Zarządzanie

Jak Pszczyna w pospolitym ruszeniu szpital uratowała

O trudnej sytuacji Szpitala Powiatowego w Pszczynie, desperackiej akcji ratowania placówki i najbliższych planach z dr. n. med. Marcinem Leśniewskim rozmawia Wojciech Skowroński

MT: Historia szpitala to kolejny dowód na to, że prywatyzacja nie zawsze idzie w parze z poprawą świadczonych usług.


Dr Marcin Leśniewski:
Daleki byłbym od stwierdzenia, iż prywatyzacja nigdy nie niesie ze sobą poprawy jakości. Wydaje się, że obszarem, gdzie prywatyzacja dała dobre efekty, jest podstawowa opieka zdrowotna. Szczególnie u nas, na Górnym Śląsku, gdzie odsetek placówek POZ funkcjonujących jako przedsiębiorstwa prywatne jest bardzo wysoki, jakość usług jest tam wyraźnie wyższa w porównaniu z niesławnej pamięci poradniami rejonowymi. W odczuciu społecznym prywatyzacja placówek pierwszego kontaktu wiąże się z wyraźnym podniesieniem poziomu usług i to zarówno merytorycznych, jak i związanych z logistyką, organizacją bądź estetyką otoczenia. Pozytywna okazała się także prywatyzacja placówek świadczących zabiegi chirurgii krótkoterminowej i szpitali o wąskiej specjalizacji. Kluczem do lepszej organizacji i wyższej jakości opieki medycznej są tam przyjęcia planowe i możliwość zatrudnienia personelu o szczególnych specjalnościach. Chciałbym, żeby moje słowa zabrzmiały jak obrona krytykowanej ostatnio w czambuł prywatyzacji w ochronie zdrowia. Jednak czas funkcjonowania szpitala, którym kieruję, jako placówki prywatnej nie był najlepszym w jej historii. Usługi oferowane są pacjentom od ponad 150 lat. Mojej osobistej ocenie mogę poddać ostatnie trzydzieści i, niestety, lata 2011-2018 nie wypadają najlepiej.


MT: Z czego to wynika?


M.L.:
Niska jakość świadczonych usług za czasów zarządzania nim przez prywatnego operatora wynikała przede wszystkim z niewystarczającej liczby personelu oraz skrajnej oszczędności w zakresie diagnostyki i terapii. Wysokiej klasy lekarzom zawdzięczać należy fakt, iż mimo niesprzyjających okoliczności szpital był dla chorych miejscem bezpiecznym. Celem firm z kapitałem prywatnym jest maksymalizacja zysku, dlatego działania redukujące koszty osobowe i rzeczowe są zrozumiałe, lecz medycyna ma zupełnie inną specyfikę niż np. sprzedaż warzyw i owoców. Problem zyskowności tak nieprzewidywalnej działalności jak leczenie w szpitalu powiatowym eliminuje chyba ten rodzaj placówek z grona potencjalnie rentownych. Jeśli szpital miejski lub powiatowy nie jest usytuowany w pobliżu innych placówek lecznictwa zamkniętego, takich jak kliniki i szpitale specjalistyczne, to pełni permanentny ostry dyżur. W takiej sytuacji trudno mówić o przyjęciach planowych bądź o hospitalizacji chorych uprzednio zdiagnozowanych i przygotowanych do elektywnych zabiegów. Leczenie w trybie ostrego dyżuru niesie ze sobą nieprzewidywalne koszty i każdy, kto pracuje w placówce frontowej, jaką jest szpital powiatowy, nie dziwi się temu i ma świadomość ograniczeń w planowaniu ekonomicznym.