Prawo

Sprowadził na siebie nieszczęście

Lek. Radosław Drozd

 

Specjalista medycyny sądowej, Zakład Prawa Medycznego Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu

Mottem dzisiejszego artykułu jest stwierdzenie: im bardziej absurdalne zdarzenie, które doprowadziło do śmierci lub uszkodzenia ciała pacjenta, tym pewniejsze jest wszczęcie postępowania ustalającego prawidłowość postępowania medycznego wobec pokrzywdzonego. Należy mieć to na uwadze zarówno podejmując działania medyczne wobec pacjenta, jak i tworząc dokumentację medyczną poświadczającą podjęcie określonych decyzji i czynności.

W ostatnich latach ogromną popularność medialną zyskała tematyka zgonów w nietypowych okolicznościach. Za pierwowzór uchodzić mogą Nagrody Darwina, publikowane najpierw w formie internetowej, a następnie książkowej. Obecnie łatwo natrafić zarówno na programy telewizyjne o takiej tematyce (np. „Śmierć na 1000 sposobów”), jak i publikacje książkowe w rodzaju „Jak nie umrzeć”. W praktyce każdego lekarza również zdarzyły się lub zdarzą sytuacje, w których absurdalne, bezsensowne zachowania pacjenta będą prowadzić do jego śmierci lub kalectwa. Jaki jednak morał płynie z takich przypadków pod względem prawnym?

Otóż w większości tego typu spraw zarzuty dotyczą w głównej mierze postępowania personelu medycznego w zakresie nieprawidłowego udzielania pomocy medycznej. Oto garść przykładów.

22-letni mężczyzna w godzinach nocnych oczekiwał na przystanku na przyjazd autobusu podmiejskiego. Prawdopodobnie czas mu się dłużył, postanowił zatem spędzić go „aktywnie” i zajął się wybijaniem szyb wiaty przystankowej. Mieszkańcy okolicznych domów zeznali później, że ok. 2.30-2.45 usłyszeli od strony przystanku brzęk tłuczonego szkła. Jeden z nich wyjrzał przez okno i zobaczył mężczyznę, który chwiejnym krokiem zaczął się oddalać w kierunku centrum miasta. Po ok. 15 minutach świadek usłyszał sygnał nadjeżdżającej karetki pogotowia, a gdy ponownie wyjrzał przez okno, zobaczył, że w oddali zatrzymały się autobus i karetka. Kierowca autobusu zeznał, że kiedy dojeżdżał do przystanku, zauważył na jezdni człowieka w kałuży krwi. Wysiadł i podchodząc do leżącego, już dzwonił na numer alarmowy, zawiadamiając policję o znalezieniu rannej osoby. Stwierdził, że mężczyzna żyje, oddycha, jest nieprzytomny.

Mężczyzna został zabrany na SOR do najbliższego szpitala. W tym czasie funkcjonariusze policji dokonali oględzin miejsca zdarzenia. Stwierdzili m.in. rozbite szyby wiaty przystankowej, z których jedna popękała w taki sposób, że utworzyły się szpic...

W trakcie sądowo-lekarskiej sekcji zwłok stwierdzono m.in. cztery „ziejące” rany cięto-szarpane okolicy prawego dołu łokciowego z przecięciem w ich dnie tętnicy i żyły łokciowej, cechy skrajnego wykrwawienia oraz stan nietrzeźwości.

Pełna wersja artykułu omawia następujące zagadnienia:

Złożono zażalenie

Prowadzący postępowanie prokurator wydał decyzję o umorzeniu postępowania, na co zażalenie złożył ojciec zmarłego. Stwierdził, że to nie jego syn wybił [...]

Przyczyna utraty szans

Biegli nie stwierdzili nieprawidłowości w postępowaniu lekarskim. Rozbieżności dotyczące dokładnego czasu zdarzeń wynikały z różnic we wskazaniach godzin przez różne zegary, [...]

Świadomy czy nie

W opinii biegli stwierdzili jednak, że powstałe u pokrzywdzonego obrażenia nie narażały go na wymienione zagrożenie. Nie każdy uraz głowy wywołuje [...]

Fałszywa ochrona

Wraz z karetką na miejscu zjawili się również funkcjonariusze policji, którzy wypytywali o okoliczności zdarzenia. Wówczas ojciec, „chroniąc syna”, powiedział, że [...]