należy tego artykułu bronić.

Dr Barbara Czerska, etyk, psychoterapeutka

W tej sytuacji zapytajmy o istotę zawodu lekarza. To zawód zaufania publicznego. Wszystko, co narusza to zaufanie, jest szkodliwe, ponieważ podwyższa w społeczeństwie poczucie lęku i tym samym burzy zdrowe relacje pacjent – lekarz. Jednocześnie pacjent ma prawo do drugiej opinii. Nie oznacza to jednak, że jeden lekarz może podważać metody drugiego. Ma prawo wyrazić swoją opinię, ale bez dyskredytowania. Medycyna jest dziedziną opartą na faktach naukowych, na szerokiej wiedzy o człowieku oraz na komunikacji między pacjentem a lekarzem i między lekarzami. Są bowiem przypadki, które wymagają opinii konsylium. Nie może ono jednak mieć rutynowego, urzędowo narzuconego charakteru. Jego praca powinna opierać się na wzajemnym szacunku i uwadze skoncentrowanej na pacjencie i jego problemie. Tymczasem istnieje opozycja między lekarzami, ich etyką zawodową a tym, co narzuca im klasa urzędnicza. W jaki sposób możemy mówić o dobrych warunkach dla wzajemnego szacunku i właściwej komunikacji, jeśli lekarz POZ ma na jednego pacjenta siedem minut, z czego połowę musi poświęcić na biurokratyczne obowiązki; jeśli minister zdrowia wdraża oderwany od rzeczywistości pakiet onkologiczny i funduje nam niegospodarne oraz nieprzemyślane rozwiązania, co buduje jeszcze bardziej niewydolny system, obarczający lekarzy odpowiedzialnością za jego właściwe działanie, czyli tworzący doskonałe podłoże do krytyki? Czy można usprawiedliwić spychanie etyki lekarskiej na dalszy plan, dlatego że brakuje czasu i właściwych rozwiązań systemowych?

Podsumowując, artykuł 52 KEL to zapis bardzo mądry i ważny. Skoro jakiś lekarz postanowił zanegować decyzję swojego poprzednika, powinien się zastanowić, czym kierował się jego kolega, i przede wszystkim skontaktować się z nim, zanim zacznie wygłaszać sądy.

Prof. Zbigniew Chłap, były przewodniczący KEL NRL, współtwórca Kodeksu Etyki Lekarskiej

W moim przekonaniu zapis ten nie stanowi żadnych przeszkód i ograniczeń w procedowaniu np. przez biegłych lekarzy o winie lekarza, który popełnił błąd powodujący niekorzystne skutki dla pacjenta. Przede wszystkim jednak trzeba wyraźnie stwierdzić, że jest sprawą niewłaściwą rozpatrywanie jednego, wybranego artykułu KEL, bez uwzględnienia całości zawartych w nim zasad etyki, którymi ma się kierować każdy lekarz. Na wstępie KEL (art. 2) stwierdza, że największym nakazem etycznym dla lekarza jest dobro chorego (salus aegroti suprema lex esto). Użycie słowa nakaz wyjaśnia wszelkie wątpliwości, jakie mogą nasuwać się w związku z popełnieniem błędu lekarskiego, powodującego naruszenie dobra pacjenta. Art. 52 zaleca lekarzom ujawnianie dostrzeżonych błędów w działaniu innych lekarzy, a jednocześnie wskazuje drogę postępowania. Lekarz, zwłaszcza współpracownik, jest w stanie najszybciej i fachowo wykryć błąd, przy czym w oparciu o wiedzę i sumienie powinien rozstrzygnąć, czy wystarczające jest powiadomienie bezpośrednio lekarza popełniającego błąd, czy też chodzi o poważniejszy uszczerbek na zdrowiu pacjenta i wówczas konieczne jest poinformowanie organu izby lekarskiej, która jest upoważniona do dalszego postępowania karnego przez sąd izby lub przez sąd powszechny – o ile błąd ma cechy karygodnego zaniedbania obowiązków. Wykluczam możliwość orzekania przez sądy działające na zasadzie opacznie pojętej solidarności zawodowej, gdyż byłoby to postępowanie wymagające zaskarżenia do władz prokuratorskich. Jest więc to wyjątkowa sytuacja podwójnej odpowiedzialności lekarza, zgodnie z art. 4 Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz wykonywania zawodu według wskazań aktualnej wiedzy medycznej i zasad etyki zawodowej. Warto zadać sobie pytanie, czy lekarz jest zobowiązany także do poinformowania pacjenta, że np. szpital nie ma odpowiednich zasobów, aparatury do przeprowadzenia leczenia na poziomie współczesnej wiedzy. Dodać należy, że KEL odwołuje się w niektórych artykułach do konieczności zastosowania się lekarzy przede wszystkim do przepisów prawa. Przywilejem samorządu lekarskiego jest umieszczenie zarówno zapisów opartych o dobre tradycje i obyczaje profesji lekarskiej, jak i rozsądne stosowanie się do przepisów prawa stanowionego. Na zakończenie chciałbym powołać się na słynne pytanie, które dwa tysiące lat temu wypowiedział Horacy: Cóż znaczą puste prawa bez obyczajów? (Quid leges sine moribus vanae proficiunt?).

Dr Tadeusz Pasierbiński, ginekolog, sygnalista Fundacji im. Stefana Batorego

Za krytykę wyboru ordynatora Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Powiatowego w Mikołowie w 2001 roku oskarżono mnie o naruszenie art. 52 KEL. Sąd lekarski nałożył na mnie karę upomnienia. Koniec końców okazało się, że miałem rację. Przez szereg nieprawidłowości na oddziale ordynator stracił pracę. Nikogo nie pomawiałem, lecz opierałem się na faktach, na informacjach z poprzedniego miejsca pracy wspomnianego lekarza. W międzyczasie pojawił się wyrok Trybunału Konstytucyjnego, mówiący o tym, że krytyka lekarzy nie może być zakazana, jeśli bazuje na rzetelnych informacjach i dotyczy szeroko rozumianego interesu społecznego. Zaskarżyłem więc krzywdzącą dla mnie decyzję i ostatecznie moje konto oczyszczono, a karę anulowano. O sprawiedliwość walczyłem aż 10 lat, ale jestem przekonany, że drugi raz nie postąpiłbym inaczej. Wyprostowany patrzę w lustro, natomiast wielu moich oponentów z Izby Lekarskiej spuszcza wzrok, kiedy mnie spotyka. Jeśli chodzi o art. 52 Kodeksu Etyki Lekarskiej, jest to zapis nieżyciowy, śmieszny i niepotrzebny. Czy lekarz ma być wolną od krytyki świętą krową?

Medium 10013