Dostęp Otwarty

Powitanie

Oda do ministra

Iwona Konarska

Small img 3400 kolor  opt

Iwona Konarska

Ministrami zdrowia zostają osoby coraz bardziej wyraziste, mówiące dobitnie, głośno, nawet bardzo głośno. Twarz ministra jest z dekady na dekadę coraz bardziej skupiona, sroga, o uśmiechu nie ma mowy. „Że nic nad zdrowie ani lepszego, ani droższego…”, zdają się recytować za Kochanowskim. A w tym podnoszeniu głosu i robieniu marsowej miny jest zaklinanie rzeczywistości, bo jak inaczej można zareagować na informację, że do endokrynologa we Wrocławiu można się zapisać na termin za cztery lata.

Tak, minister zdrowia to dzisiaj najbardziej ponury urzędnik w państwie.

Ponad dziesięć lat temu przeprowadzałam wywiad z Markiem Balickim (obowiązywała łagodniejsza wizja na tym stanowisku), który ministrem zdrowia był wtedy po raz drugi. Szpital jako źle zarządzana firma, zadłużenie placówek ochrony zdrowia, protesty, głodówki, legalizacja posiadania niewielkiej ilości narkotyków, in vitro – wszystko to, o czym wtedy rozmawialiśmy, nadal pozostaje ważne, chociaż z problemami zmierzono się w międzyczasie legislacyjnie.

Dzisiaj do najważniejszych spraw zaliczyłabym mapy potrzeb zdrowotnych, nie tylko dlatego, że w ślad za ich sporządzeniem popłyną fundusze unijne. Są istotne, bo pokażą białe plamy i kumulacje. Wydają się rządzącym niezwykle potrzebne, by nie tworzyli molochów tam, gdzie rynek jest nasycony, ale co najważniejsze, by zajęli się zdrowiem mieszkańców ziemi niczyjej.

I jeszcze, jeśli miałabym wiązać nadzieje z nowym ministrem zdrowia – oby był jak najbliżej zarządzania i medycyny, jak najdalej od polityki. Ten resort bardzo powinien się o to postarać, bo nie pamiętam, by tak jak dzisiaj zmiana w gabinecie przy ulicy Miodowej wiązała się kiedykolwiek z lękiem konkretnej grupy pacjentów. A tak jest w przypadku leczenia niepłodności. Jest program, jest ustawa, a ludzie się boją, że im się to odbierze…

Boją się również właściciele prywatnych placówek, bo ich status ma być przeszkodą w uzyskaniu kontraktu, boją się w szpitalach powiatowych, bo pomysły na ich utrzymanie odeszły wraz z poprzednią władzą. I z tymi lękami musi sobie dr Konstanty Radziwiłł poradzić na dzień dobry.