Dostęp Otwarty

ByĆ lekarzem

Cykl „Być lekarzem” koordynowany przez prof. dr. hab. med. Tomasza Pasierskiego, Kierownika Zakładu Bioetyki i Humanistycznych Podstaw Medycyny WUM

Szczepionka MMR i autyzm: nihilizm szczepionkowy a postmodernistyczna nauka

Gregory A. Poland, MD

Mayo Clinic Vaccine Research Group, Mayo Clinic, Rochester, Minnesota, USA

MMR Vaccine and Autism: Vaccine Nihilism and Postmodern Science

Mayo Clin Proc 2011;86(9):869-871

Tłum. dr n. hum. Mariusz Górnicz

Adres do korespondencji: Gregory A. Poland, MD, Director, Mayo Vaccine Research Group, Director, Program in Immunovirology and Biodefense, Mayo Clinic, 200 First St SW, Rochester, MN 55905, USA. E-mail: poland.gregory@mayo.edu

Nie ma nic straszniejszego niż czynna ignorancja.

Johann Wolfgang von Goethe

Truizmem jest stwierdzenie, że działanie w interesie własnym, tak jak rozumie to dana osoba, nie zawsze rzeczywiście służy jej interesom. W odniesieniu do współczesnej ochrony zdrowia ten truizm jest być może najtrafniejszym podsumowaniem tzw. sprawy szczepionki skojarzonej MMR (odra-świnka-różyczka), czyli utrzymujących się obaw o związek tej szczepionki z autyzmem. Dzięki powszechnemu stosowaniu szczepionki MMR w USA udało się opanować wszystkie trzy choroby, jednak w ciągu ostatniej dekady uzyskane korzyści są powoli tracone. W tym czasie w USA odnotowano nie więcej niż 50 przypadków odry (w większości zawleczonych z innych krajów) na rok, jednak w pierwszym półroczu 2011 r. odnotowano już 156 przypadków.1 Znaczny wzrost zachorowalności na odrę zauważono także w Europie (Anglia, Walia, Włochy, Francja, Hiszpania, Niemcy).

Dlaczego jest to powód do niepokoju? Odra to najbardziej zaraźliwa choroba u ludzi. Mimo osiągnięć współczesnej medycyny w przybliżeniu 1 na 3000 zakażonych osób umiera, a znacznie więcej jest hospitalizowanych lub doświadcza pogorszenia stanu zdrowia. Masowym zachorowaniom można zapobiec, gdy wskaźnik zaszczepień (odporność zbiorowa) przekracza 96%. Odra jest ponadto chorobą, której eradykacja jest zarówno możliwa, jak i planowana, a tego celu nie można osiągnąć przy obecnych wskaźnikach wyszczepialności.

Przyczyną tego przewidywalnego ciągu zdarzeń, w którym zmniejszenie wskaźnika wyszczepialności pociąga za sobą wzrost zachorowań, jest ograniczenie zaufania społecznego w kwestii bezpieczeństwa szczepienia MMR. To z kolei jest spowodowane głównie błędnymi twierdzeniami o wpływie szczepień na rozwój autyzmu, których autorem jest Andrew Wakefield.2,3 Nie ma wiarygodnych dowodów naukowych potwierdzających, że szczepionka MMR wywołuje autyzm. Krajowe instytucje zarządzające służbą zdrowia i towarzystwa naukowe jednogłośnie wypowiedziały się przeciwko takim twierdzeniom.4,5 W ponad 20 badaniach nie wykryto związku między podaniem szczepionki MMR a zaburzeniami autystycznymi.6,7 Brytyjska Izba Lekarska (General Medical Council) po serii przesłuchań ustaliła, że Andrew Wakefield jest winien nieuczciwości i poważnego naruszenia etyki zawodowej w związku z badaniami, jakie prowadził nad szczepionką MMR i autyzmem.8 Niedawno redaktor naczelny „British Medical Journal” stwierdził w komentarzu, że badania Wakefielda miały wyraźne cechy oszustwa.9

W obliczu ponad 20 badań oraz negatywnych opinii wszystkich komisji naukowych, które analizowały powiązanie szczepionki MMR z autyzmem, należy zadać pytanie, dlaczego ten mit nadal żyje? Powstało wiele prac dokładnie opisujących ruch kontestujący szczepienia i jego negatywny wpływ na decyzje dotyczące szczepień ochronnych oraz rolę mediów w podtrzymywaniu atmosfery strachu.10-14 Dobrą ilustracją powyższego jest niedawny artykuł opublikowany w „Pace Environmental Law Review”, w którym padło stwierdzenie, że „wstępna ocena” przypadków, w których pacjentom wypłacono odszkodowanie w ramach Vaccine Injury Compensation Program (VICP; program odszkodowań dla osób poszkodowanych w wyniku szczepień ochronnych), „wskazuje, że encefalopatia i zaburzenia drgawkowe związane ze szczepieniami mogą być powiązane z autyzmem”.15 Istnienia takiego związku nie potwierdzono w licznych badaniach, a pomimo to artykuł wzbudził duże zainteresowanie mediów, co niewątpliwie przyczyniło się do eskalacji obaw i dezinformacji opinii publicznej. W tym zakresie, w jakim autorzy zamierzali dać do zrozumienia, że szczepionki takie jak MMR wywołują autyzm lub przyczyniają się do jego wystąpienia, takie wnioski są nie tylko błędne, ale pozostają w sprzeczności z badaniami prowadzonymi przez VICP.

Takie wnioski są nie do pogodzenia z przytłaczającą liczbą danych z badań. Centers for Disease Control and Prevention (CDC) opublikowały dokument stwierdzający, że „w starannie prowadzonych badaniach naukowych nie wykazano związku między szczepionką MMR a autyzmem”16 ani „zwiększonego ryzyka [wystąpienia zaburzeń autystycznych] po podaniu szczepionek zawierających tiomersal”.17 (Notabene tiomersal zawiera etylortęć, która także jest na celowniku zwolenników tezy o szkodliwości szczepionki MMR.) Institute of Medicine opublikował analogiczne stwierdzenie: „dane z badań epidemiologicznych przemawiają za odrzuceniem tezy o związku przyczynowym między szczepionką MMR i autyzmem”18 oraz „między szczepionkami zawierającymi tiomersal i autyzmem”.18 Do podobnych wniosków doszły inne organizacje, w tym American Academy of Pediatrics.19,20

Ważniejszym nawet potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że sam Vaccine Injury Compensation Program po przeprowadzeniu najszerzej zakrojonego i najdokładniejszego postępowania w swojej historii stwierdził brak związku przyczynowego między szczepieniami dzieci i autyzmem. Po zapoznaniu się z danymi przedstawiciel VICP stwierdził, że „w licznych badaniach medycznych […] przeprowadzonych na całym świecie przez naukowców zajmujących się medycyną uzyskano mocne argumenty przeciwko” zarzutom, „że szczepionka MMR może wywoływać autyzm”.21 W innym przypadku przedstawiciel VICP stwierdził: „zebrane dowody przemawiają zdecydowanie przeciwko zarzutom wnioskodawców […], że szczepionki zawierające tiomersal mogą przyczyniać się do rozwoju autyzmu”.22

W obliczu takich badań epidemiologicznych i wniosków, do jakich doszedł VICP, autorzy wspomnianego artykułu z „Pace Environmental Law Review” powołują się na odosobnione sformułowania zawarte w kilku decyzjach podjętych przez VICP w ciągu ostatnich 20 lat i w wywiadach z rodzicami związanych z kilkoma rozstrzygniętymi sprawami, by na tej podstawie postawić tezę o istnieniu pewnego powiązania między szczepionkami i autyzmem oraz o braku chęci środowiska naukowego i władz do ujawnienia własnych wniosków (echa teorii spiskowej), kończąc artykuł wezwaniem Kongresu, aby zbadał sprawę VICP. W swoich wysiłkach, by wyciągnąć wnioski na podstawie nieprawidłowego rozumowania, nie rozumieją oni jednak sposobu działania VICP.

W ramach programu VICP, powołanego do istnienia przez Kongres Stanów Zjednoczonych, odszkodowania są przyznawane bez orzekania po czyjej stronie leży wina. Chodzi o to, aby można było je wypłacać „szybko, łatwo, bez wahania i hojnie”.23-25 VICP w swych decyzjach opiera się m.in. na wykazie szkodliwych działań szczepionek (Vaccine Injury Table), obejmującym wszystkie szczepionki zalecane przez Advisory Committee on Immunization Practices do rutynowego stosowania u dzieci. Sekretarz Department of Health and Human Services ustalił listę określonych stanów chorobowych, których wystąpienie może być związane ze stosowaniem szczepionek wymienionych w wykazie. Program umożliwia dwa sposoby przyznania odszkodowań osobom, które składają odpowiedni wniosek: (1) przez udowodnienie, że ta osoba otrzymała szczepionkę z wykazu, a następnie w ciągu określonego czasu wystąpił u niej jeden ze stanów wymienionych na liście lub (2) przez udowodnienie, że ta osoba otrzymała szczepionkę z wykazu i że szczepionka spowodowała następcze pogorszenie stanu zdrowia lub zgon, co należy ustalić na podstawie dostępnych dowodów.

Co ważne, skuteczne ubieganie się o odszkodowanie z programu VICP nie wymaga udowodnienia, że przyczyną domniemanego pogorszenia stanu zdrowia było szczepienie; wystarczy wykazać, że jeden ze stanów chorobowych wyszczególnionych na liście wystąpił u tej osoby przed upływem określonego czasu od podania szczepionki. Autyzm nie jest i nigdy nie był uwzględniony na tej liście. Co więcej, nawet w odniesieniu do stanów chorobowych niewymienionych w tabeli w artykule w „Pace Law Review” nie podano ani jednego przypadku uznania przez VICP, że jakaś szczepionka wywołała autyzm. Wręcz przeciwnie, napisano tam, że „w odniesieniu do wszystkich dotychczas zgłoszonych wniosków […], Health Resources and Services Administration twierdziła – i nadal podtrzymuje to stanowisko – że szczepionki nie wywołują autyzmu, i w żadnym przypadku nie zgodziła się z tezą, że autyzm został spowodowany szczepieniem”.26

Zatem mimo rozgłosu, jaki zdobył artykuł w „Pace Law Review”, konkluzje jego autorów są błędne, a apele o przeprowadzenie kolejnych badań dotyczących związku między szczepionką MMR i autyzmem – chybione. Obecnie trwa zacięta rywalizacja o przyznawane z budżetu federalnego fundusze na badania. Środki przeznaczone dla chorych na autyzm powinny być więc wykorzystane na pomoc znaczącą, tj. wyjaśnienie, co jest przyczyną autyzmu, i badania nad ograniczeniem skutków choroby, tak aby poprawić stan zdrowia i jakość życia osób nią dotkniętych. Mit o winie szczepień powinien już dawno zostać odłożony do lamusa.

Co dalej?

Jaka więc powinna być reakcja społeczeństwa, mediów, lekarzy, decydentów i innych zainteresowanych? Odpowiedź jest prosta. W ciągu ostatnich 13 lat nie przedstawiono żadnych wiarygodnych dowodów na związek pomiędzy stosowaniem szczepionki MMR a występowaniem zaburzeń autystycznych, należy więc uznać, że takich dowodów nie ma, i odrzucić tę hipotezę. Autyzm jest problemem zdrowia publicznego, który bezwzględnie wymaga uwagi, w tym zwiększenia funduszy na badania, także te dotyczące czynników sprawczych. Dalsze finansowanie daremnych prób udowodnienia związku tej choroby ze szczepieniami MMR w sytuacji, gdy wiele badań o wysokich standardach naukowych, w wielu krajach i na przestrzeni wielu lat nie wykazało ani śladu takiego powiązania, i w obliczu biologicznego nieprawdopodobieństwa jego istnienia, jest niebezpiecznym procederem narażającym życie, fundusze publiczne, a w konsekwencji zdrowie społeczeństwa.

W pewnym momencie, który, jak sądzę, w przypadku szczepionki MMR mamy już dawno za sobą, niewielka grupa, która wysuwa tezę o pewnych powiązaniach, a przy tym nie dysponuje nowymi czy wiarygodnymi danymi, i której założenia i hipotezy zostały zdyskredytowane, musi po prostu zostać zignorowana przez środowisko naukowe i opinię publiczną oraz, co najważniejsze, przez media, bez względu na to, jak bardzo zagorzałymi zwolennikami swoich idei są ci ludzie, którzy w najlepszym przypadku okłamują samych siebie, a w najgorszym przypadku są po prostu niebezpieczni.27-29 Niestety, media poświęcają celebrytom wypowiadającym się na temat powiązania MMR z autyzmem o wiele więcej uwagi, niż na to zasługują, a opinia publiczna, nieuwzględniająca naukowych podstaw problemu, myli celebrytów z autorytetami. Ci, którzy chcą kontynuować tę dyskusję, są świadomi tych mechanizmów. Dla przykładu, J. Hanlon, współzałożyciel Generation Rescue (organizacji popierającej hipotezę o związku miedzy szczepionką MMR i autyzmem), w odpowiedzi na informacje o zdyskredytowaniu zarówno Wakefielda, jak i jego twierdzeń o związku miedzy szczepionką MMR i autyzmem, stwierdził, że dla osób, które wierzą, że szczepionki wywołują autyzm „Andrew Wakefield to Nelson Mandela i Jezus Chrystus w jednej postaci”.30

Kolejnym ważnym krokiem jest dbałość o odpowiedzialne i oparte na naukowych podstawach przedstawianie takich kwestii przez media. Ciągłe szerokie nagłaśnianie dramatycznych „odkryć” i teorii spiskowych na temat szczepionki MMR i zaburzeń autystycznych, jak i inne formy dezinformacji, to działania nieodpowiedzialne i okrutne nie tylko w stosunku do ogółu społeczeństwa, lecz przede wszystkim wobec osób dotkniętych autyzmem i ich rodzin. Takie pozbawione naukowych podstaw postępowanie zwiększa obawy, nasila brak zaufania do szczepień ochronnych i prowadzi do rozterek rodziców i podejmowania przez nich decyzji o nieszczepieniu swoich dzieci, co ma łatwe do przewidzenia, katastrofalne skutki.

W ostatecznym rozrachunku nie ma jednak cudownego sposobu na zasypanie głębokiej przepaści dzielącej tych, którzy akceptują metodę naukową i naukowo uzasadnione dowody, i ich przeciwników, który takie dowody po prostu odrzucają.31 Percepcję zagrożenia i brak obiektywizmu tylko częściowo można zmienić dzięki zdrowemu rozsądkowi i edukacji; w pewnym momencie – zwykle wtedy, gdy widoczne stają się zagrożenia dla społeczeństwa (np. ochrona podatnych społeczności przed chorobami o wysokiej zaraźliwości) – należy podjąć dalsze działania i wprowadzić odpowiednie przepisy prawne. Na przykład w celu ochrony kierowców, pasażerów, a właściwie całego społeczeństwa wprowadzamy nakaz stosowania pasów bezpieczeństwa. Obecnie zaistniała potrzeba debaty nad wprowadzeniem podobnych środków w odniesieniu do szczepień ochronnych w kontekście profilaktyki epidemii wysoce zaraźliwych chorób będących zagrożeniem dla zdrowia publicznego.

Dla każdego, kto stosuje się do naukowego modelu odkryć, eksperymentów i dowodów, proces sądowy już się skończył, a ława przysięgłych wróciła na salę: nie ma naukowo udowodnionego związku między podaniem szczepionki MMR i późniejszym wystąpieniem autyzmu. Odmowa zaszczepienia dzieci szczepionką MMR z powodu obaw związanych z możliwością takiego powiązania – bez poparcia ich wiarygodnymi dowodami naukowymi – jest równoznaczna z narażeniem dzieci i innych osób na duże ryzyko, czego dowodem jest obecny wzrost zachorowań na odrę w USA i Europie. Nihiliści szczepionkowi nadal utrzymujący, że takie powiązania są prawdziwe, po prostu nie mają racji, a ich działania nie służą dobru publicznemu. Głoszących takie poglądy kontestatorów szczepień i zwolenników teorii spiskowych należy dziś ignorować, tak jak ludzie myślący ignorują tych, którzy uważają, że Ziemia jest płaska albo że lądowanie astronautów na Księżycu w 1969 r. w rzeczywistości nie miało miejsca.

Nie ma prawa zakazującego głupoty; nie ma szczepionki na ignorancję. Tymczasem jednak zdrowie milionów dzieci w USA i na świecie jest narażane na niepotrzebne i rzeczywiste ryzyko z powodu ciągłej umyślnej dezinformacji i zdyskredytowanych tez. Należy to uznać za przestępstwo.

Podziękowanie