Dostęp Otwarty

Powitanie

Parawanik

Iwona Konarska

Small img 3400 kolor  opt

Iwona Konarska

Stawia się go w szpitalu głównie po to, by odgrodzić jednego staruszka od drugiego, chociaż akurat starość jest najmniej wrażliwa na swoje odbicie w lustrze. Parawanik stosuje się także w całej tzw. polityce zdrowotnej dotyczącej seniorów. Są nim m.in. hucznie wprowadzane leki dla osób 75+. Instrukcja obsługi jest następująca: tworzy się listę najoszczędniejszą z możliwych, wprowadza rozliczne ograniczenia (kto może wystawić taką receptę, kto może być odbiorcą) i rozstawiony parawanik jest gotowy. Jeszcze kilka takich chwytów-parawaników i nie widać zza nich tego, o czym mówi prof. Maria Barcikowska w tekście „Leczenie alzheimera schodzi do podziemia”.

Choroby zaniedbane, porzucone, wypchnięte z pola widzenia to nie tylko alzheimer, który ma to do siebie, że każdy go widział, ale nikt nie wierzy, że ktoś w rodzinie na niego zachoruje.

Do czasu.

Starość bowiem to także mniej filmowe otępienia, wszelkiego rodzaju schorzenia, które jak rdza niszczą osobowość, umysł, a potem wżerają się w ciało. Pokolenia są coraz starsze, a systematycznej pomocy dla nich nie ma. Kolejni ministrowie zdrowia nie czują przymusu, by się tłumaczyć. Tak było 10 lat temu, kiedy – jak opisuje prof. Barcikowska – zlikwidowano przychodnie neurologiczne, w których chorzy na alzheimera byli w centrum uwagi.

Strategiczne posunięcie. Większość pacjentów nawet nie wie, że coś straciła. Taka choroba. Nie pójdą do telewizji, a nawet jeśli, to nikt ich nie wysłucha, bo – jak mawia mój znajomy dziennikarz – „Słabo się sprzedają” – na wizji rzecz jasna. Bo w życiu schodzą do podziemia wraz z udręczonymi rodzinami.