Dostęp Otwarty

Prawo

Gry i igraszki wokół prawa do dokumentacji medycznej

Żaneta Semprich

Nietrudno spotkać dziś osoby przeświadczone o tym, że dostęp do dokumentacji medycznej to nie marginalne, lecz jedno z podstawowych praw pacjenta. Mocno akcentują je sądy rozpatrujące różne sprawy na tym tle. Wyjaśniają, że wynika to z art. 23 ust. 1 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (dalej: ustawa i RPP): „Pacjent ma prawo do dokumentacji medycznej dotyczącej jego stanu zdrowia oraz udzielonych mu świadczeń zdrowotnych” oraz z przepisów regulujących zakres podmiotów uprawnionych do żądania dokumentacji medycznej (art. 26 tej ustawy), a także formę jej udostępniania.

Art. 27 ustawy, regulując sposób udostępniania dokumentacji medycznej, stanowi, że może to nastąpić: „1) do wglądu, w tym także do baz danych w zakresie ochrony zdrowia, w siedzibie podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych, 2) przez sporządzenie jej wyciągów, odpisów, kopii lub wydruków, 3) przez wydanie oryginału za pokwitowaniem odbioru i z zastrzeżeniem zwrotu po wykorzystaniu, jeżeli uprawniony organ lub podmiot żąda udostępnienia oryginałów tej dokumentacji, 4) za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej, 5) na informatycznym nośniku danych”.

Z kolei, w myśl § 78 ust. 1 Rozporządzenia z dnia 21 grudnia 2010 roku w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania (Dz.U. Nr 252, poz.1697 z późniejszymi zmianami) nastąpić to musi „bez zbędnej zwłoki”.

Jak wielekroć podkreślały sądy w uzasadnieniach wyroków, realizacja prawa pacjenta do dokumentacji medycznej nie może być przez podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych w żaden sposób ograniczona bądź utrudniona, i to „nawet w sytuacji zaprzestania udzielania świadczeń zdrowotnych w wyniku niezawarcia umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia”. Na przykład fakt uczestniczenia w legalnej akcji protestacyjnej nie zwalnia z obowiązku przestrzegania prawa w tym zakresie.

Kilka wyroków wydanych pod koniec lipca br. wiąże się z akcją protestacyjną lekarzy rodzinnych prowadzoną na początku 2015 roku i reakcją Rzecznika Praw Pacjenta. Rzecznik ocenił, że placówki, zamykając swoje podwoje na kilka dni (często tylko na jeden lub dwa), dopuściły się naruszenia tzw. zbiorowych praw pacjentów polegającego na uniemożliwieniu dostępu do dokumentacji medycznej. Podmioty lecznicze decyzję rzecznika zaskarżały do wojewódzkich sądów administracyjnych. Potem wnosiły kasacje do NSA. Bezskutecznie.

W sprawie II OSK 913/16 (wyrok NSA z 26 lipca br.) podmiot leczniczy, broniąc się przed zarzutem naruszenia praw zbiorowych argumentował, że w dniu 2 stycznia 2015 roku na zewnątrz budynku przychodni umieszczono stosowną informację z numerem telefonu, pod którym pacjenci mogli uzyskać informacje także co do sposobu udostępniania dokumentacji. Natomiast 5 stycznia 2015 roku dwie rejestratorki medyczne wyjaśniały to pacjentom osobiście w siedzibie przychodni. Dokumentację kserowały nieodpłatnie. Zainteresowanych było kilka osób. Już od 7 stycznia 2015 roku podmiot leczniczy świadczył usługi na podstawie umowy z NFZ, a dokumentacja medyczna była tego samego dnia dostępna i wydawana pacjentom w postaci kopii poświadczonych za zgodność z oryginałem.

Starania te okazały się niewystarczające. Rzecznik uznał utrudnienia z 2 i 5 stycznia 2015 roku za naruszenie zbiorowych praw pacjentów.

Zgodziły się z tym sądy I i II instancji. Zgodnie stwierdziły, że udzielanie 2 stycznia 2015 roku przez telefon informacji dotyczących udostępniania dokumentacji medycznej pacjentów miało charakter bezprawnej praktyki. Podmiot leczniczy nie może bowiem ograniczać sposobu przyjmowania wniosków w tej sprawie np. do formy pisemnej, telefonicznej bądź elektronicznej. W ocenie jednego i drugiego sądu nie jest on bowiem typowym podmiotem gospodarczym o charakterze biznesowym, w którym w dowolnym momencie można zamknąć drzwi. Nadal musi przestrzegać praw pacjentów w zakresie dostępu do dokumentacji medycznej. Winien tak organizować działalność, a także jej zakończenie, aby mogli ją uzyskać, a odpowiedni wniosek złożyć w dowolny sposób.

Nie inaczej rzecz ocenił cztery dni wcześniej inny skład NSA. W sprawie VII SA/Wa 1438/15, w której skarżącym był podmiot leczniczy będący w niemal identycznej sytuacji, ocenił, że skoro pacjent nie mógł złożyć wniosku o udostępnienie bezpośrednio w przychodni, to nie był w stanie zrealizować swojego prawa „bez zbędnej zwłoki”, czyli tak jak wymagają przepisy. A odpowiadając na zarzut lecznicy, że pacjenci mieli dostęp do dokumentacji wprawdzie nie niezwłocznie, tylko właśnie „bez zbędnej zwłoki”, NSA dokonał nieco karkołomnego zabiegu interpretacji tego pojęcia. Wyłożył mianowicie, że nie można przyjąć, iż dopuszcza ono zwłokę w działaniu. Przesłankę „bez zbędnej zwłoki” należy odnieść tylko do potrzeby podjęcia czynności przygotowania dokumentacji medycznej, co nie jest związane z podjęciem złożonych czynności, jako że podmiot udzielający świadczeń ma obowiązki przechowywania dokumentacji.

W zasadzie „bez zbędnej zwłoki” oznacza zatem obowiązek udostępnienia tej dokumentacji „niezwłocznie”.

Jak sąd uzasadnił takie stanowisko? Stwierdził, że przy ocenie danej praktyki jako naruszającej zbiorowe prawa pacjentów należy dać pierwszeństwo ochronie zdrowia i życia pacjentów. Nie miałoby uzasadnionych racji stosowanie wyłącznie wykładni językowej, tzn. interpretacji prawa dokonywanej jedynie na podstawie analizy języka.

Dziwne? Niekoniecznie. Powstawały bardziej zaskakujące definicje i wykładnie. Skoro np. dyrektywa unijna zawiera zapis, że rak jest rybą, to „bez zbędnej zwłoki” może oznaczać „niezwłocznie”.

Reasumując: NSA nie ma wątpliwości, że dokumentacja udostępniana musi być bezzwłocznie i osobiście.

W sprawach tego typu RPP ma znaczne kompetencje władcze. Ocena ta wynika choćby z porównania z uprawnieniami innych rzeczników, których zadaniem jest ochrona praw i wolności człowieka i obywatela, w tym także (nawet!) z kompetencjami Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka.

RPP jako jedyny wśród rzeczników może coś nakazać, narzucić swoje stanowisko podmiotom i wymierzyć karę. Jego domeną jest m.in. postępowanie w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów. Jest to stosunkowo nowy rodzaj postępowania administracyjnego, uregulowany w rozdziale 13 wymienionej ustawy. To tam w art. 59 czytamy: „Zakazane jest stosowanie praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów”. Przy czym nie chodzi tu o sumę praw indywidualnych i faktyczne naruszenie. Przez praktykę naruszającą zbiorowe prawa pacjentów ustawa rozumie bezprawne i zorganizowane działania lub zaniechania podmiotów udzielających świadczeń zdrowotnych, mające na celu pozbawienie pacjentów praw lub ograniczenie tych praw.

Co ciekawe, gdy dojdzie do sporu, sądy administracyjne stoją na stanowisku, że nie musi dojść do konkretnego naruszenia praw pacjentów. Już zresztą w uzasadnieniu projektu ustawy podkreślono, że zbiorowe prawo pacjentów to prawo abstrakcyjne, przysługujące nieokreślonemu z góry, nieograniczonemu kręgowi aktualnych oraz potencjalnych odbiorców świadczeń zdrowotnych. Jako przykładowe „zbiorowości” pacjentów wymieniano wówczas: mieszkańców danej jednostki administracyjnej, pacjentów jednego podmiotu udzielającego świadczeń (np. pacjenci szpitala psychiatrycznego), dzieci podlegające obowiązkowemu szczepieniu ochronnemu, pacjentów onkologicznych itp. Kryterium wyodrębniającym może być zatem miejsce zamieszkania lub udzielania świadczeń, wiek czy rozpoznanie. Przy czym przesłanka celowości (przypomnijmy, że przepis mówi o postępowaniu mającym na celu pozbawienie pacjentów praw) zostaje spełniona, jeżeli podmioty udzielające świadczeń przewidują możliwość naruszenia praw pacjenta i na to się godzą. To istotne, wszak w opisanych wyżej sprawach nie było celem świadczeniodawców pozbawienie pacjentów dostępu do dokumentacji, gra toczyła się o coś znacznie istotniejszego. Sądy oceniły rzecz, stosując przez analogię instytucję tzw. zamiaru ewentualnego w prawie karnym (sprawcy nie chodzi o osiągnięcie określonego skutku, ale przewiduje, że on nastąpi i godzi się na to).

Jak zaznaczyłam, decyzję o uznaniu praktyki za naruszającą zbiorowe prawa pacjentów wydaje rzecznik wyposażony w uprawnienia władcze. Nakazuje wówczas zaniechanie zabronionych praktyk lub podjęcie w wyznaczonym terminie określonych działań.

Od jego rozstrzygnięcia zainteresowany podmiot może wnieść skargę do WSA. Od wyroku sądu może ewentualnie zostać wniesiona skarga kasacyjna do NSA. W przypadku niewykonania prawomocnych zaleceń rzecznika może zostać nałożona kara pieniężna w wysokości do 500 tys. zł. W praktyce często szpitale zaprzestają zabronionych praktyk już po otrzymaniu żądania wyjaśnień od rzecznika.

Dotąd na podstawie tych przepisów rzecznik wszczynał postępowanie w różnych sytuacjach, np. gdy dopatrzył się utrudnień w rejestracji do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i specjalistów poprzez brak możliwości zgłoszeń telefonicznych oraz wyznaczanie jednego dnia w miesiącu na zapisy. Innym przykładem było ograniczenie prawa do świadczeń zdrowotnych w zespole uzdrowisk polegające na pobieraniu dodatkowej, nieuprawnionej opłaty za koszty zakwaterowania i wyżywienia w sanatorium uzdrowiskowym.

RPP interweniował także z powodu obciążenia pacjentów kosztami skopiowania dokumentacji medycznych, przewyższającymi dziesięciokrotnie maksymalną ustawową wysokość opłaty.